Moje NAVIGARE...Drukuj

Zupełnie niezauważalnie mija 60 lat istnienia odrzańskiej żeglugi. Można śmiało powiedzieć, że tak samo szybko minęło 60 lat uprawiania żeglugi po Odrze w powojennej Polsce jak szybko dokonują się zmiany na rzece. Lecz co jest w tym najważniejsze – otóż czas ten wykorzystany został zgodnie z jego przeznaczeniem co do jednej sekundy, co do jednego słowa, łzy, uśmiechu i wspomnienia. Wydawało się , że żegluga na Odrze została po zniszczeniach wojennych przerwana na dziesięciolecia. Jednakże w okresie powojennej odbudowy kraju we wszystkich dziedzinach działy się rzeczy niezwykłe. Również w odrzańskiej żegludze pracownicy portów, zarządów wodnych, marynarze w niezwykle szybkim czasie usunęli największe zniszczenia, zaleczyli najcięższe rany, aby żegluga na Odrze znów mogła ruszyć. I ruszyła, kiedy to 19 sierpnia 1945 roku z portu w Koźlu wypłynął, ciągnąc trzy barki załadowane węglem dla Wrocławia holownik ,,Bolesław Chrobry ‘’ pod dowództwem kapitana Mariana Głaza, wodniaka z przedwojennej floty wiślanej. Lata 1945 – 1950 były okresem dużego wysiłku wokół odbudowy Odry, jako drogi wodnej Odbudowę odrzańskiej żeglugi mocno utrudniał brak kadr kierowniczych i nade wszystko brak doświadczeń organizacyjnych.
11 maja 1946 roku powołana została do życia Polska Żegluga na Odrze – przedsiębiorstwo, którego udziałowcami było Ministerstwo Komunikacji, niektóre gałęzie przemysłu oraz trzy miasta : Wrocław, Poznań i Szczecin. Start tego przedsiębiorstwa był niezwykle trudny. Od likwidującego się Komisariatu Żeglugi na Odrze przejęło ono 9 holowników i 28 barek.
Bardzo wspomogło ściągnięcie z Wisły 32 barek bez napędu wraz ze sporą grupą doświadczonych wodniaków. Nie obyło się przy tym bez osobistych tragedii , kiedy podstępem zwabieni prywatni właściciele barek z Wisły po dopłynięciu do Kostrzynia lub Szczecina dowiadywali się , że od tej chwili należą w raz z dobytkiem do Żeglugi na Odrze.
W połowie maja 1946 r. Wyruszył z Koźla pierwszy holownik z trzema barkami z węglem do Szczecina, w pirewszy regularny rejs. Od tej chwili można mówić o rozpoczęciu uprawiania regularnej żeglugi po Odrze pod polską baderą.W wyniku intensywnej odbudowy w pierwszych powojennych latach ilość holowników i barek dość szybko się powiększała.
W 1947 r. sprowadzono na Odrę trzy zakupione we Włoszech nowe holowniki motorowe, a wkrótce potem 22 holowniki parowe z Holandii.W następnych latach ruszyła w kraju produkcja barek bez napędu ; wybudowano także 7 holowników. Przewozy na Odrze zwiększały się z roku na rok – od 100 tyś. ton w roku 1947 do przeszło 1,5 mln. ton w roku 1952. Musiano niemal wszystko robić równocześnie : odbudowywać szlak wodny, kompletować tabor pływający, organizować żeglugę i szkolić fachowców. Efektem dobrej pracy było nadanie w końcu 1948 r. formę przedsiębiorstwa państwowego oraz nazwy P.P. Żegluga na Odrze.
W 1952 roku tempo wzrostu odrzańskiej żeglugi zostało zahamowane. Przyczyną tego stanu rzeczy był rozwój ,, kolejowej monokultury ‘’ Prozaiczne argumenty – większsze zaufanie do kolei, która pracuje jednakowo bez względu na porę roku. Jednak wcześniej czy później każda monokultura musi zdradzić swoje słabe strony.Kolej , przesadnie jednostronnie obciążona zaczyna się zatykać w takich rejonach jak Śląsk.
Rokiem przełomowym dla Odry był rok 1958, kiedy podięto decyzje budowy nowoczesnej floty. Ruszyła seryjna produkcja barek motorowych typu BM – 500, w roku 1962 wprowadzono do eksploatacji pierwsze zestawy pchane.
Z rentownością ,,Żeglugi na Odrze” bywało różnie. Obowiiązująca do 1960 roku taryfa przewozowa jednakowa dla kolei i żeglugi śródlądowej - była dla tej ostatniej szczególnie niekorzystna.Opierała się bowiem przede wszystkim na zasadzie ,, ad valorem”, wysokość opłaty przewozowej zależała od wartości towaru. Im droższy był towar , tym wyższe stawki przewozowe. Żegluga w owym czasie przewożąca głównie towary masowe o niskiej stawce przewozowej była nierentowna.. Stawki taryfowe zmienione zostały w roku 1960, a w cztery lata później wprowadzony został system dotacji przedmiotowych , polegający na tym , że przedsiębirstwu Ż.n.O. udziela się dopłat za przewóz towarów o niższych stawkach przewozowych z puli wpływów calego transportu w naszym kraju. I tym sposobem deficyt w Żegludze na Odrze został zlikwidowany.Okres świetnej prosperity trwał aż do roku 1992, kiedy to na skutek przekształceń własnościowych nastąpiła zmiana organizacyjna.
1 kwietnia 1992 roku została utworzona spólka prawa handlowego Odratrans S.A. która pomimo licznym przeciwnościom losu twardo istnieje do dziś i ma się dobrze.
Świadkiem i uczestnikiem dziejów Żeglugi na Odrze i następnie Odratrans S.A. po części byłem również i ja. Jako męski osobnik w krótkich spodenkach od święta byłem ubierany w marynarski mundurek. Być może to zaowocowało zainteresowaniem pływania po morzach i oceanach ( w owym czasie o śródlądziu nie pisało się książek, a zaczytywałem się w ,,dziełach” o tresci bardzo bogatej w morską sól ). Ponieważ tylko Technikum Żeglugi Śródladowej okazało się być ,, godne ” przyjąć moją kandydaturę na przyszłego wilka morskiego – skorzystałem z pośredniej możliwości wyrwania się na morze.
Ponieważ w śród kadry nauczycielskiej byli prawdziwi entuzjaści żeglugi śródlądowej tak że skutecznie naprowadzili mnie na właściwe tory, czyli wpoili bakcyla żeglugowego.
W końcu zapach Odry też często kojarzył się z solą. Dzielnie dotrwałem do matury, którą ku ogólnemu zdziwieniu zdałem z oceną dobrą. Tak się złożyło że rok 1969 był ostatnim rokiem gdzie w T.Ż.Ś. królowali prawdziwi nawigatorzy. Dużo wysiłku włożyli abym zrozumiał sens ,, NAVIGARE NECESSE EST , VIVERE NON EST NECESSE ” ś.p. Marian Szwarc, który przez 5 lat męczył się z naszą klasą jako pierwszy wychowawca w swej karierze nauczycielskiej, oraz kmdr. Wróblewski który swą postawą, godnościa i ,,słonym zapachem”
wpajał nam teorię trudnej sztuki nawigacji po rzekach.
W zasadzie nazajutrz po zdaniu matury zameldowałem się w obsadach Ż.n.O. w celu dalszych realizacji moich marzeń o karierze żeglarskiej. No i szybko zrealizowałem. Dostałem przydział na jeden z dwóch najnowszych pchaczy - czyli Bizona 09 . pierwszy kontakt z rzeczywistością – zejście przez właz na wał śrubowy w celu zdięcia liny, która się nawinęła na wał.Pchacz stał w Porcie Miejskim w rogu basenu , gdzie była stacja paliw, a na wodzie warstwa oleju, paliwa i Bóg wie czego jeszcze. To był mój chrzest żeglarski. Zresztą kapitan stwierdził ż e jako absolwent T.Ż.Ś. na stanowisku asystenta tylko do tego się nadaję. Pomimo tego z czasem zacząłem awansować, nabierać doświadczenia , sam będąc kapitanem oceniałem przydatność nowych adeptów sztuki żeglugowej. W międzyczasie równierz sam pomagałem kształcić narybek marynarski pływając na statkach szkolnych ,, Westerplatte” ,,Młoda Gwardia”, ale specjalnie nie zagrzałem długo miejsca, ze względu na ograniczenie swobody i decyzyjności. Po czasie dały znać o sobie oznaki marynarskiego życia, czyli choroba wrzodowa dwunastnicy. Przerwałem pływanie . Aby nie tracić kontaktu z żeglugą zaczęlem pracę na punkcie zdawczo-odbiorczym, a następnie w Dziale Ruchu, Centralnej Dyspozycji i obecnie w Dziale Logistyki .

Do dziś kołacze mi się po głowie strofa piosenki śpiewanej w małej podłej knajpce portowej przy akompaniamencie akordeonu :
,, Łodziarzu, łodziarzu ! Taka jest twoja natura,
że nic nie jest w stanie Ciebie zmienić w lądowego szczura.
Choć przeklniesz jeszcze raz podłe, marynarskie życie,
to po Odrze będziesz pływał nawet w dziurawym korycie.”

Taki jest mój udział 37 lat pracy w 60 letniej historii odrzańskiej firmy żeglugowej.

Janusz Fąfara - '69
#1 | bunkerman dnia 03.04.2010 13:36
Wielki szacun dla Pana Janusza za swą postawę i aktywność łodziarską! Niestety prawda jest taka, że żaden dział logistyki w OT nie istnieje!!! Może to i dobrze, bo w końcu ten kolos na glinianych nogach padnie i przestanie siać terror przewozowy. Łodziarze nie potrzebują grupki ludzi od lat żerujących na ich pracy. Pora na zmianę myślenia i zapalenie zielonego światła dla logistyki żeglugowej w Polsce. Niestety do tego trzeba wykształconych młodych ludzi i odejścia na ląd poprzedniej załogi tego dryfującego już pudła.
#2 | dyzma dnia 06.04.2011 23:15
Bunkerman, być może prawie cztery lata po wynurzeniach J.F.69 dział logistyki już nie istnieje. Swoją ścieżką, zielone światło dla wykształconych ludzi, myślę, pali się od zawsze. Tylko gdzie ci ludzie się kształcą? (wywołam burzę) W Nakle? Na czym? Przy kim? Gdzie wzorce? Czekam na komentarze i pozdrawiam łodziarską Brać.

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.

Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Świetne! Świetne! 100% [4 głosy]
Bardzo dobre Bardzo dobre 0% [0 głosów]
Dobre Dobre 0% [0 głosów]
Średnie Średnie 0% [0 głosów]
Słabe Słabe 0% [0 głosów]
  PRchecker.info Free counters!