A Odra ciągle płynie...Drukuj

Zbliża się koniec pierwszego półrocza. Mijające sześć miesięcy to czas niewykorzystanych szans na zintegrowanie interesów odrzańskich przewoźników z interesami gospodarza drogi wodnej. Dzięki temu, że odchodzi się od myślenia schematycznego przez obie strony dla tego wszyscy unikają odważnych rozwiązań. Brak konsekwencji i uporu w dążeniu do podporządkowania wszystkich działań jednemu celowi - obopólnemu zadowoleniu, zaś działania obu stron są nieobliczalne i brak im daleko idącej konsekwencji. Prawda jest taka, że aby osiągnąć jakiś cel czasami potrzeba działać dość egoistycznie Obie strony wiecznego konfliktu spotkają na swej drodze pomocnych ludzi, którzy dzielą się z tobą swoją wiedzą i wiedza ta powinna sprzyjać zaniechaniu wszelkich sporów i niedomówień aby po prostu szybciej osiągnąć swój wspólny przecież zamierzony cel.

Mijające półrocze przyniosło naszemu środowisku wielką stratę, odszedł od nas na pewno do lepszego świata nasz wielki przyjaciel i orędownik naszych interesów kmdr. Adam Reszka. Pozostał tylko wielki smutek i żal. Pozostaje pytanie na które nie ma odpowiedzi - dlaczego tacy wspaniali ludzie opuszczają nas tak szybko.

Osobiście dręczą mnie wyrzuty sumienia - nie dotrzymałem danej Mu obietnicy podzielenia się wspólnego rozkoszowania pięknem starych fotografii dokumentujących początki prac przy kanalizacji Górnej Odry. Myślę, że tam gdzie jest odebrał już swój przydziałowy niebiański laptop i wciąż przeżywa wraz z nami nasze sukcesy i niepowodzenia. Cóż mogę napisać w tej sytuacji? - chyba tylko jedno: przepraszam cię Adamie, nie zdążyłem. Tak więc kajam się mocno i choć późno ale teraz podzielę się z Tobą moim największym skarbem. Oto i on.



"Śpieszmy się kochać ludzi, oni tak szybko odchodzą"

A wracając do tematu przewodniego - mijające półrocze w żegludze odrzańskiej, gdyż to ona jest mi najbliższa chciałbym pokrótce wspomnieć o wydarzeniach które miału znaczący wpływ na relacje miedzy użytkownikami tej drogi wodnej a jej zarządcą. Wszystkim jest wiadomo że rozwój gospodarczy każdego regionu zależny jest w pierwszym rzędzie od stanu jego infrastruktury transportowej. Dla gospodarczego rozwoju i międzynarodowej roli Górnego Śląska i Nadodrza pierwszoplanowe znaczenie powinna mieć modernizacja i dalsza rozbudowa Odrzańskiej Drogi Wodnej, która mimo wieloletniego niedofinansowania i popełnionych błędów w procesie jej rozwoju nadal stanowi najważniejszy ciek wodny wykorzystywany do celów transportowych w Polsce. Wszyscy wiedzą że poprawa warunków nawigacyjnych na tej drodze powinna w zasadniczy sposób przyczynić się do zwiększenia udziału transportu rzecznego w przewozach ładunków dokonywanych w ogólnym systemie transportowym. Programem tym bardzo zainteresowany jest przemysł węglowy jako główny eksporter ładunków masowych oraz coraz prężniejszy rynek przewozów ponadgabarytowych i kontenerowych jak również wojewodowie nadodrzańscy, którzy oczekują ożywienia gospodarczego Nadodrza wraz z rozwojem śródlądowego transportu międzynarodowego.

Należy sobie odpowiedzieć na pytanie: czy transport rzeczny może stanowić konkurencję dla transportu kolejowego i samochodowego oraz czy może stanowić istotną możliwość obniżki kosztu dostarczenia towaru do odbiorcy? Jeśli tak nie jest to szkoda zachodu i dajmy sobie spokój z udowadnianiem, że koło jest okrągłe a nie kwadratowe. Już na poziomie wiedzy jaką młody człowiek wynosi z podstawowej edukacji poznaje on podstawowe cechy żeglugi śródlądowej, które determinują jej rozwój w krajach Unii Europejskiej oraz uwarunkowania, które decydują o rozwoju żeglugi śródlądowej w Polsce, nie obcy mu jest także historyczny obraz kształtowania się odrzańskiego szlaku transportowego od początków państwa polskiego do chwili obecnej. I co z tego, gdy odnosi się wrażenie, że myślenie polityczne wybrańców narodu z trudem nadąża za realiami dnia dzisiejszego, a cóż tu dopiero gdy mówi się o przyszłości. A o przyszłości mówić trzeba, od tego się nie ucieknie. Nie ucieknie się od problemów Odry, która jest ważną częścią systemu transportowego Górnego Śląska, a która w chwili obecnej odgrywa w transporcie marginalną role co powinniśmy zmienić dla dobra naszego i następnych pokoleń.

Od nastania wiosny już pachniało problemami jakie zafunduje odrzańskim przewoźnikom zarządca drogi wodnej. Opieszałość w przeprowadzeniu procedury przetargowej i sam jej proces na wykonanie podstawowych prac dla wznowienia nawigacji po przerwie zimowej skutecznie opóźniło rozpoczęcie sezonu nawigacyjnego o ponad dwa miesiące od zaplanowanego terminu. Pierwsze dostawy węgla dla wrocławskiej elektrociepłowni spłynęły dopiero 12 maja. Dodatkowo sprawną nawigacje bardzo utrudnia przedłużający się remont górnej głowy śluzy Dobrzeń Wielki i już teraz wiadomo, że niewiele odbiegać bedzie czasowo od zeszłorocznego remontu śluzy Bartoszowice. Jedynym plusem jest fakt, że ten stopień wodny ma dodatkowo starszą małą komorę śluzową, co przy sprawnej organizacji i pomocy przy śluzowaniach przez statek manewrowy (typowy zestaw pchany to trzy śluzowania) umożliwia nie bez przeszkód pokonanie tegoż stopnia wodnego. Można, gdyby ów statek manewrowy był do dyspozycji co najmniej przez 12 godzin. W realu statek pracuje 8 godzin, tylko w dni robocze, a statki trasowe chcąc nie chcąc muszą dostosować swój rozkład jazdy do czasu pracy statku manewrowego, co skutecznie wydłuża w skrajnych przypadkach czas przejazdu o jedną dobę. Jak dotąd nie znaleziono żadnej metody przekonania wrocławskiego RZGW o bezsensownym układzie czasu pracy statku manewrowego i chcąc nie chcąc musieli się do tego dostosować. Chwalebny gest dobrej woli wykazał RZGW Wrocław i w trybie awaryjnym udało się przez remontowaną komorę śluzy przemieścić parę "nadzwyczajnych" transportów.

Bez zbędnych fanfar zakończone zostały zeszłoroczne jeszcze prace przy "Usuwaniu skutków popowodziowych A. D 2010" Jak powiedział Leszek Karwowski, Prezes Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej podczas briefingu prasowego który odbył się 6 sierpnia 2010r. w siedzibie Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej we Wrocławiu.

Problemem nie są pieniądze, a możliwości szybkiego i racjonalnego ich wydatkowania -
Tak też i zrobiono, moim zdaniem nie bardzo racjonalnie ponieważ prace prowadzone na Odrze swobodnie płynącej generalnie mijały się z celem, a to,co pozostało z funduszy wykorzystano z sensem na Odrze skanalizowanej. Porażająca jest wizja bieżącego roku bez jakichkolwiek zjawisk powodziowych. Nie ma powodzi - nie ma pieniędzy na usuwanie jej skutków, a między wierszami - nie ma pieniędzy na bieżące prace konserwacyjne na drodze wodnej. Aż strach się bać.

Jak już jestem przy moich "ulubieńcach" czyli "niezawodnie wodoodpornych" to za chińskiego boga nie mogę pojąć jak się mają bieżące prace przy remontowanej komorze śluzy Janowice (notabene chyba w najlepszym stanie wśród przykładów totalnej dewastacji reliktów XIX wiecznej myśli technicznej) do informacji wypisanej na tablicy informacyjnej: "Modernizacja śluz odrzańskich na odcinku będącym w zarządzie RZGW Wrocław - przystosowanie do III kl. drogi wodnej".

Ani w ząb nie mogę pojąć o co chodzi z cytowanym przystosowaniem do III klasy z pracami prowadzonymi akurat na tym stopniu wodnym. Czyżby poniemiecki beton był gorszy od polskiego choć wytrzymał ponad 40 lat traktowania go dziobami i burtami 1000 tonowych zestawów pchanych, a może chodzi o zwiększenie lub zwężenie o parę centymetrów szerokości komory śluzy? Nie wiem.

A może Pani rzecznik wodoodpornych wyjaśni nam mgliste zawiłości sztuki kamuflażu informacji, gdyż jak wieść gminna niesie jest zagorzałą fanką naszej strony internetowej i często aktywnie daje temu dowód.

Ogólnie wiemy, że prace te są częścią procesu decyzyjno-analitycznego programowanego przedsięwzięcia modernizacji i rozbudowy Odrzańskiej Drogi Wodnej, którego to program obejmuje stopniową poprawę parametrów drogi wodnej rzeki Odry na jej całej długości, aż do spełnienia warunków drogi wodnej o znaczeniu międzynarodowym, a co za tym idzie przystosowanie tej drogi do warunków europejskiego systemu transportowego. Poprawa warunków nawigacyjnych na tej drodze powinna w zasadniczy sposób przyczynić się do zwiększenia udziału transportu rzecznego w przewozach ładunków dokonywanych w ogólnym systemie transportowym. Nasuwa się tylko pytanie czy zawsze musimy rozpoczynać wielkie budowy od wielkiego chaosu?

A jakie zachodzą zmiany w nadodrzańskim krajobrazie ? - one już zaczynają być widoczne gołym okiem. Lansowane hasła o zwrócenie się miast i gmin nadodrzańskich „frontem ku rzece" powoli zaczynają przekładać się na czyny. Powstaje coraz więcej marin, przystani, coraz więcej mieszkańców nadodrzańskich terenów zaczyna pełnymi "garściami" czerpać radość z każdego dnia spędzonego na wodzie. Powstaje coraz więcej wypożyczalni sprzętu wodnego: rowerów wodnych, żaglówek, kajaków i różnego rodzaju pływadeł dla leniwych.

Również "górna półka" nie odstaje w tyle za europejską modą, no bo przecież e bycie w Unii nobilituje, nie godzi się nam, Polakom być takimi "lepszymi unijnymi łapciuchami" i niech wytrzeszczają gały turyści z zachodu na widok odrzańskiego luksusu.

Nie wiem co miał na myśli Andrzej pisząc w odpowiedzi na zamieszczoną w HydeParku informację Ryśka Farona - "Żeglujże żeglarzu... Cóż, że nie ze Szwecji..." A jednak na wrocławskim akwenie powiał skandynawski wiaterek, pojawiła się przepiękna łódź motorowa rodem ze Szwecji. Mój kolega (nigdy nie przypuszczałem, że jest tak zapalonym wodniakiem) pokonując górę problemów i osobistych dylematów podjął bezprecedensową i odważną decyzję częściowo ze strachu, że rynek zachodni używanych łodzi motorowych obudzi się z letargu, gdy Polacy dzięki Unijnej metamorfozie gremialnie ruszą na wykup używanego sprzętu pływającego, tak jak to miało miejsce z samochodami i szybko ceny zaczną szybować w górę.

Pokonując nawet pierwotny sceptycyzm współmałżonka (lepiej, żeby o tym nie wiedziała) oraz własne obawy odważnie wybrał ofertę ze Szwecji. No i stał się posiadaczem przepięknej, mahoniowej łodzi motorowej, łodzi z duszą i klimatycznym urokiem lat 50 tych. A jaką budził sensację gdy pojawił się na wrocławskich wodach pod egzotyczną na tych akwenach banderą Królestwa Szwecji. Podziwiam go za to, że miał na tyle siły i odwagi aby pokonać zagrożenia płynące z ludzkiej słabości i lęku i przekazał przesłanie, że za przystępną cenę jak bardzo się chce to można spełnić swoje marzenia.

Widzę go często spacerując po wrocławskich nadodrzańskich deptakach jak unosi się z nurtem Odry, jak rodzinnie delektują się odrzańską urodą się unoszeni jej prądem. Jakże mu im tych doznań zazdroszczę. Zazdroszczę mu, że może przeżyć tak fantastyczne przygodę z rzeką. A tymczasem ja, piechur z medycznego zalecenia wybierając marszrutę nadrzecznymi traktami cóż napotykam? Jeden wielki śmietnik.

Obrzydzenie mnie bierze, jak czasami muszę przechodzić obok sterty pokonsumpcyjnych odpadków, potłuczonego szkła i innego rodzaju odpadów ludzkiej cywilizacji. Tyle się mówi o rewitalizacji miejskich przestrzeni nadrzecznych, mnożą się liczne projekty jak grzyby po deszczu. I co ? W zasadzie nic. Niby miasto chce coś zmienić,

"Niezawodni" pod hasłem "ODRA RZEKĄ ŻYCIA, NIE ŚMIE®CI" organizuje akcję sprzątania brzegów Odry, niestety niewiele to pomaga. Jeśli przy tak szacownych zabytkach techniki jak śluza Piaskowa, czy nadodrzański najpiękniejszy trakt spacerowy od mostu Grunwaldzkiego do mostu Zwierzynieckiego i idąc dalej wzdłuż brzegów Starej Odry i Kanału Miejskiego do mostów Warszawskich to jedno wielkie śmietnisko.

Zastanawiam się czy organizowanie happeningów okazjonalnych akcji sprzątania naszego, ludzkiego środowiska ma sens? Czy warto je kontynuować? Na pewno tak, ale jednak nie w takiej formie, w jakiej się to robi dotychczas. To, że ludzie raz do roku wychodzą z domu z workami na śmieci nie zmieni praktycznie niczego. Jest natychmiastowa potrzebna zmiana myślenia ludzi o dbaniu o środowisko Samo uprzątnięcie śmieci raz w roku nie załatwi przecież problemu - musiano by organizować taką akcję co najmniej dwa, trzy razy w tygodniu.

Przecież do jasnej choinki to nie OBCY zaśmiecają nasze siedliska, to przecież my sami kopiemy dołki pod sobą. Myślę, że pierwszą i podstawową rzeczą jest praca edukacyjna nad nami samymi. Nikt nam na złość nie śmieci - to my śmiecimy a nieraz patrzymy na ten bałagan tak, jakby go robił ktoś inny a nie my sami. Z drugiej strony czystość jest sprawą służb - i tych sprzątających, i tych, które monitorują stan miasta. Przykładem bezpardonowej walki z zaśmiecaniem miasta jest niedaleka Praga. Od 1 lipca 2008 roku za wyplucie na chodnik gumy do żucia, wyrzucenie niedopałka papierosa, palenie tytoniu na przystanku autobusowym czy dokarmianie gołębi grożą tam grzywny w wysokości do 30 tysięcy koron (ok. 4. 50 złotych). Mandatem karani będą również właściciele psów zanieczyszczających przestrzeń miejską czy kierowcy brudnych aut, które zostawią na ulicach np. kawałki błota lub brudne ślady.

Czeska straż miejska podkreśla, że o czystość praskich ulicach będzie dbać już od pierwszego dnia obowiązywania nowych przepisów. Dlatego też osoby, które zostaną przyłapane na gorącym uczynku, natychmiast dostaną mandat w wysokości 1000 koron (ok. 140 złotych). I bierzmy przykład od sąsiadów, gdyż sami z tym problemem nie poradzimy sobie. Niezrozumiałe dla mnie jest lansowanie przez media budowy wizerunku Wrocławia jako miasta wspólnej, wielokulturowej przeszłości i Wrocławia jako Europejskiej Stolicy Kultury.

Miasto różni się od wielu innych polskich miast, budujących swój wizerunek na rzekomej lub prawdziwej polskości. i wielokulturowej historii. Ładnie to brzmi na ekranie, ładnie wygląda w kolorowych folderach i na stronach internetowych. Czy nie jest jednak obłudą podkreślanie takiego charakteru Wrocławia, czy ta mityczna wielokuturowość miasta nie prowadzi do integracji, wręcz do segregacji. Wg. Wikipedii "W socjologii proces segregacji oznacza zajmowanie odrębnych obszarów, najczęściej w odniesieniu do przestrzeni miasta przez społeczności należące do różnych kultur, dzięki czemu mogą one zachowywać swoją tożsamość".

Kanclerz Niemiec Angela Merkel powiedziała, że próby stworzenia w Niemczech społeczeństwa wielokulturowego "zdecydowanie zawiodły. Kanclerz powiedziała, że w praktyce nie zadziałała koncepcja społeczeństwa wielokulturowego - "mulitkulti", jak nazwali je Niemcy - w którym ludzie o różnym zapleczu religijnym, kulturowym, etnicznym "żyliby obok siebie" szczęśliwie i zgodnie. Dobrze pamiętam różnice w berlińskich dzielnicach zamieszkałych przez ludność niemiecką i Kreuzberg, dzielnicę zamieszkałą głównie przez Turków. Dwa światy w jednej cywilizacji. Z perspektywy czasu wielokulturowy tygiel to ukryta siła drzemiącego wulkanu, który nie wiadomo kiedy wybuchnie. Przykładem niech będą Bałkany, Afryka czy też była Wspólnota Niepodległych Państw. I to właśnie mieszanina kultur (a raczej brak wzajemnej akceptaji społeczeństwa wielokulturowego ) jest główną przyczyna braku tej elementarnej, podstawowej kultury osobistej. Jeśli już będziemy mogli odpowiedzieć sobie na pytanie w jaki sposób kultura wpływa na stosunki pomiędzy istotami ludzkimi a środowiskiem naturalnym, w którym one żyją? - wtedy dopiero będzie można mówić o pokonaniu kryzysu ekologicznego. A póki co po nadodrzańskich spacerniakach dalej poruszamy się wśród stert produktów ubocznych ludzkiej cywilizacji.

Bardzo pozytywnie oceniam organizację otwarcia sezonu motorowodnego w podoławskiej Ścinawie Polskiej. Była to impreza naprawdę udana, niezwykle kameralna co w połączeniu z odrębnie wydzieloną częścią - czyli 40 leciem matur TŻŚ - w efekcie była okazją do promocji nadodrzańskiej gminy, integracji mieszkańców Dolnego Śląska, atrakcją dla turystów a w przyszłości magnesem ściągającym na czas trwania imprezy do Oławy liczne ich rzesze. Było nadzwyczaj O. K. tylko to logo (Piana Bosmana) dla mnie było mało strawne. Skąd się wzięło tyle piany u bosmana? Wielkie więc dzięki organizatorom absolwenckiego spotkana za kreowanie wizerunku boga Odry, Viadrusa.

Aby doprawić smaczku klimatowi maturalnych lat chciałbym podzielić się unikalnym nagraniem zespołu, który choć krótko ale związany był z losami naszej szkoły a to za sprawą koncertowania na balach maturalnych przy Brücknera.

Z premedytacja nie podam nazwy zespołu, ciekaw jestem ile roczników maturalnych przypomni go sobie.









I tak w wielkim skrócie przedstawiłem mój punkt widzenia na sprawy Odry, żeglugi odrzańskiej i wszystkiego co ma z tym związek. Pozostał jeszcze jeden dyżurny punkt, to spór nad wyższością rangi projektu budowy kanału Odra-Dunaj nad projektem budowy kanału Śląskiego. Przeplatają się one niczym w rytmie sinusoidalnych modulacji, falującej, raz wznoszącej się, raz opadającej w zależności od popytu na potrzebę urabiania społeczeństwa.

A ja, jak sztukmistrz z kapelusza wyciągam Jokera. Kanał Odra - Łaba, to jest to. To właśnie ten projekt zdławi wszelkie spory i wątpliwości. Znalazłem dość obszerne opracowanie i jestem w trakcie "przenicowywania" go z języka niemieckiego na nasz ojczysty. Projekt jest na tyle ciekawy, że odstawił by na bok problemy prawne Czechów, Austriaków i Słowaków, podniósł by rangę Malczyc do ważnego węzła logistycznego gdyż tam miał być jego początek, załatwił by też już współczesne problemy transportowe z na nowo odkrywanym Bolesławiecko-Złotoryjskim zagłębiem miedziowym, a połączenie Łaby z Dunajem pozostaje problemem Niemców. Niezła alternatywa. A gdyby jeszcze i ten projekt upadł pozostaje nam jeszcze Madagaskar.

I tak nie spoczniemy póki Odra ciągle płynie...
tekst i zdjęcia: Janusz Fąfara


#1 | Apis dnia 14.06.2011 13:39
Mam trochę ułatwione zadanie jeśli chodzi o rozpoznanie zespołu z pytania Janusza. Po prostu wówczas akurat zacząłem grać w szkolnej kapeli i zespół "Romuald & Roman" (od imion założycieli zespołu i autorów niemal wszystkich piosenek - Romualda Piaseckiego i Romana Runowicza) był dla mnie zobrazowaniem nowatorskiego wówczas podejścia do muzyki młodzieżowej.

Piosenka zaś mówiła o na wpół zburzonej kamienicy, stojącej niegdyś we Wrocławiu tuż przy zbiegu ulic Słowiańskiej i Jedności Narodowej (Plac Słowiański) z ogromną planszą-makietą bomby lotniczej i wielkimi literami NIE.

dolny-slask.org.pl//foto/153/153497.jpg

dolny-slask.org.pl//foto/35/35951.jpg

Przejeżdżałem obok niej tramwajem dwa razy dziennie w drodze do- i ze szkoły. Obok były zaś wysoko usypane, trawiaste hałdy - tzw Wzgórze Słowiańskie", gdzie pijało się szlachetne wina marki "Wino" kupione w sklepiku na Nowowiejskiej
#2 | koj dnia 14.06.2011 15:08
Oj katowało się te wina...
#3 | Marek Zawadka dnia 14.06.2011 16:11
Tak, zdecydowanie kanał Odra - Łaba. Z kilku powodów. Raz, że wymianę towarową z Państwem Niemieckim mamy największą. Dwa, że przełamuje zgrane medialnie kanały Odra - Wisła i Odra - Dunaj. Argumentów za jest wiele. Natomiast czy Niemcy będa zainteresowani? i kto ma z nimi negocjować? Tak, zdecydowanie kanał Odra - Łaba.
PS. a wyspa słodowa jako miejsce piknikowe - super. Brak toalet. Prozaiczna sprawaSad a wały między mostami warszawskim i jagielońskimi tak wykoszone, że dziwię się ludziom, iż nie boją się tam wchodzić. Można na tych konarachSmile suchych traw pokaleczyć sobie nogi. Co ciekawe, miejsca nadodrzańskie cieszą się wielką popularnością wśród studentów. Tyle, że prozaicznoć braku toalet, czy też brak dbałości o wały (tych odcinków tak naprawdę może być kilka - wykoszonych, z wodą, węzłem sanitarnym. Tak wiele trzeba? A Europejska Stolica Kultury? Młyn Maria i wejście na wyspę słodową jest tego przykładem. Dbałości o przeszłość.
#4 | zygasz69 dnia 14.06.2011 16:36
Janusz, dzięki za podsumowanie półrocza, półwiecza...pół żartem, półserio.
Ale kompetentnie, rzeczowo i obrazowo.
Pamiętasz konsternację nauczycieli, na naszej studniówce 69, kiedy "Romki" dołożyli do pieca już na samym początku???!!!
Zaprzyjaźniłem się z Nimi już po maturze kiedy grali w klubach studenckich.
#5 | koj dnia 15.06.2011 09:45
Panie Marku co to znaczy: zgrany medialnie kanał Odra - Wisła?
Praca nad przygotowaniem "gruntu" pod budowę Kanału Śląskiego dopiero się zaczęła. Czy kilka artykułów na temat tego w/w kanału to tzw. zgranie medialne?
Sprawa budowy Kanału Śląskiego wypłynęła z tej strony.
Uważam, że realizacja budowy Kanału Śląskiego przyczyni się do odbudowy Odrzańskiej Drogi Wodnej.
Małopolska potrzebuje okna na świat i to władze Małopolski zaczęły rozumieć, wieloletnia praca dopiero się zaczyna.
Jak Pan Bóg dopuści to i z kija wypuści - więcej wiary!!!
Pozdrawiam
Zbyszek
#6 | zyga500 dnia 19.06.2011 09:10
zespół Romuald i Roman w piosence -Te bomby lecą na nasz dom. Przebój ten zajmował czołowe miejsce na Krajowej Liście Przebojów. Jest również moją pamiątką ze studniówki rocznika 1964-1969. Janusz bardzo dziękuję za przypomnienie tego przeboju. A Tobie z okazji Urodzin wszystkiego najlepszego - 100 lat w zdrowiu.
#7 | Apis dnia 19.06.2011 15:08
"Te bomby lecą na nasz dom" śpiewał Stanisław Guzek (znany potem jako Stan Borys) z zespołem Blackout (znanym potem jako Breakout) - http://www.youtub...5o12fU0HdQ

Piosenka Romuald & Roman nosi tytuł "Znasz ten dom" - http://www.youtub...krfyazx5Do

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.

Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Świetne! Świetne! 100% [1 głos]
Bardzo dobre Bardzo dobre 0% [0 głosów]
Dobre Dobre 0% [0 głosów]
Średnie Średnie 0% [0 głosów]
Słabe Słabe 0% [0 głosów]
  PRchecker.info Free counters!