Sentymentalny rejsDrukuj

Dla nas dwojga nierozerwalnie związanych przez lata z Odrą odbycie tej podróży to po tylu latach przerwy rejs w nieznane. A dla czego w nieznane? Dla Danusi to powrót do dzieciństwa i do przeżyć z nim związanych. Los jej życiem tak pokierował że nienaturalnie wyostrzył obrazy z lat dzieciństwa spędzonego na pokładzie barki bez napędu zamazując stopniowo to co dziś się wokół niej dzieje. Jej największym marzeniem było i jest nadal odbycie rejsu do Szczecina, co przy tegorocznym splocie wydarzeń i standardowymi już niestety, bardzo niskimi stanami wody okazało się niewykonalne. Ja osobiście nie pałam miłością do Szczecina i choć przykro do tego się przyznawać - nawet było mi to na rękę.

No, ale raz danego słowa należy dotrzymywać: skoncentrowałem się więc na zorganizowaniu rejsu po Górnej Odrze. Też to nie było łatwo gdyż jak była pogoda to nie było statków, a jak był statek to nie był pogody. Preferowałem odbycie podróży jesienną porą, gdyż doskonale pamiętałem to, co natura potrafi wyprawiać z kolorytem Odry na przełomie października i listopada.

I w końcu poszczęściło się. Prognoza pogody wyśmienita i zaprzyjaźniona załoga Bizona akurat zbliżała się z ładunkiem do Wrocławia. Krótka decyzja i pakowanie torby. Kobieta jak to kobieta, przez dwa dni poza domem choćby nigdy nie miała okazji do użycia, ale na wszelki wypadek wiele wg. niej potrzebnych rzeczy ma być w bagażu podróżnym. Więc zgodnie z kobiecą zapobiegliwą naturą zapakowała swój nieodzowny i najbardziej potrzebny zestaw podróżny tak, że o mały włos na mój podróżny niezbędnik nie starczyło by miejsca.

Przeżywam tą zapobiegliwą kobiecą celebrę za każdym razem gdy wybieramy się w odwiedziny dzieciaków i wnuków w lubuskie lasy. W tym przypadku zasób rzeczy, które mogą się zaczyna przydać monstrualne rozmiary i tylko moja desperacja skutkuje tym, że jako tako wszystko zaczyna się mieścić w bagażniku.






Śluza Różanka - śluza Zwanowice


Ale do rzeczy. Rozpoczęliśmy naszą podróż od śluzy Różanka i od razu Danusia usadowiła się w specjalnie przygotowanym dla nie w rogu sterowni foteliku i dzielnie z małymi przerwami trwała na swym stanowisku chłonąc zachłannie widok przesuwających się brzegów rzeki aż do końca podróży, a było naprawdę na co popatrzyć. Przyroda w swych ostatnich dniach polskiej złotej jesieni starała się wynagrodzić to, czego nie dokonała od początku kalendarzowej jesiennej pory roku i właśnie w tym czasie przeszła samą siebie. Jasne, słoneczne niebo w czasie późnej już jesieni uwidaczniło coraz większą ilość czerwonych, żółtych, brązowych i pomarańczowych odcieni na liściach. Kolor nieba był również niecodzienny, gdyż właśnie na otwartych przestrzeniach błękit nieba wydaje się intensywniejszy niż gdziekolwiek indziej i wspaniale eksponuje zachwycającą złotą barwę liści. Cały ten barwny show skutecznie odwrócił uwagę od widoku zniszczeń infrastruktury brzegowej prawie na całym przebytym odcinku drogi wodnej, a widok kanałów śluzowych i samych śluz poza kilkoma wyjątkami skutecznie sprowadzał na ziemię.






Śluza Zwanowice - Opole


Nie będę teraz rozczulał się nad ich stanem, jest to zupełnie odrębny temat który zamierzam niebawem opublikować aby nie niszczyć pozytywnych fluidów którymi zachłysnęliśmy się podczas przejazdów pomiędzy stopniami wodnymi. O Odrze utarło się ostatnio pisać źle, krytykować, obsmarowywać, że czasami aż się nie chce ani czytać ani tym bardziej pisać o niej ponieważ odnosi się wrażenie że żyjemy w jakimś wariatkolandzie. Ale ja tym razem proponuję coś zupełnie innego. Chcę napisać o wszystkim pozytywnym co udało nam się dostrzec otoczeniu Górnej Odry i żeby było dużo bardziej optymistycznie to chcę powiedzieć co nam dał ten rejs.

Dla nas, mieszkańców molocha jakim jest wrocławski Kozanów, uszczęśliwieni pobliskim stadionem i imprezami które na nim się odbywają rejs ten był jak cicha podróż serca w poszukiwaniu natury. Była to nasza podróż w czasie gdyż tu, na Górnej Odrze czas jakby się zatrzymał, a samo przybicie do Cypla w dawnym porcie kozielskim to jakby zakończenie podróży do serca dżungli.

Ogromnym zaskoczeniem był dla nas widok Odry w rejonie Opola. Przyzwyczajeni do zarośniętych chaszczami niechlujnych, brudnych nabrzeży i brzegów rzeki w sercu Wrocławia, nie wspominając nawet o rejonach poza ścisłym centrum miasta patrzyliśmy z rozdziawionymi gębami jak wygląda Odra przepływająca przez tereny przedmiejskie i nieopodal samego centrum Opola. To był estetyczny szok.






Opole - śluza Januszkowice


Po prostu wstyd nam się zrobiło za władze naszego miasta, za RZGW które ciągle od dłuższego już czasu mami nas o niebawem rozpoczynających się pracach nad rewitalizacją czy też całkowitą modernizacją brzegów Odry i nadodrzańskich bulwarów dostępnych ogółowi mieszkańców. A tymczasem sprzedaje się najpiękniejszy skrawek lądu z niepowtarzalnym widokiem na Uniwersytet i most Uniwersytecki pod zabudowę apartamentowców firmie, której imperium w sercu starego miasta ciągle się rozrasta kosztem okrawania terenów ogólnodostępnych. Przykład Opola to przykład troski miasta o swych obywateli, o ich spokój, o ich relaks.

Największa frajdą dla Danusi była konfrontacja rzeczywistości z obrazem rzeki z dzieciństwa. O dziwo pamiętała charakterystyczne miejsca, stopnie wodne, a gubiła się w momencie gdy nowe budowle zamazywały obraz otoczenia z przed 50 lat. Czasami aż nie dowierzałem gdy wspominała i wskazywała miejsca postoju i zdarzenia jej rodzinnej barki. Nigdy by mi do głowy nie przyszło że może bezbłędnie wskazać miejsce dawnego załadunku kruszyw w Choruli gdzie dziś tylko są szczątki drewnianej estakady a jej ukradkiem wycierane łzy w oczach mówiły same za siebie.






Były Port Koźle - Pierwszy Basen i jego okolice


Kończąc ten krótki nieco filozoficzny opis obrazu rzeki dzieciństwa Danusi jeszcze raz pragnę podziękować kapitanowi Zbyszkowi i jego załodze za dobre samopoczucie i miło spędzony czas na pokładzie pchacza i zapraszam do obejrzenia relacji foto z tego jedynego w swym rodzaju sentymentalnego rejsu.

tekst i zdjęcia: Janusz Fafara
#1 | bolo dnia 04.11.2012 21:25
Dlaczego w jednym miejscu można zadbać o rzekę a w drugim nie? To przecież tylko zależy od ludzi, którym albo zależy na wizerunku albo nie zależy. Rozumiem że liczy się "kasa" ale czy to wszystko?
Pamiętam Wartę w Gorzowie Wlkp z lat 50 - tych. Pomimo że transport rzeczny wtedy działał, zestawy barek holowanych były częstym widokiem, nabrzeże w samym mieście wyglądało tragicznie. Brud, śmieci i smród. Dzisiaj, żegluga towarowa w stanie b. kiepskim ale nabrzeże kwitnie. Piękny bulwar, taras widokowy, fontanny w rzece, czysto i miło. Wielu Gorzowian chętnie spaceruje w dni wolne od pracy i wypoczywa w
kontakcie z rzeką, na której też często coś się dzieje.
Czy w innych miastach tak nie można?
#2 | Apis dnia 04.11.2012 22:37
A nie może być tak jak w Opolu: są statki żeglugi towarowej i piękne nabrzeża? Czy aby były piękne nabrzeża trzeba zniszczyć żeglugę?
#3 | Wojciech Rytter dnia 05.11.2012 05:24
Bardzo ciekawa relacja i zdjęcia .Miło popatrzeć na Odrę,na ruch na rzece.Z przykrością stwierdzam,że nie zobaczę tego na Wiśle.Tu nie ma już nic.Czasami pojawi się obiekt kpt.Pielacińskiego,sporadycznie jakiś produkt stoczni i to wszystko.Wisła jest zaniedbana,zapomniana,zdziczała.Z dawnych lat świetności i jej życia nie pozostało prawie nic.Jeszcze latem kursowała Rusałka(armator z Wrocławia),a teraz kompletny zastój.Jak tak dalej pójdzie,to niebawem będziemy oglądać tylko stada kormoranów i nikomu nie potrzebne płockie molo wybudowane wadliwie za kilkanaście milionów PLN.I tak na koniec.Trochę zazdroszczę Odrzakom takich wspaniałych widoków i tego ruchu na wodzie.Pozdrawiam całą Załogę.Nadwiślak.

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.

Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Świetne! Świetne! 100% [1 głos]
Bardzo dobre Bardzo dobre 0% [0 głosów]
Dobre Dobre 0% [0 głosów]
Średnie Średnie 0% [0 głosów]
Słabe Słabe 0% [0 głosów]
  PRchecker.info Free counters!