Hydro-EksperymentDrukuj

Rzeczywistość

Polska gospodarka wodna to jedna wielka katastrofa. Dowodów na to jest mnóstwo.
Świadczy o tym choćby stan śródlądowych dróg wodnych, sposób planowania i realizacji nielicznych dużych inwestycji, co raz zmieniający się Prezesi Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej oraz wielkie problemy z uchwaleniem programów strategicznych, wytyczających tory reformy tej gałęzi gospodarki.

Najpierw była Strategia Gospodarowania Wodami, poddana miażdżącej krytyce, zwłaszcza środowisk samorządowych. Następnie Polityka Wodna Państwa, która przeszła wszystkie szczeble konsultacji a następnie znalazła się w śmietniku.

Za te dwa dokumenty, zlecone tzw. fachowcom polski podatnik zapłacił grube miliony.
Do tego dołożyć należy stopień realizacji Programu Dla Odry 2006, który został poddany niedawno miażdżącej ocenie przez NIK oraz bunt związków zawodowych pracowników gospodarki wodnej, które nie mogły już znieść potwornego bałaganu i marnotractwa publicznych pieniędzy.

Takich przykładów jest mnóstwo i w normalnym kraju demokratycznym sytuacja ta mogłaby być żerem dla wielu poczytnych gazet. Za tą sytuację zdecydowanie odpowiedzialny jest Rząd koalicji PO – PSL a w szczególności jeden człowiek: Stanisław Gawłowski, wieloletni Wiceminister Środowiska, personalnie odpowiedzialny za gospodarkę wodną.

Z uwagi na dno, jakie osiągnęła w Polsce gospodarka wodna, jak również na wyzwania, jakie stawia w tej dziedzinie Unia Europejska liczne podmioty oraz środowiska bezpośrednio dotknięte tą problematyką przedstawiały konkretne sposoby naprawy tej trudnej sytuacji.
W ostatnich latach w Sejmie i Senacie odbyły się liczne sympozja i konferencje poświęcone reformie gospodarki wodnej. Głos na nich zabierali niemal wszystkie autorytety, co zostało oczywiście udokumentowane w postaci różnej maści skryptów i innych wydań książkowych.
Do tego powstało wiele opracowań dotykających tego problemu, zlecanych za niemałe pieniądze renomowanym firmom konsultingowym.

Obok przytaczanych wcześniej opracowań strategicznych na uwagę zasługuje „Program rozwoju infrastruktury transportu wodnego śródlądowego” wykonany za 160 tysięcy Euro przez holenderską firmę ECORYS na zlecenie Ministerstwa Infrastruktury oraz Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej. Opracowanie to, w większości poświęcone żegludze śródlądowej oraz śródlądowym drogom wodnym w dużej mierze dotyka również gospodarki wodnej. Na przykładzie sprawdzonych rozwiązań z krajów Europy Zachodniej, takich jak Niemcy, Francja czy Holandia, wykonawca proponuje konkretną reformę administracji gospodarki wodnej oraz narzędzie działania w postaci propozycji zapisów ustawowych. Przedmiotowe opracowanie również zalega na urzędniczych półkach.

W zasadzie wspomniane projekty dokumentów wskazują jedną podstawowa ścieżkę, którą powinna podążać reforma gospodarki wodnej. Mianowicie ta jakże ważna gałąź gospodarki kraju, który od lat boryka się z brakiem wody pitnej (białego złota) a z drugiej strony doświadczany jest cyklicznymi wielkimi powodziami zasługuje na odrębne ministerstwo.
W najgorszym wypadku podmiot, jakim jest Krajowy Zarząd Gospodarki Wodnej powinien uzyskać jak największą autonomię i podlegać bezpośrednio premierowi.

Można się pokusić o stwierdzenie, że w chwili obecnej, jeżeli by się spytać każdego pracownika Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej czy Regionalnych Zarządów Gospodarki Wodnej, czy ekspertów i naukowców, większość stwierdzi, że głównym problemem gospodarki wodnej jest uzależnienie jej od Ministerstwa Środowiska.

Obecny rozkład kompetencji blokuje gospodarcze i biznesowe podejście do problematyki a urzędnicy ministerstwa Środowiska nie są mentalnie przygotowani do prowadzenia inwestycji, natomiast są notorycznie szachowani przez organizacje tzw. ekologiczne.

Reforma

Każdy rozsądny człowiek odpowiedzialny za zreformowanie tak wrażliwej części gospodarki, borykającej się z wieloletnimi problemami podszedłby do tego racjonalnie i metodycznie. Należałoby przede wszystkim oprzeć się na bogatym zbiorze ekspertyz, opisujących dogłębnie problemy i proponujących konkretne rozwiązania.

Z drugiej strony należałoby przeprowadzić liczne konsultacje z osobami pracującymi w branży, decydentami niższego szczebla oraz z samorządowcami. Na podstawie tych rozmów należałoby zdefiniować najważniejsze problemy i zagrożenia a następnie znaleźć racjonalne sposoby poprawy sytuacji.

Jedno jest pewne, ostatnie, co potrzeba gospodarce wodnej to rewolucja dokonana autorytarnie przez aroganckich polityków. Niestety takie negatywne działania to w naszym kraju norma. Należy przypomnieć nieudaną na szczęście rewolucje autorstwa Ministra MSWiA Jerzego Milera, która w trybie arcy ekspresowym przepychana była za pomocą ustawy o przeciwdziałaniu skutkom powodzi.

Teraz mamy następny projekt rewolucji, autorstwa wspomnianego wcześniej Wiceministra Stanisława Gawłowskiego, który od sześciu lat dał się poznać, jako główny sprawca zamieszania.

Pan Minister, bez żadnych konsultacji z Krajowym Zarządem Gospodarki Wodnej oraz z Regionalnymi Zarządami Gospodarki Wodnej, nie mówiąc o innych niezależnych ekspertach zlecił swoim prawnikom przygotowanie założeń nowelizacji ustawy Prawo Wodne wywracających dotychczasowy porządek w gospodarce wodnej. O determinacji Ministra Gawłowskiego, a zarazem jego wielkiej arogancji zdecydowanie świadczą ostatnie posunięcia w Ministerstwie Środowiska.

Tak głęboką reformę administracji gospodarki wodnej może dokonać jedynie parlament RP uchwalając nowelizacje ustaw: prawo wodne oraz o działach administracji rządowej. O „przekorze” parlamentarzystów przekonał się nie tak dawno wspominany Minister Jerzy Miler, który doświadczył blokady jego planów reformy. Nie zważając na ten przykład Minister Gawłowski, mając jedynie w ręku projekt założeń przygotowany przez prawników utworzył w Ministerstwie Środowiska nowy departament: Zasobów Wodnych.

Tym sposobem w kraju powstał drugi ośrodek decyzyjny obok Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej odpowiedzialny za tą gałąź gospodarki. Żeby tego było mało Ministerstwo bez jakiegoś czytelnego klucza podbiera z KZGW, co po niektórych pracowników. Skutek takich działań jest oczywisty. W Krajowym Zarządzie Gospodarki Wodnej panuje demoralizacja pogłębiająca ogólny chaos. Pracownicy zamiast zajmować się sprawami merytorycznymi myślą jak w tych trudnych czasach zachować pracę.
Za taki san rzeczy już dawno powinien ktoś ponieść konsekwencje.

Jeżeli chodzi o samą reformę (rewolucję) to jest to temat na niejeden artykuł. Generalnie planuje się likwidację Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej oraz Regionalnych Zarządów Gospodarki Wodnej. Cały nadzór ma przejąć Ministerstwo Środowiska a konkretnie Departament Zasobów Wodnych.

Należy tutaj przypomnieć, że taki stan rzeczy miał już miejsce przed rokiem 2006, kiedy to rząd pod przewodnictwem PiS przeprowadził reformę gospodarki wodnej, tworząc odrębną jednostkę administracyjną odpowiedzialna za tą gałąź gospodarki. Zmiany te wzorowane były na modelu francuskim i zakładały również powołanie swoistych parlamentów wodnych w postaci Rady Gospodarki Wodnej i Rad Dorzeczy. Na skutek przyspieszonych wyborów parlamentarnych i wygrania opcji politycznej zdecydowanie nieskorej do wprowadzania zmian reforma ta nigdy nie została dokończona.

Teraz gospodarka wraca na stare dawno sprawdzone tory, czyli do Ministra Środowiska. Likwiduje się przy tym Radę Gospodarki Wodnej i Rady Dorzeczy, wszak teraz panuje trend ograniczania „rozbuchanej demokracji”. Do tego rozciąga się drabinę decyzyjną wprowadzając w strukturę dodatkowy poziom. Zgodnie z nowymi założeniami struktura ma wyglądać następująco:

1. Ministerstwo Środowiska – Departament Zasobów Wodnych
2. Dwóch Dyrektorów Urzędów Gospodarki Wodnej Regionów Wodnych
3. Spaść regionalnych podmiotów gospodarki wodnej.
Do tego planuje się utworzyć jednostki odpowiedzialna za pobór opłat i wykonywanie prac utrzymaniowych, czyli agencji.

Żegluga Śródlądowa

Rewolucja dotyka niestety również żeglugi śródlądowej. Właśnie minęła okrągła rocznica 50 lecia funkcjonowania administracji żeglugi śródlądowej w Polsce. Reforma zakłada likwidacje tej administracji. Bowiem Wiceminister Środowiska postanowił przejąć od Ministra Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej transport wodny śródlądowy. W jakim zakresie to do końca nie wiadomo, bowiem legislatorzy Ministra Środowiska zdecydowanie nie pogłębili tych zagadnień. Wiadomo jedynie, że mają zostać zlikwidowane Urzędy Żeglugi Śródlądowej a inspektorzy mają się przebrać w mundury używane dotychczas przez Regionalne Zarządy Gospodarki Wodnej.

Zasadniczo można stwierdzić, że Ministerstwo Środowiska zwyczajowo nie rozumie znaczenia terminu śródlądowych dróg wodnych. W projekcie tak istotnych zmian nie przewidziano konkretnych zapisów dotyczących odpowiedzialności utrzymania parametrów eksploatacyjnych na śródlądowych drogach wodnych.

Nie wiadomo również, kto będzie odpowiedzialny za RIS ( System Informacji Rzecznej), Fundusz Żeglugi Śródlądowej, Realizacji Programu NAIADES a wreszcie i przede wszystkim, kto będzie prowadził politykę transportową w zakresie żeglugi śródlądowej. Nie wiadomo, ponieważ prawnicy Ministerstwa Środowiska, zdeterminowani by przejąć żeglugę śródlądowa kompletnie nie znają realiów. Prawdopodobnie nie czytali nawet ustawy o żegludze śródlądowej a na pewno nie konsultowali założeń z Ministerstwem Transportu, Budownictwa i Gospodarki Wodnej.

Z uwagi na powyższe kompletny upadek żeglugi śródlądowej zmierza do końca i to raczej nie szczęśliwego. Wszystko wskazuje na to, rola tego, który zgasi światło przypadnie Panu Wiceministrowi Stanisławowi Gawłowskiemu. A przedstawieniu temu przyklaśnie Pani Anna – Wypych Namiotko, Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej wspierająca do tej pory obficie słowem żeglugę śródlądową i niezdolna do realnych działań. Wszystko wskazuje na to że odda transport wodny śródlądowy z tak zwanym pocałowaniem ręki.

A tym, którzy w tej trudnej sytuacji, w próbie rewolucji dopatrują się jakiejś nadziei dla żeglugi śródlądowej należy przypomnieć publiczne stanowiska przedstawicieli resortu środowiska w tym zakresie:

1. Jednostki żeglugi śródlądowej należy dostosować do rzek a nie odwrotnie.
2. Przede wszystkim turystyka wodna.
3. Nie ma możliwości dostosowania ODW do IV klasy.
4. Nie ma możliwości użeglownienia rzeki Wisły.
5. Ustanowienia nowych połączeń jak DOL czy Kanał Śląski są nieuzasadnione ekonomicznie.
6. Nie ma powodu by ponownie występować do Komisji Europejskiej w sprawie włączenia całej ODW do sieci transportowej TENT.
7. Armatorzy żeglugi śródlądowej powinni w całości utrzymywać utrzymanie urządzeń hydrotechnicznych.
8. Rzeki powinno się renaturalizować.

Mając to wszystko na uwadze, musimy sobie jasno powiedzieć, że to od nas zależy czy tacy aroganci jak Minister Gawłowski znowu dopną swego i przeforsują rewolucje, które negatywnie dotkną całych pokoleń.

Janusz Cędrowski
#1 | zwierusinski dnia 08.06.2012 21:56
A gdzie są nasi doradcy fachowcy znający temat,posłowie deklarujący uruchomienie transportu na odrze wreszcie władze samorządowe.Wszyscy piszą krzyczą a bałagan jak był tak dalej jest .jednym słowem szkoda nerwów

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.

Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
  PRchecker.info Free counters!