Goryczy smakDrukuj

Niebawem otworzy się kolejny rozdział w moim życiu, obecny zaczyna się powoli zamykać, widać już tak jak w fotograficznym przejściu obrazu w obraz coraz wyraźniej kontury nowego kadru. Tak bardzo chciałbym zamknąć poprzedni rozdział i przejść w nowy z podniesioną głową, ale jednak budzi się we mnie strach przed wejściem na nową ścieżkę która prowadzi w nieznane, strach przed życiem rzucającym nowe wyzwania, strach przed utratą na zawsze tego, do czego przywykłem. To już będzie zupełnie inny świat. Jest takie mądre powiedzenia "statek jest najbezpieczniejszy, kiedy stoi w porcie, ale nie po to przecież buduje się statki" i myślę, że to motto będzie moją dewizą życiową. W tej swoistej przemianie nie jestem osamotniony.

Podobną metamorfozę zaczyna przechodzić również Odra. Gorzkim pocieszeniem jest fakt, że w tym samym czasie razem przechodzimy do tego samego etapu transformacji. Ja, jako zbędny " zasób ludzki"pozbawiony możliwości być użytecznym ekonomicznie, stanę się co prawda wolnym człowiekiem ale bez prawa wyboru dalszego losu. Mówi się że komuna pozbawiała godność ludzką, dziś też pozbawia się godności ludzkiej tylko że nie masy ale jednostki, i to w bardziej wyrafinowanym stylu. Tymczasem Odra zostaje opuszczana powoli przez jej użytkowników, konkretnie przez jednego, który przez ponad 60 lat korzystał z dobrodziejstw ekonomicznych, jakie daje rzeka. Jak szczur, który wyczuwa niebezpieczeństwo na statku chyłkiem opuszcza swoje siedlisko, siedlisko które od 1901 roku nierozłącznie związane było z żeglugą śródlądową. Z chwilą, gdy ostatni zestaw pchany odejdzie z górnej Odry, rzeka zacznie umierać, a taki scenariusz staje się coraz bardziej realny. W dominacji gospodarki w rękach prywatnych nikt nie zmusi właścicieli wielkich korporacji aby łaskawie zechcieli korzystać z drogi wodnej i statków śródlądowych w systemie logistycznym dostawy surowców energetycznych, gdyż tylko ten typ masy towarowej dominował, dominuje i ma szanse dalej dominować w przewozach z Górnego Śląska do wielkich elektrociepłowni w Opolu i Wrocławiu.

Ostatnimi czasy daje się zauważyć, że coraz większą uwagę zaczęły media wraz z różnej maści organizacjami społecznymi zwracać uwagę na problem zagospodarowania rzeki Odry w granicach wrocławskiej aglomeracji miejskiej. W oszałamiającym tempie mnożą się opracowania, koncepcje i wizje roli Odry w obrębie Wrocławskiego Węzła Wodnego. Szczególnie wizja nowego oblicza rzeki jako dodatku do niezliczonego ciągu apartamentowców jest porażająca. Wszechobecne wizjonerstwo występuje w przypadku Odry jako pewien styl pokazywania się w środowisku. Aby wizja była w światku postrzegana wizjoner musi przekonać, że jego pomysł jest godny ludzi wpływowych, że jest "eko", że stworzy wielki świat. Z reguły zdają sobie sprawę z mało realnej rzeczywistości, ale cóż szkodzi w tym przypadku mówić nieprawdę. Nagminnie wmawiają, że ich wizja jest "ekologiczna" albo "przyjazna środowisku" zapominając o tym, że to rzeka kształtowała miasto a nie miasto kształtowało rzekę. Twierdzi się, że obecne wizje roli Odry są miarą postępu. Twierdzi się, że postęp to stopień swobody rozwoju jednostki ludzkiej. Pewien ksiądz tak oto określił postęp: " podobno w piekle zainstalowano elektryczne kotły - diabły idą z postępem a my mamy za to podwyżki energii elektrycznej". I tu stare porzekadło że każdy kij dwa końce ma jest wykładnią logicznej, choć jakże prostej oceny skutków wymiernych. Miarą postępu są nie tylko zmiany zachodzące w architekturze, technologii i modzie, prawdziwą miarą postępu są zmiany zachodzące w mentalności społeczeństwa – w mentalności każdego z nas. Żyjemy w czasach, w których o odpowiedzialności mało się mówi, ale właśnie odpowiedzialność za słowa trzeba równoważyć z pojęciami kłamstwa i prawdomówności. Pojęcia prawdomówności i odpowiedzialności są ze sobą powiązane, tworząc cechy człowieka godnego zaufania. Powstaje więc pytanie: czy wizjonerstwo jest wiarygodne, czy tylko modnym sposobem na pozycję w światku ?.

Odpowiedzią niech będzie wizja budowy Odra Tower czy też kompleksu apartamentowców River View i Cla Inwest przu ul. Sikorskiego. Mija ponad pięć lat od powstania wizji zagospodarowania terenów nadrzecznych i jak na razie cały ten obszar (były największy port rzeczny we Wrocławiu przed rokiem 1901) coraz bardziej przypomina dżunglę, a nabrzeża coraz bardziej chylą się ku upadkowi. Było tam parę perełek architektonicznych z zabudowy przemysłowej typowo portowej tak bardzo przypominające zabudowę portu na Popowicach. Niestety, podzieliły ich los.

Nie rozumiem jednego. Wrocław był przecież miastem portowym, po Berlinie największym ośrodkiem komunikacyjnym krzyżującym szlaki kolejowe, drogowe i wodne w tej części Europy. Dlaczego więc z takim namaszczeniem niszczy się ślady świadectwa jego świetności. Port po porcie, nabrzeża po nabrzeżu znikają z nadodrzańskiego krajobrazu. Temat Odry jako arterii komunikacyjnej znika z mediów. Pamiętam dobrze lata 70, lata 80 kiedy to ekipy lokalnej telewizja gościły co tydzień u największego odrzańskiego armatora. Wtedy miasto żyło Odrą, miasto wiedziało co to je3st transport śródlądowy, miasto wiedziało gdzie jest kuźnia kadr marynarskich, miasto wiedziało gdzie są porty wrocławskie.

Gdzie się podziały liczne publikacje albumowe, popularno-naukowe poświęcone Odrze i pracy wodniaków. Jedna, jedyna perełka wydawnicza z przed dziesięciu lat, mówiąca o Odrze na przestrzeni wieku to " Kiedy Ty mówisz Odra", zbiór wierszy z motywem rzeki, który opracował Ryszard Sławczyński. Jest to wybór wierszy jedyny w swym rodzaju, zawierający utwory należące do historii literatury, współczesne oraz autorów niemieckich. Naprawdę książka ta warta jest promowania.

Nie bardzo wiem dla czego znikły z rynku również liczne kartki pocztowe i widokówki z symbolami pracowitości Odry, ze statkami na rzece, z widokami portów i przeładowni. Gdzie się podziały kartki pocztowe z widokami zachęcającymi do odwiedzin licznych ośrodków rozrywki i rekreacji wzdłuż Odry. Nie ma i nie będzie, bo przecież nie ma co pokazywać.

Nie ma już portów, prawie nie ma statków, nie ma miejsc rekreacyjnych. Jest za to uwłaszczający godności miasta europejskiego widok walących się resztek nabrzeży, brudne i niesamowicie zaśmiecone ciągi spacerowe. Włodarze miasta stworzyli dwa ośrodki centralizujące wrocławski "high life", to znaczy rynek i Ostrów Tumski. Ale jakim kosztem... Kosztem obdrapanych i brudnych uliczek tuż nieopodal rynku, kosztem Odry od Bartoszowic do Osobowic pustej i zaniedbanej za wyjątkiem jednej zaledwie wyspy - Ostrowa Tumskiego.

16 kilometrów rzeki i terenów spacerowych w obrębie miasta czeka na mądre i przemyślane zagospodarowanie. Tyle wolnej przestrzeni mogą nam tylko pozazdrościć inne aglomeracje pozbawione tego tak specyficznego daru natury. My to od dawna mamy tylko nie potrafimy zagospodarować i czerpać pełnymi garściami dobrodziejstw darów natury będącej w zgodnej symbiozie ze współczesną cywilizacją.

Spotykam często dowody, jak bardzo byli mieszkańcy Wrocławia i Śląska utożsamiali się z rzeką. Odra była dla nich rzeką życia. Ona była błogosławieństwem dla mieszkających w ich pobliżu ludzi ale i nierzadko też ich przekleństwem. Rzeka stała się symbolem tego, co w ludzkim istnieniu życiodajne i unicestwiające, trwałe i poddane wiecznej zmianie. Ulotne i nieustępliwe. Bardzo pięknie oddaje swoje uczucie do Odry jako rzeki życia Hans Niekrawietz.

Poniżej przestawiam fragment jego poezji i prozy związanych z Odrą. Jest to wolny przekład z oryginalnego tekstu zamieszczonego w " Bilder aus Schlesien"z 1990 roku.

"Ona powoli płynie, ona spokojnie się rozlewa
w bezkreśnie równinny krajobraz, ona niesie na swym grzbiecie statki i napędza młyny
i poi spragnioną ziemię.
Jej szemranie
jest jak beznamiętny śpiew,
który nieczęsto nabrzmiewa do gniewnego tonu.
I wtedy zalewa wszystkie tereny wielką falą.
Ona jest najspokojniejszą i nieopiewaną siostrą wielkich rzek.
Za mało jest kochana i odkryta w swym surowym wdzięku ale jednak niesie się jej nieskończony dźwięk.
Melodia przeszłości unosi się nad nią,
oryle śpiewali jej pieśń już przed stuleciami.
Mosty dudniły od marszowego kroku żołdaków
Wojna szalała ponad nią, a pokój kiełkował na nowo.
Lato marszczyło łagodnie szklistą powierzchnie, a zima ścinała ją w lód.
Pokrywa lodowa pęka
gdy południowy wiatr ją głaska.
Parostatki głęboko spieniały nurt.
Jaskółki i nocne ptaki muskają skrzące lustro wody,
w którym obłoki i gwiazdy rozsypują się."



"Odra jest dla Śląska fizyką i metafizyką. Przy niej Ślązak czuje niepokój, przy niej Ślązak czuje spokój. Najukochańszym dzieckiem Odry jest Oderkahn. Ona daje pracę i odpoczynek, jest piękna. Uczy też mądrości. Tam gdzie Odra tam jest piękna przyroda, pola uprawne, jest praca na pokładzie i przy barce, zabawa w wolnych chwilach, spełniają się marzenia. Jest jeszcze coś jakby w innym wymiarze czego nie można opisać. Jako chłopcy jechaliśmy bardzo chętnie na barkę. Odrzańscy kapitanowie zabierali nas na pokład razem z naszymi rowerami. Płynęliśmy wtedy jako lichtuga do Krosna i do Szczecina.

Ponieważ było dużo czasu jako "zapłatę" za rejs przekazywaliśmy kapitanowi nasze szkolne mądrości. W zamian pełni wrażeń słuchaliśmy opowieści kapitana od rana do wieczora. Kiedy weszliśmy na mieliznę - była bardzo mała woda - kapitan opowiedział swą piękną historię. Był to przedsmak tego co przyjdzie.

Stałem raz na mieliźnie swoją barką - tak zaczynał i kontynuował dalej:
To było jak na zalewach w czasie odpływu, wszyscy spoczywali na dnie na swoich statkach. Ta sytuacja nie była jednak przerażająca, wręcz przeciwnie, było w niej coś pięknego. Wciąż się podnosi, po to, żeby w efekcie niebawem ponownie spocząć na dnie.

Podczas swoich wieloletnich podróży sam znalazł się pewnego razu na dnie zalewu, tak jak teraz na rzecznej mieliźnie. Jednak potem udało mu się wypłynąć i wrócić do domu do Koźla, do swojej matki. Był jeszcze młody - po zakończeniu służby jako żołnierz cesarski w czasie wojny 1914/18 r. Mógł jeszcze wówczas kimś zostać, wyższym rangą kapitanem. Odra jest jak wielki oberżysta, szef z ogromnymi pieniędzmi, który wzbudza strach. Ale wydaje się jemu, że od kiedy posiada swoją barkę "Albrechta Achillesa", ona jakby była jego przeszłością, teraźniejszością i przyszłością, kołyską, życiem i grobem. Po co mam zostać jeszcze kimś? "powiedziałem sobie "ja już jestem tym kimś".

I tu, w tym właśnie miejscu poczułem prawdziwy smak goryczy, smak goryczy nadzieją przetykany. Nadzieją, że być może uda się wypromować zapominane dziedzictwo kulturowe Nadodrza, że dziś być Wrocławianinem będzie tak samo dumnie brzmieć jak przed wiekami być Breslauerem. Tylko prawdziwy Breslauer potrafi tak czule pisać o Odrze, o tym, że ona była dla nich symbolem tego, co w ludzkim istnieniu życiodajne i unicestwiające, że jest ulotna i nieustępliwa. Coś pięknego.

A my?, czy potrafimy darzyć Odrę tak gorącym uczuciem jak autor? Może wreszcie stary Viadrin (dla niewtajemniczonych Viadrin to bóg Odry) przebudzi się z letargu i zejdzie z Panteonu na ziemię i zobaczy co się z jego Odrą dzieje. A może został wplątany w jakąś "aferkę korupcyjną" i świadomie udaje z góry że nic nie widzi? Niechaj uważa, bo rodzima opozycja może mu zafundować kolejną Komisję Śledczą.
A na koniec aby nieco osłodzić gorycz przemijającego oblicza Odry przedstawiam poniżej parę obrazków z epoki autora zamieszczone wraz z oryginalnymi opisami autorstwa Hansa Niekrawietza.
Janusz Fąfara


#100 | Marek Zawadka dnia 06.03.2010 18:47
Nie dlatego, że to 100 wpis, ale cóż. Bez winy nie jestem. Pozdrawiam. Zamieściłem przed chwilą artykuł o stanie wód Odry i dorzecza z 1957 r. Bez żadnych prowokacji i podtekstów. Gdy go 1 raz czytałem byłem w szoku, gdy czytałem materiały Komisji Sejmowej z 1957-1958 r. nie wierzyłem co mogło zrobić nasze barbarzyństwo na ziemiach zachodnich.
Wszystkich którzy poczuli się urażeni moimi wypowiedziami proszę o przyjęcie przeprosin.
#101 | Janusz Tyburcy dnia 06.03.2010 18:48
I teraz myślę, że można powiedzieć

KONIEC

p.s.
Dziękuję Józku za zakończenie tematu.
Zawsze mówiłem - na ostatnim Zjeździe również, będąc na naszej szkolnej scenie - moje motto :

" BĄDŹMY WSZYSCY RAZEM."

Janusz T.
#102 | Janusz Tyburcy dnia 06.03.2010 18:57
Marku - Tobie również dziękuję za zakończenie tego tematu i zapraszam Was na przyjęcie u mnie w czerwcu, przy okazji Zjazdu.
Andrzeja obecność jest obowiązkowa. Tutaj Józek z Markiem będą mieli swobodę do wymiany swoich poglądów, bez urazy i swarów. Oczywiście, o ile GOSPODYNI POZWOLI I WASZE KOBITKI HI,HI.
Pozdrawiam KOLEGÓW
Janusz T.

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.

Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Świetne! Świetne! 100% [2 głosy]
Bardzo dobre Bardzo dobre 0% [0 głosów]
Dobre Dobre 0% [0 głosów]
Średnie Średnie 0% [0 głosów]
Słabe Słabe 0% [0 głosów]
  PRchecker.info Free counters!