Jak amatorzy barką płynęli...Drukuj

Obiecałem relację z pływania barką po Warcie. Tylko, od czego zacząć? Ktoś powie, od początku. Tylko gdzie on jest? Pewnie w poznańskich Fortach. Dokładnie, w IVa.

Pewien człowiek, ma piękną idee. A finałem będzie przystań rzeczna na Warcie, wraz z kompleksem fortecznym. Zapraszam na Facebook: „Porozumienie dla Twierdzy Poznań”. To i wodniaków się zebrało trochę. Podczas „Dni Twierdzy Poznań” Konrad mówi, że w poniedziałek wypływa Holender. Kombinujemy... Piotr odpada - wiele czasu spędził na przygotowaniach „fortecznych” – teraz musi popracować. Szkoda, przed dwoma laty popłynął otwartopokładową żaglówką aż do morza. Opisał to w Port.21 „Słonką Wartą i Odrą”. Konrad pewnie też z pracy się nie urwie. Dzwonię do kolegi wodniaka z Obornik. Ma piękną kabinową SM75 i mam nadzieję, że trochę czasu też.

Umawiamy się na poniedziałek - na 9:00, pod Cyngusem. Muszę jeszcze popracować rano... Dzwoni Konrad, też będzie. Fajnie. Kiedy zjawiam się pod trapem - na pokładzie jest już kilka osób. Kapitan Tjoan Liang Ie, prowadzi mnie do kuchni, zostawiam nasze zapasy. Po drodze, szybko ustalamy, że na porozumienie nie mamy co liczyć. Człowiek o azjatyckich rysach, mówi pięcioma językami, ale nie tymi, które zdążyłem opanować. Jakoś to będzie...

Cygnus płynie w górę Warty w 2011 roku

Zjawia się i Konrad, jesteśmy w komplecie. Załogę Barki stanowią: Tomek – stolarz z Konina (przebudowywał tę barkę), dwoje młodych ludzi – przyjaciele kapitana z „konińskich” czasów, Darek – wodniak z Obornik, Konrad – Komendant Harcerskiego Ośrodka Kształcenia Turystów Wodnych i ja. Kilka słów Kapitana. Mówi o porządkach na pokładzie i o tym, jak bardzo się cieszy z naszej obecności. Kilka prac na pokładzie i ruszamy.

Teraz widzę, jak duża jest barka. Podczas próby obrotu jednostki robimy nowy most na rzece. Dobrze, że jest wnęka w nabrzeżu HCP. Niestety, z tyłu mamy pomost kajakarzy i walimy dziobem w larseny nabrzeża. Poprawka, Konrad idzie na dziób barki, przegonić kajakarską „drobnicę”.

Mijamy most Królowej Jadwigi. Za nim, w kanale Cybiny, stoi tratwa z przyczepą kempingową i parasolką. Pozdrawiamy. Mijamy pusty port, most kolejowy na Garbarach i jesteśmy pod Cytadelą. Komendant, jak na miłośnika fortyfikacji przystało, zaczyna opowiadać. O mijanej śluzie fortecznej, o innych fortach. O swoim projekcie przystani w forcie. Mówi o pracy/projekcie opisania i spisania wszystkich fortów wzdłuż rzeki Warty. Począwszy od Kostrzyna, aż do Poznania. Dziwimy się ile tego jest. A Kapitan słucha uważnie, mówi o swoim projekcie rejsów turystycznych.

Mijając Nadzór Wodny, spoglądamy na głębokości tranzytowe, 110 cm – mało trochę. Na wysokości oczyszczalni ścieków, dostrzegamy dziwny kształt na rzece, po chwili wiemy... To mały ponton z dźwigiem i pracownikami czyszczącymi brzegi z zwalonych drzew. Trąbimy i płyniemy dalej. Kapitan zaprasza Konrada za ster. Hmm... właściwie joystick, koło sterowe – odpięte. Kilka minut i zmiana.

Teraz, moja kolej. Czerwonak. Prawą burtą, mijamy budowę przystani dla łodzi. Kilkanaście osób, koparka i kilka ciężarówek. Patrzymy po sobie. Z tej perspektywy, wygląda jak sadzawka. Stawiając tam pomosty, zostanie miejsca na kilkanaście łodzi. Ale, dobre i to. Płynie za nami ponton z drewnem, będziemy się tak mijać aż do Obornik. Ale to popier.... Robię mu miejsce, schodzę pod sam brzeg, a Kapitan robi gest, nakazujący powrót na środek rzeki. Darek wyjaśnia, że to „nasz kawałek podłogi”, pływamy tu częściej...

Mijamy elewator zbożowy i ruinę nabrzeża przeładunkowego. Kiedyś, się zawali. Szkoda. Mściszewo i opływamy poligon wojskowy. Darek opowiada o rezerwacie „Śnieżycowy Jar” i o nie istniejącej wsi Radzim. O tym, że Warta w IXX w. płynęła obecnym starorzeczem, a wieś liczyła więcej mieszkańców, niż Oborniki. Kończy wzmianką o epidemii cholery w XX w. i wyludnieniu wsi. Na chwilę milkniemy.

Znowu, mijają nas drwale. Darek zamawia pizze w Obornikach. Stajemy pomiędzy mostami. W nurcie rzeki, opuszczamy pale cumownicze. Na prawym brzegu, ponton z drewnem, załoga pobiegła do „Biedronki”. Opuszczamy łódź i Tomek z Darkiem, płyną odebrać pizze. Nasz Kapitan, cieszy się jak dziecko i robi fotki.

Ruszamy dalej. Na brzegu kolega wodniak - Piotr - filmuje nas. Pierwszy raz, zostaję w sterówce sam. Wszyscy pobiegli jeść. Wraca Kapitan z Konradem, teraz ich kolej, a na mnie czeka jedzenie. Steruje Konrad. Na wysokości Bąblina stajemy. Płycizna. Kilkanaście minut i jesteśmy uwolnieni. Fajny pomysł, te pale na barce.

Opowiadamy o promie w Kiszewie. Mijamy przystań „U Agnieszki i Macieja” w Stobnicy, kilkanaście osób na brzegu. Pozdrawiają nas, a my trąbimy. Kapitanowi zaś opowiadamy o wilkach, bobrach i konikach polskich, o stacji Akademii Rolniczej i możliwości zwiedzania. Holender chłonie wszystko, notuje i biega z aparatem. Coraz częściej zostaję sam w sterówce. Mijamy Obrzycko i zespół pałacowy. Za dwie godziny Wronki i koniec przyjemności. Szkoda...

Kilka kilometrów przed Wronkami, oddaję ster Kapitanowi idę rozprostować kości. Stoimy na pokładzie, na łuku rzeki widzę rozmyte ostrogi. Wiatr i małe fale powodują, że co chwilę znikają pod wodą. Dodatkowo płyniemy na zachód, pod słońce. Cyngus schodzi z kursu i utyka na mieliźnie o 18:30 na 174,560 km rzeki. Wiedziałem o tym miejscu. Dalej, jest już łatwo... Holender opowiada, o szerokiej rzece i że „środkiem” szedł. Mogłem zostać jeszcze chwilę. Próby zejścia, kończą się fiaskiem, to koniec na dziś – słyszymy od Kapitana. Tutaj ukłon w stronę „Pasjonata” na forum Żeglugi Śródlądowej, za szczegółową analizę fotek i artykułu. Niezły z niego analityk.

Zaczynamy dzwonić. Mamy znajomych wodniaków we Wronkach. Adam „Szkutnik Amator” ma szwagra, jeszcze znajomi w Obornikach. Uruchamiamy kontakty. Holender twierdzi, że musi mieć traktor, albo solidną ciężarówkę. Opuszczamy łódź, Konrad płynie na brzeg. Po powrocie, opowiada o drodze dojazdowej na sam brzeg. Dobrze jest. Dzwonią Staszki, dowiadujemy się, że na straż pożarną nie mamy co liczyć. Ściemnia się i teraz już nikt...

Darek dzwoni po córkę. Kochana dziewczyna, przyjedzie po część załogi i odwiezie do Poznania. Obawiamy się tylko, czy trafi. Ciemno już. Para z Konina, musi być rano w pracy, Konrad też. Darek i ja, zostaniemy i pomożemy. Kapitan odwozi załogę na brzeg o 22:00. Kolacja, piwo i idziemy spać.

Wstajemy o 6:00, kawa, toaleta. Poczekamy do 8:00, jeśli nikt nie zadzwoni - Darek z Tomkiem pójdą do Smolnicy. To wieś, musi być traktor. Jeszcze małe sondowanie. Wpadamy na pomysł, jeśli będzie tylko mały traktorek, opuścimy rufową kotwicę z cumą. A traktor wyciągnie ją na brzeg, uruchomimy windę kotwiczną i silnik. Może damy radę? Kapitan rozwiewa nasze nadzieje. Tam jest tylko 40 metrów liny. Zdejmuje osłonę windy, by pokazać. Ręce nam opadają: jest może 20 metrów... Zakładamy osłonę.

Wywożę Darka i Tomka na brzeg, będą szukali traktora. Wracam i skręcamy szeklą dwie cumy, wiążę pilota i płynę na brzeg. Próbuję przeciągnąć cumę na brzeg i się poddaję. Nurt rzeki, robi swoje. Ręce mdleją. Obwiązuję cumkę wokoło drzewa. Chłopaki prowadzą traktor. Zobaczymy, czy się uda. Płynę na barkę pomóc w manewrach. Przedni pal cumowniczy ma uszkodzone sterowanie (może podczas remontu?) i działa tylko lokalne, z dziobu.

Wchodząc, widzę chłopaków, mocujących cumę do ciągnika. Zaczynamy.... Nawet się nie naprężyła. Łatwo poszło. Opuszczam pal na dół. Podnosząc oczy, widzę Staszka z synem. Odczepiają cumę, a „Młody” robi fotki z brzegu. Pytam holendra, czy zaprosimy ich na kawę. „Kawa OK.” słyszę. Płynę na brzeg, traktor skasował 50 złotych i odjechał, zabieram tylko załogę i Staszka z synem. Fajnie, lubię ich. Pokażemy im barkę. Czekamy, aż zagotuje się woda. Tjoan Liang Ie, pokazuje barkę, oprowadza i opowiada. Po kawie, ojciec Staszek pyta, czy może popłynąć choćby do Wronek. Bo to taka okazja - może już nigdy się nie zdarzy. Syn zostawił auto w lesie, więc jego odwożę na brzeg.

Płyniemy. Wiem, że to duże... Mam 250, może 300 metrów do planowanego miejsca postoju. Zmniejszam obroty i wyłączam napęd. Kapitan patrzy pytająco. Pokazuję miejsce, gdzie chcę stanąć. Na Jego twarzy, widzę zdziwienie, a później, lekką panikę. Włącza wsteczny i podkręca obroty do maksa. Wiem. Opowiadał, że na spokojnej wodzie, 400 metrów musi mieć. Niby bez ładunku jesteśmy, ale zapomniałem, że niesie nas nurt rzeki. Moja wina. Stajemy w „Olszynkach” , znowu łódka na wodę i płynę na brzeg, po znajomych wodniaków i „Młodego” Staszka. Pokazywanie, zwiedzanie, kawa. Normalka. Staszki pytają, czy możemy zapytać kapitana: do Chorzępowa by chcieli. „Młody” Staszek jeszcze nie płynął, a starszemu się spodobało... resztę odwożę. Płyniemy dalej.

Wartosław. Przed zakrętem rzeki trąbię. Holender rozgląda się, „Prom...?” pyta się. Potwierdzam. Mijamy przeprawę w Chojnie. Młody Staszek wychodzi na zewnątrz, rozmawia przez telefon. „Gazeta dzwoni” mówi ojciec. Rozmawia dłuższą chwilę. Ojciec cały czas siedzi w sterówce. Kapitan, często wychodzi, robi zdjęcia. Mówi, że ma „wakacje”. I mocno ziewa. Noc miał nerwową i nie przespaną. W końcu wstaje i idzie spać. To była piękna niespodzianka. Zostawił mnie samego. SAMEGO! Na polu stoi traktor. Włączam syrenę. Starszy pan, wskakuje do ciągnika i w sterówce słychać cichutkie piii-piii-piiii. Wybuchamy śmiechem, machamy rolnikowi.

Przystań Chorzępowo. Dopływamy o 16:00 Dużo opowiadaliśmy. Kapitan goli się i przebiera. Na brzegu, czeka kilkanaście osób. Pozdrawiają nas. Wywożę wszystkich na brzeg. Staszki zaraz odjeżdżają, a my, jesteśmy zaproszeni przez właścicieli, na wspaniały obiad. Dwa rodzaje kaszy, sosy, „Grzesiowe ogórki”, grzyby tegoroczne, fasola i mięsa. Kurcze... mamy problem: Holender jest wegetarianinem i abstynentem. Idę do kuchni. Danka, nie widzi problemu, będą jajka sadzone i herbatka z ogrodową miętą. Wszystko dla gościa.

Po obiedzie płynę z kolegami z Warta-Czarter pokazać Cyngusa. Przyjechali specjalnie. Później zabierają Holendra na prom w Zatomiu, by pokazać trudne miejsce. Z Darkiem płyniemy łodzią. Mamy drewniane tyczki, chcemy oznaczyć. Bez kotwicy jest to troszkę... trudne, silny prąd porywa naszego bączka. Ale już wie, o czym mówimy. Dodatkowo ustalamy, że gospodarz przystani zadzwoni na prom a ten będzie po właściwej stronie, gdy barka popłynie. Wracamy. Rozstaję się z towarzystwem, około 23:00 Wracam do domu.

W środę, dowiaduję się dwóch rzeczy. Pierwsza: czytam artykuł w Gazecie Wronieckiej. Gazeta informuje, o „potężnej barce”, sugeruje bierne czekanie kapitana na pomoc, informuje o ofiarnej pomocy wronieckich wodniaków i miejscowych rolników, którzy niemal na własnych plecach barkę wynieśli na głębszą wodę. Informuje o „pilotach” zabranych na pokład. Czytam o miejscowej firmie czarterowej. Wybucham śmiechem. Zaraz milknę. Przypomina mi się niedawna historia Romana Paszke i jego awarii. A raczej „pomocy” udzielonej przez miejscową firmę. Może tutaj rachunek też wystawią? Skąd, u licha, wzięła się ta firma - nigdzie tam nie dzwoniliśmy. Piszę sprostowanie. Niestety, rozpętuje się niepotrzebna dyskusja. Szkoda. Szkoda też, że docierają do mnie głosy, o utracie zaufania. I budowaniu reklamy, na nieszczęściu innych.

Druga wiadomość nadchodzi po południu. Cyngus wszedł na mieliznę za Międzychodem, na 126,100 km. Darek dzwoni do Nadzoru Wodnego. Słyszy o oznaczaniu płycizny przed Wronkami. Informuje, że barka stoi za Międzychodem. „To zrobimy później” – relacjonuje rozmowę. Mówi, o jeszcze jednym dziwnym zdaniu: „bo jak coś oznaczymy, to tylko przepłyniecie i śladu po naszej robocie”. Ciekawe, co to znaczy?

Czwartek – Santok, Piątek – Gorzów. W piątek dzwoni Konrad. Holender pyta, czy popłyniesz z Gorzowa do Kostrzyna, bo teraz sam został. Pewnie, że popłynę. Powiedz, że o 10:00 będę. Idziemy Gorzowskim Bulwarem. Cyngus stoi obok budynku LOKu a Kapitan siedzi na sterówce z aparatem. Robi zdjęcia. Zaraz ruszamy. Warta po połączeniu z Notecią robi się spokojna, by nie powiedzieć – nudna. Mamy regularne 130-150 cm, a wszystkie przeszkody nawigacyjne są oznakowane. Kapitan, siedzi na dziobie, obserwuje ptaki, fotografuje i porównuje z atlasem. Nawet krowy i konie Go cieszą.

Dopływamy do Kostrzyna. Mamy stanąć na 3,850 km , przy nabrzeżu przeładunkowym. Tam jednostka ma czekać do października. Wtedy, przyjedzie „prawdziwy kapitan” jak to określił holender i popłyną do Amsterdamu.

Jest sobota, 31 sierpnia 2013 roku, godzina 18:14. Wchodzimy do przystani w Kostrzynie. Idę na dziób, obsługiwać windę pala cumowniczego. A kapitan, zostaje za sterem. Chcąc podejść do nabrzeża, odchodzi zbyt daleko w lewo. Cyngus znowu osiada na mieliźnie. Właściwie, tutaj mogę zakończyć moją relację.

Przypis redakcji: Wszelkie próby samodzielnego zejścia z płycizny w pobliżu ujścia Warty do Odry spełzły na niczym mimo zadeklarowanej pomocy motorówki inspektora UŻŚ. Pomógł dopiero idący Odrą w górę ze Szczecina - dokąd odprowadzał kadłub kolejnej barki pchanej ze stoczni Malbo o długości 110 metrów - kapitan Czesław Szarek i jego charakterystyczne, niebieskie pchacze weszły na Wartę uwalniając Cygnusa. Kilka fotek z akcji poniżej.



Opowiem jeszcze kilka słów, o barce i kapitanie. Cyngus. Cyngys stratus... czyli „Czarny łabędź”. Frachtowiec typu Spits, zbudowany w Belgii, rok 1956, jako „Anna” z numerem kadłuba „50”. Odkupiony od poprzedniego właściciela na początku 2010 roku, pływał wówczas pod nazwą „Vector”. Długość 44 m, szerokość 8 m. Ładownia p pojemności 460 m3, albo 340 ton. Przewoził materiały sypkie. Silnik oryginalny 150 kM, trzy cylindry, otwarta miska olejowa, odpalany sprężonym powietrzem. Spalanie, około 5/6 litrów na motogodzinę. Wolne obroty – 110, obroty maksymalne – 440 obr/min. Zapas paliwa – 2x1000 l. Dwa generatory elektryczne, 14 i 7 kW, z zapasem 500 l oleju napędowego. Ciekawostka, silnik przeszedł remont generalny przed pięcioma laty a do tej pory przepracował 140800 godzin. Po zakupie wyposażono Cyngusa w radar, elektroniczne sterowanie i automatykę. A w maju 2010 roku, przypłynął do Konina. Ładownię zamieniono na restaurację oraz dobudowano 6 kabin dla 18 osób.

Tjoan Liang Ie. Przemiły i spokojny człowiek, o azjatyckich rysach twarzy. Tutaj widać ojcowskie korzenie. Realizuje swoje kolejne marzenie: rejsy turystyczne rzekami Holandii, Niemiec i Polski. W młodości przejechał z przyjacielem Amerykę na rowerze. Relacja na stronie internetowej: www.st82st8usa.nl

Zawodowo: kapitan jachtowy i sternik do wynajęcia. Pływa w Atlantyckich przelotach. Oglądam zdjęcia a kapitan opowiada. O tym, jak osiem razy stał na mieliźnie na Warcie. Pokazuje filmy: dwie ciężarówki, dwie koparki i masa drobnego sprzętu. Budują drogę dojazdową z wału na brzeg Warty, w tle barka na mieliźnie. Na zdjęciach budynek dyrekcji kopalni odkrywkowej w Koninie, na następnym, olbrzymia koparka odkrywkowa i mała ciężarówka. Kapitan pożycza liny stalowe z kopalni, te, które miał – popękały. I tak kilka razy. Podziwiam upór tego człowieka.

Płynąc Cyngusem, miałem możliwość spojrzenia na pływanie rzeką z innej perspektywy. Zdaję sobie też sprawę, że nie płynęliśmy we mgle albo wietrze wiejącym w burtę. Było łatwo. Dodatkowo, płynęliśmy, po znanym sobie odcinku rzeki. Dodając albo sumując te elementy wiem, że już tak łatwo by nie było. Wiem też, że to co napisałem nudne będzie, dla „zawodowców”. Mają to na co dzień. Ale dla mnie to nowe doświadczenie. Panowie, macie piękny zawód.

Pozdrawiam
Jacek
#1 | mefiu dnia 20.10.2013 07:19
mijałem wczoraj Cygnusa w Lubbecke (80 km MLK) , jechał w dół Wink
#2 | Apis dnia 20.10.2013 11:33
Ja zrobiłem mu w piatek w km 123,5 MLK (Pollhagen) fotki (kliknięcie powiększa):

scontent.fwaw3-1.fna.fbcdn.net/v/t31.0-8/10919925_1536663516586158_4684424715552618958_o.jpg?oh=e91cbac35e4227d08e906afba04e61c0&oe=5AB56115[/img]<br />
<br />
[img]https://scontent-b-vie.xx.fbcdn.net/hphotos-prn2/1395331_648533405178872_1032415258_n.jpg
#3 | Szajba JS dnia 21.10.2013 12:08
A już myśleliśmy, że straciliśmy z nim kontakt ;-)
Pozdrawiam wszystkich.
#4 | Szajba JS dnia 28.01.2014 14:28
Na początku roku, dotarła do nas wiadomość z pokładu Cyngusa. Pomiędzy świętami, a nowym rokiem, w maszynowni wybuchł pożar. Na pokładzie, nie było załogi. Natomiast remont będzie długi i kosztowny.

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.

Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
  PRchecker.info Free counters!