"Hohentwiel" - Historia parą pisanaDrukuj

Parowiec "Hohentwiel" to jedyny ocalały duży bocznokołowiec na Jeziorze Bodeńskim. Uchodzi za najlepiej odrestaurowanego parowca pasażerskiego w środkowej Europie. Lśni mahoniem, dębem i drewnem wiśni. Cudo na wodzie! 20 maja tego roku odbyliśmy z małżonką niezapomniany, trzygodzinny rejs tym oldtimerem. Jedzenie było doskonałe, austriackie piwo przednie, a dixieland grał stare nowoorleańskie hity. Było pochmurno, ale ciepło. Kuriozum - na "Hohentwiela" panie nie mają wstępu w butach na obcasach! Jeżeli któraś mimo to przyszła w szpilkach, musiała cały wieczór latać na bosaka!

Podobnież łatwo nawiązuję stosunki z innymi ludźmi (co niektórzy nazywają to bezczelnością), więc wprosiłem się bez ceremonii na zwiedzenie maszynowni - fantastyczna rzecz! Alinka, czyli moja lepsza połowa zrobiła sporo zdjęć z tej wyprawy, z czego niektóre wybrałem do poniższego fotoreportażu urozmaicając go garścią zdjęć archiwalnych.

A teraz historia tego wspaniale utrzymanego parowca.

Gdy "Hohentwiel" 1 maja 1913 roku wyszedł w swój dziewiczy rejs, nikt z zaproszonych honorowych gości nie przypuszczał jaka awanturniczo - przygodowa przyszłość czeka ten najnowszy nabytek wirttemberskiej flotylli parowej. Na pokładzie znalazł się starszy radca dyrekcji kolei żelaznych ze Stuttgartu Eugen Kittel, który był dyrektorem stoczni we Friedrichshafen w latach 1895 - 1902 (na marginesie: w owych czasach flotylle parowców na Jeziorze Bodeńskim - i nie tylko - podporządkowane były odpowiednim dyrekcjom kolei krajowych). Inni zaproszeni goście, to dwaj konstruktorzy stoczni Escher Wyss w Zurychu Josef Schätti i Franz Kretzschmar, projektant wnętrza statku profesor Hans von Heider i członek zarządu inspektoratu żeglugi śródlądowej Friedrichshafen, były Fregattenkapitän Wilhelm Rollmann. Król Wilhelm II Wirttemberski, który brał udział w dziewiczym rejsie bliźniaczego "Friedrichshafen" w 1909 roku, musiał z przyczyn natury państwowej odmówić udziału w tej imprezie.

"Hohentwiel" zaplanowany był jako następca przestarzałego parowca "Eberhard" z 1870 roku. Ale że będzie to ostatni wirttemberski bocznokołowiec na Jeziorze Bodeńskim, stało wtedy jeszcze w gwiazdach. Nazwa Hohentwiel pochodzi od potężnego bazaltowego stożka powulkanicznego z ruinami zamku na szczycie, które góruje nad miastem Singen w zachodniej części Jeziora. Wtedy Singen było własnością królestwa Wirttembergii, teraz administracyjnie należy do Badenii. "Hohentwiel" zbudowano w minimalnie większej wersji niż przed czterema laty bliźniaczego "Friedrichshafen". Powstał pod numarem 582 w renomowanych zakładach budowy maszyn Escher Wyss w Zurychu. Do tej pory istnieją jeszcze dwa parowce zbudowane w tym samym czasie w Escher Wyss - "Galia" na Jeziorze Czterech Kantonów i "Stadt Rapperswil" z Jeziora Zurych.

Jak większość statków pasażerskich na Jeziorze Bodeńskim w owym czasie, skonstruowany był "Hohentwiel" jako półsalonowy. Według ówczesnego sposobu myślenia wszystkich przedsiębiorstw żeglugowych, półsalonka była idealnym typem parowca pasażerskiego zdolnego do służby przez okrągły rok. Harakteryzowała się tym, że jej salon rufowy wpuszczony był do połowy w kadłub.

Już podczas rejsu zdawczo - odbiorczego okazał się "Hohentwiel" wytrzymałym i szczególnie szybkim statkiem. Na 42 kilometrowym odcinku pomiarowym od środka Zatoki Bregenckiej do "konstanckiego lejka", osiagnął zaplanowaną prędkość maksymalną 28 km/h i utrzymał ją przez godzinę. Mało tego, nawet ją przekroczył osiągając 29,13 km/h. Zmierzona w tym momencie moc maszyny parowei przy 62 obr/min wyniosła 950 KM. Co prawda nie został pobity rekord prędkości, ustanowiony rok wcześniej przez inny parowiec - bawarską "Bavarię" (30,30 km/h), ale z tą rezerwą mocy mógł nadrobić "Hohentwiel" bezproblemowo każde opóźnienie.
Jako duma wirttemberskiej flotylli parowej został "Hohentwiel" awansowany do roli jachtu królewskiego w miejsce starzejącej się "Koenigin Charlotte". Okazja goszczenia prominentnych gości zdarzyla się szybko. Król Friedrich August III Saksoński zakosztował przejażdżki "Hohentwielem" już 12 sierpnia 1913 roku, a 8 lipca tegoż roku Graf Ferdinand von Zeppelin świętował na nim swoje 75 urodziny!

Dwór saksoński pielęgnował bardzo bliskie stosunki z dworem wirttemberskim. Król August III, zapalony alpinista nie omieszkał nigdy po wyprawach w Alpy bawarskie czy austriackie skręcić do Friedrichshafen na chociażby krótki rejs po Jeziorze Bodeńskim. Popularny wśród ludności król Wilhelm II często gościł Augusta III na "Hohentwielu", a i obydwa królewskie psy Ali i Rubi mogły również znaleźć się na pokładzie parowca.

Poza oficjalnymi obowiązkami natury państwowej, był "Hohentwiel" eksploatowany w rygorystycznie punktualnym ruchu liniowym. Obok sporadycznych kursów w poprzek Jeziora do Szwajcarii (Romanshorn, Rorschach), pływał na wzdłużnej osi między Bregenz, Friedrichshafen i Konstanz. Niezbyt długo mógł się cieszyć wożeniem ich królewskich mości. Zaledwie 15 miesięcy po wejściu do służby wybuchła pierwsza wojna światowa i z uwagi na oszczędność paliwa żegluga kursowa była coraz bardziej ograniczana, a królewskie wycieczki zupełnie zlikwidowano. Jeżeli w 1914 roku zrobił "Hohentwiel" 38 000 km, to w 1918 tylko 19000.

W wyniku likwidacji dyrekcji kolei krajowych po pierwszej wojnie światowej, wszystkie niemieckie statki na Jeziorze Bodeńskim przeszły pod skrzydła kolei państwowych, czyli Deutsche Reichsbahn z portami macierzystymi we Friedrichshafen, Konstanz i Lindau.

Król Wirttembergii Wilhelm II zrezygnował z tronu 3 listopada 1918 roku przyjmując tytuł księcia. Był to monarcha szczególnie lubiany i szanowany przez społeczeństwo i chyba z tego powodu trzy wirttemberskie parowce z lat 1890 - 1901, "Koenig Karl", "Koenigin Charlotte" i "Koenig Wilhelm" mogły zatrzymać swoje monarsze nazwy. Niemniej ich królewskie herby zostały zdjęte z tamborów kół łopatkowych i zastąpione stylizowanym symbolem wschodzącego słońca. Natomiast najnowsze parowce "Friedrichshafen" i "Hohentwiel" mogły zatrzymać swoje kosztowne brązowe reliefy na purpurowym tle, przedstawiające herb królestwa Wirttembergii. Płaskorzeźby obydwu parostatków wg.projektu Bernharda Pankoka powstały w odlewni Hoferzgisserei Hugo Pelargus w Stuttgarcie. Niestety, w czasie drugiej wojny światowej z powodu zapotrzebowania na metale kolorowe zostały zdjęte i przetopione. Dopiero podczas restauracji "Hohentwiela" w 1988 roku te dzieła sztuki odlewniczej wiernie zrekonstruowano. Według oryginalnych planów Pankoka zostały wykonane przez rzeźbiarza Norberta Däublera z Berchtesgaden i odlane w brązie w Hohenzollerischen Hüttenwerken w Lauchertal koło Sigmaringen. Każdy waży 1,5 tony! Wracając do królewskich nazw. Wszystkim parowcom bawarskim i austriackim noszącym nazwy związane z monarchią, zmieniono po 1918 roku na zwyczajne, mieszczańskie.

Początek masowej turystyki po pierwszej wojnie światowej, oznaczał koniec dawnej kultury podróżowania. Gwałtownie wzrosła ilość pasażerów II klasy na dziennych wycieczkach, którzy pochodzili z warstw gorzej zarabiających. Dotychczasowy podział półsalonek na dwie klasy stał się archaizmem. Wraz z siedmioma innymi parowcami, został "Hohentwiel" w latach 1932/1933 przebudowany. Dostał nowy salon na pokładzie dziobowym i nowe nadbudówki na pokładzie górnym. Przebudowa ta znacznie zmieniła sylwetkę statku. Rufowy salon I klasy został udostępniony dla wszystkich pasażerów. Jego piękne wykończenie zaprojektowane przez profesora Hansa von Heidera w stylu funkcjonalnej secesji zostało zachowane. Niemniej w latach 1934/1935 wyposażono go w zwykłe drewniane meble.

Z chwilą wybuchu drugiej wojny światowej została wprowadzona w Niemczech racjonalizacja paliwa płynnego. Jeden po drugim wielkie motorowce z Jeziora Bodeńskiego odstawiane były na sznurek. Opalane węglem parowce przeżywały za to drugą młodość przewożąc niezliczone ilości pasażerów, w czym "Hohentwiel" miał niemały udział. Okazał się szczęśliwym statkiem. Wieczorem 27 kwietnia 1944 roku, w wyniku wcześnie rozeznanego ciężkiego nalotu Royal Air Force na Friedrichshafen, został zatrzymany w Konstancji i ocalał od zagłady. Jego bliźniak "Friedrichshafen" i inny parowiec "Württemberg" legły na dnie basenu portowego. Jako jeden z pierwszych parowców otrzymał "Hohentwiel" - od 1943 roku pomalowany na okropny szary kolor - w 1946 roku znowu piękną, białą sylwetkę. Było to zasługą społecznika, nauczyciela z zawodu Hannesa Birkle, który do tego celu zmobilizował wszystkie zakłady malarskie z okolicy.

Lata powojenne były nad Jeziorem Bodeńskim tak samo zwariowane jak i w całej Europie. Ktoś wpadł na pomysł aby wzorem Błękitnej Wstęgi Atlantyku rozgrywać coroczne wyścigi statków pasażerskich o Błękitną Wstęgę Jeziora Bodeńskiego. Parowce i motorowce startując z jednego szeregu ścigały się kto będzie szybszy. Teraz by niejeden powiedział - Schnapsidee!! Czyli po naszemu mówiąc - "idiotyczny pomysł". No więc podczas pierwszego wyścigu we wrześniu 1950 "Hohentwiel" zajął honorowe drugie miejsce za faworyzowanym motorowcem "Austria". Dwa lata później w wyścigu samych parowców musiał "Hohentwiel" uznać wyższość tylko "Stadt Überlingen", najnowszego (r.bud.1929) i największego bocznokołowca na Jeziorze Bodeńskim, zajmując ponownie drugie miejsce. Te wyniszczające kotły i urządzenia napędowe zawody przerwano w 1954 roku. O przygodzie parowca "Lindau" w tych wyścigach można na naszej Stronie poczytać tutaj: Link.

Po wejściu do służby 29 lipca 1960 roku dużego motorowca "Stuttgart", stał się "Hohentwiel" we Friedrichshafen zbyteczny. Został więc odkomenderowany do Konstancji gdzie miał wypełnić lukę po przekazanym do kasacji parowcu "Stadt Meersburg". Wycofanie "Hohentwiela" ze służby zaplanowano na koniec 1961 roku, kiedy to miał wejść do eksploatacji inny duży motorowiec z portem macierzystym Konstanz - "München". Ale zagadkowa eksplozja w stoczni Bodan Werft w Kressbron opóźniła jego budowę i "Hohentwiel" musiał na wiosnę 1962 znów stanąć pod parą. Jednak koniec bocznokołowca zbliżał się milowymi krokami i żadna siła nie mogła tu nic pomóc. Ostatecznie 1 listopada 1962 został skreślony z listy floty i odstawiony do zezłomowania na molo portowe w Konstancji. W tym czasie na owym molo cięto na złom pęczkami piękne stare bodeńskie parowce.

I jeszcze raz dopisało "Hohentwielowi" szczęście ratując go spod palników acetylenowych. Właśnie klub żeglarski z Bregenz szukał odpowiedniej jednostki na swoje pomieszczenia. "Hohentwiel" wpadł im w oko i w kwietniu 1963 roku kupili go Austriacy za cenę złomu, czyli za 10 000 marek. Ponad 20 lat służył jako schronienie klubu żeglarskiego i pływająca restauracja. Prawdopodobnie nie remontowany i słabo konserwowany niszczał coraz bardziej, dojrzewając powoli do właściwego złomowania.

W 1984 roku powstało stowarzyszenie "Międzynarodowe Muzeum Żeglugi Jeziora Bodeńskiego", które postanowiło uratować ten jedyny, ostatni parowiec na Jeziorze. "Hohentwiel" znajdował się w tym czasie w stanie przypominającym wrak. Było nieprawdopodobnie ciężko znaleźć odpowiednio zamożnych sponsorów, a czas uciekał. Zimą 1985 roku przeholowano statek z Bregenz do stoczni w Fussach u ujścia Renu i rozpoczęto jego rozbiórkę. W półtora roku później został tylko kadłub z maszyną parową. Mała dygresja: Już nawet przecięto palnikami trzony tłokowe! Później posłano je do ponownego zespawania do USA. W Europie nikt nie znał technologii spawania tak ważnych części silnika. W ostatniej chwili uratowano to co zostało z dumnego ongiś parowca.

Głównym inicjatorem odbudowy "Hohentwiela" był oficer austriackiej marynarki handlowej, inżynier mechanik, specjalista od maszyn parowych, późniejszy pierwszy dowódca parowca - kapitan Reinhard E. Kloser. Był duszą całego przedsięwzięcia i pod jego nadzorem w mozolnej, mrówczej pracy "Hohentwiel" budził się znowóż do życia - w tej samej stoczni, w której o mało go nie zakończył. Statek postanowiono odrestaurować w takiej postaci w jakiej się urodził w roku 1913. Za warsztaty służyły kompletnie przerdzewiałe pomieszczenia nad tamborami, które zdjęto i ustawiono na lądzie, przez Klosera żartobliwie nazwane "ruską kuźnią". Mieszkańcy sąsiednich miejscowości pukali się znacząco w czoło - co ci samobójcy wyprawiają z tą kupą złomu!

Mimo wszystkich trudności, prace nad odbudową statku postępowały zadziwiająco szybko.Duże zakłady przemysłowe z okolicy dały się wciągnąć we współpracę - wykonały społecznie mnóstwo robót i służyły w dalszych swoimi fachowcami. Również miejscowe władze administracyjne pomagały Kloserowi we wszystkich sprawach związanych z biurokracją. Minęły zaledwie trzy lata i "Hohentwiel" odrodził się jak Feniks z popiołu. Już 17 maja 1990 roku wyszedł w swój drugi rejs dziewiczy!! Od tego momentu do dzisiaj jest "Hohentwiel" nierozerwalną częścią pejzażu Jeziora Bodeńskiego, a przez jego pokłady przewijają się rzesze turystów urzeczone pięknem starego parowca.

I na zakończenie jeszcze jedno. Oryginalne plany wyposażenia wnętrz statku zostały uznane za bezpowrotnie zaginione. Jako kompromis salon rufowy odrestaurowano na podstawie wnętrz bliźniaczego "Friedrichshafen", który zatonął w czasie wojny. Jego wnętrza zaprojektował ongiś profesor Bernhard Pankok, a ich dokumentacja o dziwo ocalała! Całą stolarkę statkową wykonała renomowana firma Möbelwerkstätte Heinrich Auer z Innsbrucka.



Dane techniczne parowego bocznokołowca "Hohentwiel":

Długość na linii wodnej - 53,50 m
Długość całkowita - 56,84 m
Szerokość na wręgach - 6,52 m
Szerokość całkowita - 13,16 m
Wysokość boczna - 2,76 m
Zanurzenie pusty - 1,36 m
Zanurzenie załadowany - 1,60 m
Wyporność pusty - 295 t
Wyporność załadowany - 365 t
Prędkość podróżna/maksymalna - 20/31 km / h
Ilość pasażerów - 700
Ilość członków załogi - 6 + personel gastronomiczny

Napęd - ukośnie leżąca, dwucylindrowa maszyna parowa podwójnego rozprężania na parę przegrzaną produkcji Escher Wyss
Moc - 950 KM przy 62 obr/min
Skok tłoków - 1150 mm
Średnice cylindrów - 700/1150 mm
Ciśnienie pary - 10 at (cylinder wys. ciśnienia)
Temp. pary - 280-300°C (cylinder wys. ciśnienia)
Sterowanie systemu Gooch. Cylinder wys. ciśnienia - zaworowo, cylinder niskiego cićnienia - suwakowo (Penn)
Średnie zużycie paliwa - 12 l/km
Zbiornik paliwa - 14,7 t
Ciężar maszyny parowej - 51,4 t

Zewnętrzna średnica kół łopatkowych - 4170 mm
Ilość łopatek - 9
Wymiary łopatek - 2600/720 mm

Dwa kotły okrętowe typu szkockiego z przegrzewaczami pary austriackiej firmy Huggler
Ciśnienie robocze - 12 at
Powierzchnia grzewcza - 143 m2 (z przegrzewaczem)
Paliwo - ultralekki olej opałowy
Ciężar kotła - 18 t + ciężar wody
Rok produkcji kotłów - 1988

Z chwilą wybudowania "Hohentwiela" w 1913 roku wystarczyła mała turbinka parowa napędzająca dynamo aby zaopatrzyć w prąd dwanaście lamp rozmieszczonych w różnych punktach statku. Czasy się zmieniły, teraz dostarczają prądu umieszczone w szczelnie zamkniętym pomieszczeniu dwa agregaty z silnikami Volvo - Penta po 159 KW, które napędzają dwie prądnice prądu zmiennego 380V/415V o mocy120 KW każda.
W celu powiększenia właściwości manewrowych ma "Hohentwiel" dziobowy ster strumieniowy o mocy 37 KW hamburskiej firmy Jastram (śruba o stałym skoku ma średnicę 550 mm).
Zapytałem, a gdzie radar? Jest i radar! Maszt anteny wysuwany jest hydraulicznie jeżeli zajdzie potrzeba, a to dlatego żeby nie psuć sylwetki nostalgicznego parowca.

Mirek Rajski
#1 | koj dnia 21.06.2012 15:21
Piękny artykuł.
Zazdroszczę rejsu...
#2 | Janusz Miszewski dnia 24.06.2012 14:51
Dzięki Mirku za świetny artykuł!
#3 | Wojciech Rytter dnia 17.03.2014 20:41
Wspomnienia i nostalgia.Przypomniało mi się jak patrzyłem na Traugutta, na slipie w bazie w Płocku.Ten piękny,dostojny parowiec oczekiwał w milczeniu,opuszczony przez wszystkich,na soją śmierć.A wystarczyłoby trochę dobrej woli od władz, aby uratować tą część historii dla potomnych.Serce się kraje,jak inni potrafili ,a my nie.

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.

Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
  PRchecker.info Free counters!