Mój staryDrukuj

"Mój Stary" - tak prawdopodobnie zacząłby wspomnienia o swoim ojcu każdy mężczyzna. Ja jednak jestem córką "marynarza słodkich wód" i zatytuuję ten bardzo osobisty felieton - "Daddy"
Nie Ojciec, nie Tatuś, ale właśnie Daddy, bo tak na niego mówiłam.To słowo w pełni oddaje moje wszystkie pozytywne emocje związane z człowiekiem, który wciąż zajmuje najważniejsze miejsce w moim życiu.
Kochałam oboje Rodziców bardzo mocno, ale jakże inaczej. Nie potrafię wyrazić tego slowami. Spróbuję kolorami. Mamę kochałam w kolorze zielonym, Tatę - w niebieskim.
Odpłynął nagle, z dnia na dzień, tragicznie, kiedy byłam małą dziewczynką. Siłą rzeczy zapamiętałam tylko to, co mogło zapamiętać dziecko - zapach, smak i obrazki zamknięte i zatrzymane, jak w stop klatce, jak w filmowym kadrze.
Zapach tytoniu fajkowego, czarnej amfory, do końca życia będzie mi się kojarzył z Jego mundurem, silnymi raminami i szafą, gdzie lubiłam się chować. Smak kwaśnych cukierków przypominać mi będzie Jego powroty do domu. Sadzał mnie wtedy na kolanach i pozwalał szukać po kieszeniach słodkich niespodzianek.
A obrazki? W tych kilku krótkich latach, które spędziłam na Jego kolanach, utrwaliło się ich zaledwie parę.
A On? Był zwsze wielki, silny jak dąb. Myślałam wtedy dziecinnie, że będzie wiecznie. Dopiero potem, im byłam starsza, a tęsknota za Nim coraz bardziej dojmująca, Jego obraz zaczął się krystalizować, stawał się pełniejszy, bardziej dojrzały, a powstawał z opowieści o Nim, ze zdjęć, ze skrzętnie gromadzonych pamiątek, z przeczytanych listów z podróży i ze snów, w których mnie odwiedzal.
Wszystko to złożyło się na portret człowieka niezwykłego pod każdym względem. Mężczyzny wrażliwego, ale i stanowczego, który uwielbiał wyzwania, przygodę i podróże; który z jednej strony przyjaźń i honor stawiał najwyżej, a z drugiej nie umiał być wierny jednej kobiecie. Portret romantyka, który czytał Conrada i płakał, grając na skrzypcach, którego największym marzeniem było...zacumować na stałe w Szczecinie.
Napisałam te wspomnienia, bo niedługo odwiedzę Go i powiem, że przeczytają o Nim Bracia Łodziarze. Z pewnością sprawię Mu tym przyjemność.
W najbliższy wtorek wszyscy wychylimy toast "Za Tych, co na niebieskich łajbach!"

Zuzanna K.
#1 | Czubaj 86 dnia 26.03.2007 20:09
To musiał być KTOŚ.
#2 | Valdemaras dnia 26.03.2007 21:21
Tak chyba tak a poza tym pięknie uczuciowo opisane, rozumię ból. Ja jestem synem marynarza tych większych wód. Nie znałem go wiele bo ciągle gdzieś tam pływał odszedł na wieczną wachtę zbyt wcześniej za wcześniej w kwiecie męskiego wieku tzw. chrystusowego ale odziedziczyłem po nim podobnie jak mój brat miłość do statków. Na pewno wypiję toast Za Tych, co na niebieskich łajbach.
#3 | jurekde dnia 28.03.2007 22:47
Pięknie to napisałaś Zu, kiedyś my też tam wylądujemy...a mój pierwszy toast jest od lat niezmienny "za tych co na morzu...."
#4 | K Domagala dnia 31.03.2007 22:38
Smutne lecz miłe wspomnienie.Ktoś kiedyś powiedział -dopóty żyjemy dopóki żyje pamięć o nas. Zuzanno pamiętaj o "Swoim starym" zawsze - to szlachetna cecha. Jestem z Tobą i pozdrawiam Ciebie.
#5 | Wojciech Rytter dnia 02.03.2010 09:52
Chyle glowe.Jakie to piekne i jednoczesnie smutne.
#6 | tricity dnia 12.01.2011 23:48
Mój Ojciec był marynarzem słonych wód odszedł tak jak marzył ,na statku "wychował" (bo naprawdę wychowała nas Matka) marynarza... jak dowiedział się że jadę do szkoły do Wrocławia , totalnie się załamał.Zabrał mnie wtedy na koniec falochronu w Świnoujściu i częstując piwem rzekł "synu ty jesteś jak ja , to zły wybór popatrz na mnie zawsze chciałem mieć rodzinę...)i zaczarował moje pływanie , jestem lądowym szczurem po marynarskiej szkole i z marynarską duszą.
Dziś po przeczytaniu tego tekstu będę żył nadzieją że kiedyś i moje córki napiszą o mnie coś tak pięknego.

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.

Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
  PRchecker.info Free counters!