Historia naszej szkoły: AnnaDrukuj

Tadeusz Wydrych - Aniu, w 1964 roku ukończyłem TŻŚ we Wrocławiu. Szkołę, która powstała z połączenia Państwowej Szkoły Żeglugi we Wrocławiu oraz Technikum Dróg Wodnych w Szczecinie. Dokładnie pamiętam, że siedziałem w ławce TDW - Szczecin.

Kiedy w 1969 roku rozpocząłem pracę w Hydrogeo Warszawa i rozpoczęliśmy budowę Kanału Ulgi w Opolu, Ty Aniu pracowałaś w OZW Opole i byłaś moim inwestorem. Pamiętam nasz pierwszy zawodowy kontakt, byłaś w stosunku do mnie bardzo serdeczna, może dlatego, że siedzieliśmy w tej samej ławce, w różnym czasie, bo teraz wiem, że kończyłaś TDW Szczecin. Tą właśnie zagadkę chciałbym w jakiś sposób rozwikłać. Pracowało z Tobą kilku kolegów ze szkolnej ławy, czy wymieniła byś wszystkich z tej Waszej "zgranej paczki"?

Anna Grelewicz - Tadeuszu, nie ma problemu, proponuję jednak nieco inaczej, może od początku, może nie wszystko na raz, bo się pogubimy. Przede wszystkim, nie sądziłam, że ktokolwiek wspomni o szkole, która dość szybko zniknęła z rejestru, w związku z tym serdeczne dzięki i obiecuję, że odtworzymy to, co zdołałam zapamiętać, mam też trochę zdjęć, więc powinno coś z naszej rozmowy wyniknąć. Zaszokowałeś mnie niezwykle mile tą propozycją, czuję jednak obowiązek, aby odtworzyć początki zaistnienia mojej - naszej szkoły.

A było tak... Do tej szkoły poszłam przez czysty przypadek, właściwie to mój ojciec chrzestny przybliżył mi tą szkołę. Tak więc po przemyśleniach i "wielu przymiarkach", zdecydowałyśmy z koleżanką Walburgą (fot. obok) - czemu nie?. I tak to się zaczęło.

Był to rok 1952. Obie mieszkałyśmy w Kędzierzynie, dojeżdżałyśmy pociągiem, miejskich autobusów w tych latach nie było, jedynie PKS y. Ze szkoły w Koźlu, utkwił mi w pamięci bardzo nieprzyjemny incydent!, był apel i uczczenie minutą ciszy śmierci Józefa Stalina. Staliśmy wszyscy na baczność i w pewnym momencie Walburga niechcący przesunęła krzesło - struchlała ona, a ja też. Nauczyciel dyżurny zaczął na nią krzyczeć, że jest niemądra, że ją wywali ze szkoły, że zrobiła to celowo. . . awantura że hej! Na szczęście nasza młodziutka wychowawczyni p. Kazimiera Partyka bardzo miła, lecz i stanowcza: stanęła ostro w jej obronie i się udało. Takie wówczas były czasy, że za byle co...

Wspominam również p. Pająka, ostrego i wymagającego, sprawiedliwego matematyka, który jednak potrafił "nauczyć lubić" matemę, to się później w pracy i w życiu bardzo przydało. Po ukończonym pierwszym roku, oznajmiono nam, że nasz wydział"Budowy Dróg Wodnych"zostaje przeniesiony do Szczecina. Tak więc pytanie od nowa, co robimy? -zdecydowałyśmy że pojedziemy!

Pojechałyśmy w nieznane! Miałyśmy wówczas po 15 lat! (ja na zdjęciu obok) i bardzo ciężko było opuszczać rodzinny dom.

Do Szczecina pociąg jechał tylko nocą, więc pojechałyśmy same - takie dwie "zagubione sieroty". Szczecin, okazał się olbrzymim, zrujnowanym miastem. Nasza szkoła mieściła się w okazałym budynku, po Państwowej Szkole Morskiej przy Alei Piastów, budynek solidny, obszerny. Nasze Technikum zajmowało część tego gmachu, przy czym, znajdował się również nasz internat. Wygoda więc była, wszystko na miejscu.

Życie w internacie, to życie w koszarach, gdyż wychowani byliśmy w dyscyplinie wojskowej - bo jak inaczej nazwać dzień, który rozpoczynał się o 6 rano. Następnie"zbiórka w szeregu", tzw APEL -komenda! -kolejno odlicz - w ten sposób sprawdzano obecność. Dalej pieśń"Naprzód młodzieży świata", lub"Służba Polsce, święty sztandar nasz!"itp. Po czym komenda - "rozejść się" i można było iść na śniadanie. Identycznie było z kolacją. Na co dzień chodziłyśmy w granatowych drelichach, a tylko odświętnie w galowych.

Anna w dolnym rzędzie, trzecia z prawej.


Po obiedzie, zawsze była nauka własna w klasach szkolnych. Za zgodą wychowawców internetowych, mieliśmy więc często, bardzo miłe wieczorki sobotnie. Zdolni muzycznie koledzy grali na gitarach i pianinie, a pozostała młodzież tańczyła - to niezapomniane chwile.

T.W. - Aniu pozwól, że Ci przerwę na moment i zapytam o mojego kolegę, Leszka Srokowskiego, który kończył Waszą, no niech Ci będzie - naszą szkołę. On także był w Opolu, ostatnio pracował w Urzędzie Wojewódzkim Opole. To z jego rąk otrzymałem uprawnienia budowlane, wykładał również w naszym TŻŚ przedmiot "Prawo Wodne" w roku szkolnym 1964/65.

A.G. - Tak, to prawda, on był starszy od nas, był w starszej nieco klasie, oczywiście, pamiętam go dobrze, lecz w naszej firmie nigdy nie pracował. Chyba wyemigrował do Niemiec, podobnie jak Janusz Targosz.

Natomiast Staszek Wiater jest moim sąsiadem, mieszkamy w jednym budynku, pracowaliśmy razem od początku w naszej firmie. Janusz, Piotrek Budzan, Walburga, także pracowali z nami od początku. Ty Tadeuszu przyszedłeś do nas o wiele później.


W szkole mieliśmy sekcje sportowe, zapaśniczą i gimnastyczną, oraz chór. Nazwisk kolegów i koleżanek celowo nie podaję, może ktoś przeczyta, zobaczy, uzupełni, było by bardzo miło. Wyżywienie było podłe, do tego te pogięte, nigdy nie domyte do końca, tłuste talerze i misy aluminiowe, które pozostały po marynarzach ze Szkoły Morskiej - to wszystko odbierało apetyt. Podczas konferencji nauczycielskiej zrobiliśmy demonstrację, jeden z kolegów usiadł do pianina, a my w marszu przez hol, zaczęliśmy głośno śpiewać "my ze spalonych wsi, my z głodujących miast". Pomogło.

Czy ktoś za to wyleciał ze szkoły?, chyba tak, bo jak na tamte czasy... Nie było litości. Na polecenie dyrekcji chłopcy - w ramach praktyki z budownictwa lądowego - wybudowali chlewnię, resztki jedzenia wiadomo... świnki szybko rosły. Polepszyło się

Bardzo serdecznie i ciepło wspominam nauczycieli:
Wanda Marska - polonistka.
Stanisław Orlewicz - budownictwo wodne, oraz żelbet.
Wokulski, Rowicki - geodezja, miernictwo, drogi wodne.

Najbardziej dał nam "w kość" wykładowca Przysposobienia Wojskowego (nazwisko uleciało) - on specjalnie się na nas uwziął. Czołganie pod drutami kolczastymi, pokonywanie pionowych ścian, bieg po wąskiej desce na wys. 1, 5 m nad ziemią.
Najbardziej lubił nasz zeskok z pionowej skarpy, ale tylko wtedy, gdy byłyśmy w spódniczkach. Wyglądało to, jak skok na spadochronie, cieszył się wówczas jak dziecko i zacierał ręce.

Były także miłe przerywniki w nauce w postaci rejsów po Zalewie Szczecińskim i Jeziorze Dąbie. Atmosfera była wspaniała, koleżeńska, niepowtarzalna, humory dopisywały, były to naprawdę chwile szczęścia, w tej ówczesnej twardej rzeczywistości.

Pierwszy z lewej - Zygmunt Grelewicz - przyszły mąż Anny.


Była też wycieczka po zbiornikach wodnych - Głębinów, Goczałkowice, Rożnów - z metą w Krakowie. Tę calutką trasę pokonaliśmy samochodami ciężarowymi z plandeką: od Szczecina do Krakowa! Kto by pomyślał, część z nas siedziała na ławkach, część na kocach i materacach na podłodze... Nikt nie narzekał - teraz taka sytuacja byłaby nie do pomyślenia.


T.W. - Aniu, wymęczyłem Ciebie już nieźle, może jeszcze zapytam o Zygmunta, twojego męża, nie ma Go wśród nas, był moim dobrym kolegą. Stanowiliście parę "z ławy szkolnej". Jeśli jednak sprawiało by Ci to przykrość, to nie musisz nic mówić. Chciałbym jednak, aby pamięć o Nim nie zatarła się zupełnie.

A.G. - Tadeuszu, jest mi bardzo ciężko, pomimo że to już 7 lat mija i aby zmienić temat, a jednocześnie mówić o Zygmuncie, opowiem ci coś co cię ubawi. Historia ta opowiadana była u nas w domu przez Zygmunta przy każdej okazji, przy każdej uroczystości rodzinnej.

Do Zygmunta (fot obok), który był razem z Tobą w Czechosłowacji na budowie eksportowej - przyjechał mój brat z żoną - tuż po ślubie. Zygmunt odstąpił im swój pokój. Ty - jako jego dobry kolega - zaprosiłeś Zygmunta do swojego pokoju na nocleg. Zygmunt Cię uprzedzał że strasznie chrapie. Ty odpowiedziałeś, że ci to nie przeszkadza, bo ty też robisz to nieźle...

Zygmunt strasznie się zdziwił, gdy ujrzał cię rano, skulonego, siedzącego na fotelu, ze słuchawkami, które tłumiły odgłos kafarów i młotów pneumatycznych na uszach.

T.W. - Aniu, tak było, chrapał aż się ściany trzęsły, kafary to pikuś w porównaniu z jego chrapaniem. Na moje szczęście twój brat był przejazdem i był w Tyńcu nad Łabą tylko jedną noc. Co chciałabyś jeszcze dodać na zakończenie naszej rozmowy?

A.G. -MOJE KOCHANE KOLEŻANKI I KOLEDZY - pamiętacie jak chodziliśmy na stary Cmentarz Centralny podczas kwitnienia magnolii? Jak wtedy było cudownie, bo i wiosna w sercach rosła... Może teraz, po latach powspominamy razem te szczególne chwile.

ODEZWIJCIE SIĘ! POMÓŻCIE! POPRAWCIE! DODAJCIE! Może weselsze wspomnienia ożywią tamte czasy, wiele sytuacji mogło wyglądać inaczej, niż ja to pamiętam. POZDRAWIAM WAS BARDZO, BARDZO SERDECZNIE! Anna Grelewicz (Muszyńska) - "Muszka".


Jest to pierwsza część wspomnień. Ania (i nie tylko Ona) w swych zbiorach zdjęciowych posiada "trochę materiału", niebawem powrócimy do dalszych wspomnień. W ten sposób rozpocząłem cykl wywiadów ze znanymi ludźmi HYDROTECHNIKI, gdyż jedno zdanie, które mówi o połączeniu tych dwu naszych szkół to stanowczo za mało. Jeżeli będzie zainteresowanie powyższym tematem - wówczas z dalszymi częściami kłopotu nie będzie.

Wywiad z Anną Grelewicz - z.d. Muszyńska, przeprowadził Tadeusz Wydrych.
Opole - listopad 2009

#1 | Tadeusz 44 dnia 11.11.2009 12:45
Waldku,
Twoje słowa są dla mnie poważną nobilitacją i zmuszają mnie do dalszych działań historyczno -wspomnieniowych. Piszę o tym z kilku powodów, jednym z nich jest to, że zauważają moje pisanie, tacy ludzie jak Ty. Dochodzi do tego moje"skrzywienie zawodowe", hydrotechniczne, które nakazuje mi, aby w tym temacie pisać, więc piszę. Wyobraź sobie, że w roku szkolnym 1959/60/matura 1960/, była w naszej szkole klasa ze szkoły szczecińskiej, a w tej klasie cztery dziewczyny w marynarskich mundurach.
Dla historii szkoły - wymienię wszystkie nazwiska tej klasy:
"Wydział Drogi Wodne": R. Bartoszewski, K. Bęś, H. Czarnuszyc, P. Danieluk, A. Kędzirek, W. Kowalczyk, M. Kot, L. Matukiewicz, K. Piwowar, W. Tręboszka, M. Urogowska, W. Zając, Z. Zbowowski, M. Dmyterko, R. Bosowski, A. Boska, F. Dermiaga, J. Rybak, K. Bielecka, W. Wojtkiewicz.
Czy Ty sobie potrafisz to wyobrazić, kilkuset chłopaków a one tylko cztery. W mundurach wyglądały wspaniale, kobiety potrafią dodać coś jeszcze do munduru, choćby czarujący uśmiech...
Na ich widok brały nas"ciągoty"większe niż u Zbyszka z Bogdańca, tego z sienkiewiczowskich Krzyżaków. Ale co z tego!, wyglądało to, jak lizanie"loda"przez szybę. No no!, ino mi się nie śmiej jeden z drugim, jak to czytasz!-"łobuzie jeden"!!! -bo nie o to chodzi!. Smile

Pozdrawiam wszystkich Świątecznie, pamiętajmy o tym, że 11.11.1918 roku o godz 11 min 11, przyjechał pociągiem do Warszawy Józef Piłsudski - tak zanotowali warszawscy kolejarze.
Tadeusz Wydrych 1959/64.
#2 | Marian1936 dnia 19.11.2010 23:09
Droga Mucho! Wiesz dobrze,że dla nas byłaś i zostaniesz na zawsze/jeśli istnieje jakies ''zawsze''?/poprostu zwyczajną ''Muchą''a zwyczajność jak wiadomo jest cnotą.
''Muszke''i Anię zostawmy dla Zygmunta........pozwalam sobie na chwilę ciszy..........Zygmuncie byłeś mi przyjacielem,może gdzieś tam istnieje jakieś TDW w niebiesiech jakaś klasa 4A,której wychowawczynią jest Pani Profesor Wanda Marska ? jeśli tak,to trzymajcie tam dla nas miejsce,dobijemy do Was!
Ale wracajmy do żywych.Jeszcze tylko wyrazy współczucia racz przyjąć Aniu.
Kto'm jest.Jestem na górze tej nieudolnej piramidy akrobatycznej, tudzież na przodzie załogi tego lodołamacza ''Kazimierz''-I am Marian Kraśniewski.
Droga Mucho,nie będę ja się tutaj rozpisywał nadmiernie bo pewności nijakiej nie mam,że ktoś to przeczyta.Na Ciebie natrafiłem przypadkowo wystukując dla ciekawości ''Zygmunt Grelewicz''.Natrafiłem na Ciebie i opatrzności niech będą dzięki.Powiem Ci tylko jeszcze,że na naszej klasie pojawił się Rysiek Roliński i Jurek Wiśniewski więc się do nich dopisałem.Gdzieś tam jeszcze znalazłem Czesię Łojko jako Krajewską/czyżby miało to coś wspólnego z naszym profesorem Krajewskim?/.Pamiętasz .ze był taki?/Mucho,pozdrawiam Cię najserdeczniej jako mogę i pozdrów wszystkich którzy się do nas przyznają.I jeszcze tylko taka refleksja nie moja zresztą-wszystko co piękne trwa krótko-historia TDW w Szczecinie zdaje się to potwierdzać.Tadziowi Wydrychowi wielkie dzięki!chociaż tego wtrętu oPiłsudskim wtym miejscu i czasie nie rozumiem.Przepraszam za to spoufalenie.Jeszcze sie odezwę.
MK

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.

Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
  PRchecker.info Free counters!