Rejs Dobrej Nadziei ' 2010 cz. IDrukuj

Część I - infrastruktura


Sezon turystyczno żeglugowy '2010 zapamiętam jako kłopotliwy.
Powodem były bardzo niesprzyjające warunki atmosferyczne i hydrologiczne. Majowa, potem czerwcowa powódź na głównych rzekach w Polsce uniemożliwiły w zasadzie nawigację niemal do początków lipca. Nasze wcześniejsze zmawianie się na rejs, z powodów wyżej opisanych, spaliło na panewce. Akcja w obronie infrastruktury żeglugowej pod nazwą 'Rejs Dobrej NadzieI" wprawdzie odbyła się, ale raczej nie można zaliczyć jej do udanych.

Rys - mapa rejsu Kucyka w 2010 r.


Deszcze, które w maju i czerwcu spadły na południu kraju obnażyły w wyraźny sposób słabość naszego systemu przeciwpowodziowego, także wykazały braki w infrastrukturze i totalne zaniedbania w utrzymaniu dróg wodnych, czego skutkiem były liczne podtopienia i przerwania wałów przeciwpowodziowych na wielu odcinkach i w wielu miejscach w kraju. Nasza akcja "Rejs Dobrej Nadziei" miała w założeniach unaocznić ludziom właśnie te zaniedbania i promować jak najszybszą odbudowę wszelkiej infrastruktury okołowodnej. Niestety, natura uprzedziła naszą akcję, w sposób oczywisty przypominając ludziom o swojej sile i o tym, że zaniedbania i zaniechanie właściwego utrzymywania torów wodnych, szybko się zemszczą.

Adresatami naszego przedsięwzięcia miały być władze resortu ochrony środowiska, które zawiadują szlakami wodnymi w Polsce ( wbrew wszelkiej logice), a które naszym zdaniem są głównymi odpowiedzialnymi za zaistniałą sytuację. To właśnie ochronie środowiska należy przypisać odpowiedzialność za powstałe kolosalne straty i przede wszystkim za ludzkie tragedie. Nikt dziś nie zaprzeczy, że rozmaitej maści organizacje związane z ekologią, posługując się wszelkimi metodami, często na granicy prawa, doprowadziły do tego, że inwestycje mogące pomóc w retencji i utrzymaniu groźnego żywiołu, jakim jest woda, w ryzach, były i są nadal torpedowane, a sama infrastruktura przeciwpowodziowa, jest systematycznie zaniedbywana i niszczona przez dzikie zwierzęta, takie jak bobry, wydry, czy coraz popularniejsze w naszym kraju norki amerykańskie. Działaniom pseudo ekologów nie sprzeciwia się, ba nawet sprzyja, resort ochrony środowiska, doprowadzając tym samym szlaki wodne w Polsce do opłakanego stanu.

Niepogłębiane od wielu lat koryta rzek, spłycane nanosami, sprawiają, że przy wyższych stanach wody, mniej jej się mieści między wałami niż wówczas, kiedy rzeki były głębsze. Zarośnięte międzywala sprawiają, że przy wyższych stanach wody, nie spływa ona swobodnie, lecz piętrzona jest przez niesione gałęzie i śmieci zatrzymujące się na rosnących w międzywalu drzewach i krzewach.

Beneficjentami akcji RDN mieli być, prócz ludności zamieszkującej tereny nadrzeczne, także żeglarze śródlądowi, głównie zaś marynarze zawodowi, ci ostatni jednak nie podjęli zupełnie inicjatywy, totalnie ignorując całą akcję. Spotkałem się nawet z opinią wypowiedzianą przez osobę blisko związaną z żeglugą śródlądową, która twierdziła, że "przejdą tacy na emerytury i im się protestów zachciewa, czemu wcześniej nie protestowali?"
Domyśliłem się, że powody wstrzemięźliwości kadry marynarskiej mogły być dwojakie: po pierwsze obawa przed zemstą "możnych tego kraju" , po drugie i to bardziej prawdopodobne – niechęć do podejmowania akcji, gdyż nieliczne na naszych wodach przedsiębiorstwa, mają co wozić. Przewidywany wzrost konkurencji spowodowany polepszeniem się warunków nawigacyjnych, mógłby wyeliminować te przedsiębiorstwa, które z braku konkurentów mają się w Polsce nieźle.

Braki w utrzymaniu szlaków widzieliśmy gołym okiem płynąc Odrą i Wartą tuż po czerwcowej powodzi. Patrząc na nasz rejs z perspektywy czasu ( po kilku miesiącach) dochodzę do wniosku, że inicjatywa była ze wszech miar słuszna. Postuluję więc o dołożenie wszelkich starań o to, by zintegrować wszystkie środowiska wodniackie, począwszy od marynarzy śródlądowych, dla których drogi wodne są miejscem pracy, przez turystów motorowodnych, żeglarzy, skończywszy na kajakarzach. Wszystkich tu wymienionych cechuje bowiem miłość do wody i pływania. Różnica polega jedynie na tym, że jedni czerpią z tego pływania zyski, drudzy zaś wydają niebagatelne kwoty by móc sobie sprawić pływaniem przyjemność.

Swoje obserwacje skierowałem w szczególności na stan infrastruktury rzecznej i kanałowej, na porty, przystanie, obwałowania. Nie mam najlepszych wieści dla zawodowców. Porty rzeczne w obrębie Wielkiej Pętli Wielkopolskiej, praktycznie już nie istnieją.

Port w Czarnkowie przebudowywany jest obecnie na marinę turystyczną. Port gorzowski jeszcze zipie, ale wydaje się że ostatkiem sił i tylko dzięki stoczni chyba jeszcze się utrzymuje. Po porcie handlowym w Gorzowie pozostał już tylko pusty basen portowy i puste nabrzeże. Optymizmem napawa jednak fakt, że włodarze tego miasta widzą i kochają rzekę. Budują nowe, piękne nabrzeża, powodując, że Gorzów coraz bardziej pięknieje od strony rzeki. Wiem też od naszego współzałoganta na Wirtualnym Statku, Witka, że budowana jest nowa, profesjonalna marina turystyczna, gdzie turysta wodny będzie mógł w pełni skorzystać z bogatej oferty obsługowej. Noteć też wydaje się być zaniedbana. Najbardziej rozśmieszyło mnie wejście do portu RZGW w Drezdenku. Zarasta i niebawem nie będzie można tam wpłynąć. Cóż! Szewc bez butów chodzi!

Poniżej przedstawiam zdjęcia zrobione podczas tegorocznego rejsu. Trwał on trzy tygodnie, podczas których, przebyłem Kucykiem 1121 km. Przebiegał:
- Odrą – z Cigacic do Kostrzyna.
- Wartą – z Kostrzyna do Santoka
- Wielką Pętlą Wielkopolską ponownie do Santoka
- Powrót tą samą drogą do Cigacic.
To, co widziałem i co dotyczyło infrastruktury szeroko pojętej, nie tylko żeglugowej, przedstawiam na poniższej prezentacji:



tekst i zdjęcia: Adam Madaj
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.

Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
  PRchecker.info Free counters!