"Mokre" przewodniki
Dodane przez Apis dnia 10.07.2007 17:31
„Mokre” przewodniki - Mirosław Czerny


Sezon letni trwa, ale dopiero wizyta w Gdańsku zmobilizowała mnie do przygotowania subiektywnego rankingu nowych, wodnych przewodników.

Właśnie z rejsu od Torunia po Krynicę Morską przywiozłem „Przewodnik Turystyki Wodnej – PĘTLA ŻUŁAW", wydanie pilotażowe, sygnowane przez Urząd Marszałkowski Województwa Pomorskiego. 56 stron + wkładka z mapą regionu, schematycznymi planami portów, opisem najważniejszych znaków żeglugowych.

Już na okładce sygnał o omawianych szlakach:
Wisła od Korzeniowa do Tczewa,
Wisła od Tczewa do Przekopu,
Martwa Wisła i Wisła Śmiała,
Szkarpawa i Wisła Królewiecka,
Zalew Wiślany,
Rzeka Elbląg i Kanał Jagielloński,
Nogat,
Turga Święta,
Liwa, Wierzyca i Motława.

Ale obok locji wodnej tych szlaków, uzupełnionej mapkami i planami, opisami atrakcji i danymi teleadresowymi przydatnymi wodniakom i pozostałym turystom oraz fachowymi poradami dla wodniaków, planujących wędrówkę kajakiem czy jachtem znajdziemy również opisy historii, zabytków, polecanych wydarzeń i smakołyków…
Wydawnictwo związane jest z realizowanym obecnie programem inwestycji w mariny i przystanie Pętli Żuławskiej oraz jej turystycznej promocji.

Kilka miesięcy wcześniej, na Targach „Wiatr i Woda”, był debiut innej pętli. Przewodnik „Wielka Pętla Wielkopolski. Warta – Noteć – Gopło – Warta” , (www.wpw.net.pl), zaczynający się i kończący w Santoku, faktycznie zaś opisujący szlaki łączące Odrę i Wisłę, napisali Mirosław Słowiński i Grzegorz Nadolny. Słowiński, „w cywilu” producent filmowy, zaskoczony był, gdy Niemcy przypłynęli do jego Mariny LĄD na Warcie, mając ją na swych mapach, zanim skończył jej budowę. A od managerów naszej turystyki usłyszał, że jeśli chce także polskich publikacji – „zrób to sam” – ale na szczęście „with a little helpe of our friends”. Współautorem został Grzegorz Nadolny, kapitan statku szkolnego „Władysław Łokietek” Zespołu Szkół Żeglugi Śródlądowej w Nakle nad Notecią, jeden z animatorów Flisów Noteckich oraz Związku Miast i Gmin Nadnoteckich. Wyszło im jakieś 330 stron podzielonych na „locję wodną”, „locję turystyczną” i aneksy. Szlak znają tak dobrze, że nawet podpowiadają, gdzie najlepszy wiejski chlebek, a gdzie działają różni twórcy rzemiosła artystycznego.

Jednocześnie Tadeusz Litowczenko, jeden z najlepszych polskich dokumentalistów, wraz ze Słowińskim przygotował niemal godzinny film o Pętli Wielkopolskiej, od razu przygotowany w trzech wersjach językowych – polskiej, angielskiej i niemieckiej, pokazywany między innymi przez Telewizję Polonia, będącą uczestnikiem tego przedsięwzięcia. Obok ponad 300 zdjęć wykorzystanych w książce, pozostało w archiwum jeszcze blisko dziesieć tysięcy zdjęć, robionych z wody, lądu i powietrza.

Ukazał się też „Błękitny San” – przewodnik napisany przez Marka Latyńskiego głównie dla kajakarzy. Jak Lityński mówi, sam był zdumiony, gdy gdzieś w Bieszczadach trafił na pocztówkę sprzed wieku, na której był parowy lodołamacz docierający wówczas Sanem gdzieś do Sanoka. Ale jeśli w ciągu tego czasu jakiś tysiąc polskich jezior wyschło, spośród naszych 10 tysięcy, jeśli na innych poziom wody opadł nawet trzy metry…

Ostatnia podpowiedź. „Katalog informacyjny o portach, przystaniach i marinach w polsko-niemieckiej części Euroregionu Pomerania” , liczący 52 strony. Z bardzo precyzyjnymi planami marin, także z podawaniem głębokości na dojściu i wewnątrz nich, oraz ciekawym „patentem” – przy każdej marinie jest ten sam zestaw ikon, informujących o oferowanych usługach. Lecz ciemniejszym kolorem zaznaczone są usługi faktycznie świadczone, zaś pastelowo „vacaty”. Dla użytkownika – wygoda, dla gestorów brzegów – element dydaktyczny (czego u nas brakuje?). Katalog firmuje Urząd Marszałkowski Województwa Zachodniopomorskiego i obejmuje:

Szczecin & Jezioro Dąbie,
Zalew Szczeciński / Stettiner Haff,
Peenestrom & Achterwasser,
Greifswalder Bodden,
Strelasund – Jasmund,
Grabow – Saaler Boden,
Pommersche Bucht / zatoka Pomorska,
Pojezierze Zachodniopomorskie.

Różne formą i treścią przewodniki mają kilka elementów wspólnych. „Po pierwsze primo” – są reakcją na rosnące zainteresowanie turystyką wodną. „Po drugie primo” – jak mawiał mój nieoceniony profesor – finansowane były w całości lub części przez urzędy marszałkowskie, także z sięgnięciem do funduszy unijnych. Po trzecie - wszystkie związane są z programami rozwoju turystyki, które zwane są sieciowymi. Takie projekty rozbudowy infrastruktury i promocji realizowane są dla Żuław, Gdańska oraz tzw. Pierścienia Zatoki Gdańskiej, sięgającego od Gdyni po Hel. To nie tylko wspólne inwestycje i promocja – ale i współpraca przy planowaniu wydarzeń turystycznych, by np. co tydzień w innym miejscu było jakieś duże, atrakcyjne wydarzenie – nie zaś na zmianę kilka imprez konkurencyjnych – i nuda.

„Błękitny San” to nie tylko nazwa przewodnika Lityńskiego oraz szlaku, który oznaczał w terenie. To także interdyscyplinarny program badań, poprawy gospodarki wodnej, w tym ściekami, oraz rozbudowy oferty turystycznej rzeki, na którą już docierają Francuzi, by ścigać się w łowieniu „na muchę”. Przed kilku laty harcerze-kajakarze powtórzyli wyczyn swoich kolegów, starszych o dwa chyba pokolenia, pokonując najdłuższy szlak kajakowy Polski, płynąc z Sanoka Sanem, Wisłą, Kanałem Bydgoskim, Notecią do Santoka, Wartą i Odrą do Szczecina…

Przewodnik po Pętli Wielkopolski pisany był równolegle do rozpoczęcia programu budowy marin i przystani na Międzynarodowej Drodze Wodnej E-70, prowadzącej od Odry do Warty. Na rozpoczęcie tego sezonu ustawiono nad Notecią pierwsze tablice informacyjne dla wodniaków, z piktogramami o oferowanych na miejscu usługach typowo wodniackich i ofercie towarzyszącej. Skorzystano tu z niemieckiego systemu GELBE WELLE, czyli „Żółtej Fali”.

Także na Zalewie Szczecińskim i u ujścia Odry realizowany jest podobny program, na potrzeby polskich i zagranicznych wodniaków. Tu w oznaczeniach zastosowano nieco inny wariant niemieckich oznaczeń. Jest to niezbędne, gdyż zarówno „państwowe” znaki żeglugowe, jak i oznaczenia kajakarskie pomijają wiele informacji niezbędnych dla żeglarzy i motorowodniaków. Ale jest to także sygnał, iż warto uporządkować i zintegrować te trzy systemy oznaczeń, nie tylko z korzyścią dla turystów, ale także by ustawianie i konserwacja znaków nie były robione przez trzy różne ekipy, odpowiadające tylko za „swoje” znaki – żeglugowe, kajakarskie i żeglarskie.

Cóż – w związku z tym życzę jak najczęstszych wydań „poprawionych i uzupełnionych”, pokazujących jak z roku na rok poszerza się oferta infrastruktury turystyki wodnej, promocji i informacji. Niedawno jednego dnia przeczytałem dwa „newsy”: iż spodziewamy się w tym roku 16 milionów turystów zagranicznych - i że u naszych niemieckich sąsiadów turystykę wodną uprawia 8 milionów osób. Ciekawych naszych szlaków wodnych, o ile postaramy się, by nasze rzeki i jeziora pozostały dzikie, lecz przestały być zdziczałe, ciągle często nadal pozbawione najbardziej podstawowej infrastruktury.

Często zapominamy, że jeśli problemem są powodzie, to wielką szansą turystyka po wodzie.

Mirosław Czerny - Centrum Turystyki Wodnej PTTK