Ekologia i polityka: Rozsądek potrzebny od zarazDrukuj

Początek tzw. „ruchów ekologicznych”.

Brak rozsądku i obiektywizmu u rodzimych pseudoekologów oraz znacznego grona specjalistów działających w szeroko pojętej ochronie środowiska należy prawdopodobnie tłumaczyć zaszłościami sięgającymi końca komunizmu, czyli lat osiemdziesiątych. Był to okres, kiedy schyłek reżimu charakteryzował się obok upadku ekonomicznego, również katastroficznym stanem środowiska. Warto przypomnieć, że rejon Śląska uważany był za jeden z najbardziej zanieczyszczonych na świecie. Komunistyczny rząd na siłę próbował sprezentować Polakom elektrownie atomowe budowane na wzór tej w Czarnobylu. Do tego należy dodać gigantyzm przy budowie urządzeń hydrotechnicznych oraz tendencje do betonowania rzek polskich, które w zasadzie rzekami już nie były, z racji powszechnego braku oczyszczalni ścieków, nawet przy największych zakładach przemysłowych. W takiej rzeczywistości wykuwała się dzisiejsza elita polskich ekologów.

Pod koniec lat osiemdziesiątych, korzystając z odwilży politycznej, jak grzyby po deszczu, wzorem krajów demokratycznych, powstawały różne organizacje ekologiczne. W tym czasie nie miały jeszcze wyraźnego zabarwienia politycznego, a ich działalność wynikała z konieczności przywrócenia jakiś standardów w środowisku naturalnym. Zaczęto krzewić ideę zrównoważonego rozwoju gospodarczego, zrównoważonego rolnictwa, również przy udziale ekologicznego (biologicznego), racjonalnego gospodarowania odpadami.

Był to czas, kiedy koniecznością było przywrócenie równowagi pomiędzy troską o środowisko, w którym bytuje człowiek oraz o tereny zawierające unikalne elementy przyrody a potrzebą rozwoju kraju, rozbudowy infrastruktury, zwłaszcza transportowej i przez to polepszenie standardów życia Polaków.

„Ekologiczna” walka trwa.

Praca ludzi zaangażowanych w krzewienia idei ochrony środowiska przyniosła swoje wymierne efekty. Sytuacja na tym polu zmieniła się diametralnie. Polska jest krajem posiadającym najwięcej terenów objętych prawną ochroną, czyli Parków Narodowych czy Rezerwatów Przyrody. Lesistość kraju oraz struktura drzewostanu jest obiektem zazdrości innych krajów i ciągle się poprawia. Podobnie jest ze zwierzyną w tych lasach. Zanieczyszczenie powietrza ponad normy występuje w zasadzie tylko w dużych aglomeracjach miejskich, ale tego problemu nie jest łatwo rozwiązać nawet bogatszym krajom. Emisja tzw. gazów cieplarnianych jest dławiona poprzez kontrowersyjne systemy wprowadzane dyrektywami Komisji Europejskiej. Jest jeszcze wiele do zrobienia w dziedzinie ochrony wód, lecz i tutaj systematycznie następuje poprawa.

Dawni bojownicy zaprawieni w walkach z komunistycznym reżimem na polu ochrony środowiska często znaleźli pracę w administracji rządowej, instytucjach o charakterze inspekcyjnym, oraz innych organizacjach zajmujących się tą problematyką. W międzyczasie „zrodzili” nowe pokolenie „bojowników o sprawę”.

I w tym tkwi cały problem, bowiem takich już nam nie potrzeba. Trzeba na gwałt rozsądku, bowiem już przekroczyliśmy tą cienką granicę równowagi pomiędzy rozwojem a potrzebą ochrony przyrody. Szala paradoksalnie przechyliła się w drugą stronę. Niestety, nie widzą tego ekolodzy, którzy nadal walczą w imię „świętej” idei. A mają w do dyspozycji wielką siłę w postaci liberalnych środków masowego przekazu, Komisji Europejskiej, w której niepodzielnie króluje lobby ekologiczne oraz ogromne wsparcie, także finansowe innych organizacji z Europy Zachodniej. Do tego jeszcze wmieszała się polityka. Organizacje ekologiczne nabrały charakteru lewicującego (Zieloni 2004), a czasami wręcz szerzącego nowa wersję komunizmu. Obok ochrony środowiska walczą dziś z kapitalizmem, religią. Postulują pełny dostęp do eutanazji, możliwość nieskrępowanego zabijania nienarodzonych dzieci, powszechność narkotyków naduprawnienia dla zwyrodnialców i zboczeńców itp. W tym całym bałaganie ideologicznym znika też idea humanizmu i zrównoważonego rozwoju. Zastąpiono ją chorymi poglądami, w których człowiek jest zbędnym wrzodem na żywym ciele planety Ziemia (Gaya), potrafiącym tylko niszczyć i tak naprawdę nie mającym racji bytu. Najważniejsza jest przyroda, którą trzeba doprowadzić do stanu pierwotnego (naturalizacja).

Oczywiście nie można generalizować i należy zauważać istnienie grona ludzi rozsądnych, wykształconych zajmujących się zawodowo lub społecznie problematyka ochrony środowiska i w dodatku nie mieszających jej z polityką. Tylko, jaką oni mają siłę przebicia, w nowej rzeczywistości, gdzie rządzą nieodpowiedzialne media, Komisja Europejska i brutalna siła polityczna?

Co z żywotnymi interesami kraju i obywatela?

Zaistniała sytuacja zaczyna poważnie godzić w interes narodowy Polski. Na skutek ciągłych nacisków KE Główny Konserwator Przyrody, podlegający bezpośrednio Ministrowi Środowiska wpisuje na listę terenów objętych specjalną ochroną Natura 2000 obszary zawierające newralgiczną infrastrukturę, głównie transportową. Pretekstem do tego jest występowanie tam rzadkich gatunków ptaków. Lecz jest pewne „ale”. Mówimy o terenach przekształconych przez człowieka, które dzięki stosowaniu zasady zrównoważonego rozwoju stały się atrakcyjne dla dzikich zwierząt. Nie są to, zatem naturalne jeziora, dziewicze lasy, torfowiska czy bagna, ale zbiorniki retencyjne, drogi wodne oraz kanały, sztucznie wybudowane lub przetworzone przez człowieka wielkim kosztem dla celów gospodarczych. Wpisanie na listę specjalnej ochrony automatycznie powoduje stopniową utratę ich funkcji, co będzie skutkowało zanikiem transportu rzecznego, większymi kłopotami z wodą pitną czy zagrożeniem powodziowym. Podobnie sytuacja wygląda z infrastrukturą dróg kołowych. Polska napotyka na coraz to większe problemy przy ustalaniu tras strategicznych autostrad czy tras szybkiego ruchu. Dzieje się to z powodu obfitości rzadkich gatunków zwierząt i roślin występujących w naszym pięknym kraju. Przy wytaczaniu tras drogowych zawsze natrafia się na cenne elementy przyrody. I w takich sytuacjach rodzimi ekolodzy nie są przygotowani na jakiekolwiek sensowne kompromisy. Dla nich dzieje się gwałt na naturze i trzeba walczyć, protestować, okupować, bez jakiejkolwiek sensownej dyskusji. A jak dyskutować z ludźmi nie posiadających wiedzy w tej dziedzinie, porwanymi skrajną ideologią a do tego - jak się okazuje - sowicie wynagradzanymi za obstrukcyjne działania nie wiadomo, przez kogo.

Dokładają się do tego media, które mają świetne newsy i co za tym idzie kolosalny zarobek. Tylko społeczeństwo przestaje się liczyć. Rozwój kraju przestaje być istotny. Liczy się tylko walka w „słusznej” sprawie.

Żegluga śródlądowa na dnie.

Bagaż ciężkich doświadczeń ciąży również na decydentach, jak i urzędnikach podejmujących decyzje w obszarach ochrony środowiska. Objawia się to np. w macoszym traktowaniu transportu śródlądowego w Polsce, a w zasadzie tzw. dróg wodnych. I tutaj rozmijają się z trendami i zaleceniami unijnymi. W krajach zachodniej Europy, i nie tylko, transport rzeczny uważany jest za najczystszy i przyjazny środowisku. Nie trzeba wyobraźni, żeby zauważyć, że jedną barką można na jednym silniku przewieść czasem ponad 1000 ton towarów, jak się je połączy w zestawy, to wielokrotnie taniej. Do tego bardzo rzadko ulegają wypadkom. Z tego powodu nie ma wycieków, skażeń itp. Rozwój transportu śródlądowego wpływa zbawiennie na zapchanie arterii transportowych, z czym boryka się zachód Europy i co niedługo będzie naszym udziałem. Z tego powodu cała Unia stawia na tę racjonalną gałąź transportu i jej rozwój uważa za absolutny priorytet.

Niestety w tym wypadku rząd polski nie za chętnie przyswaja wytyczne KE. A dzieje się tak z powodu fatalnego podziału kompetencji administracyjnych, przez co za całą gospodarkę wodną w Polsce, w tym za modernizację i rozbudowę dróg wodnych, odpowiada Minister Środowiska za pośrednictwem Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej. Osoby pracujące w tej instytucji to głównie ekolodzy. A im żegluga śródlądowa kojarzy się tylko z wybetonowaniem całej Wisły, budowaniem gigantycznych zapór i degradacją środowiska wodnego w ogóle. Nie rozumieją, co to jest droga wodna, jakie niesie za sobą korzyści także dla ochrony środowiska, że aktualnie buduje się nowoczesne rozwiązania i budowle hydrotechniczne. Nie potrafią i nie chcą spojrzeć na problem w ujęciu całościowym (holistycznym), w którym za cenę przekształcenia w rozsądnych granicach niektórych tylko rzek z zachowaniem norm ochrony przyrody oraz wybudowania paru kanałów kilkadziesiąt razy zmniejsza się ilość tirów na polskich drogach, oraz konieczność budowy nowych jezdni w przyszłości.

Z powodu braku rozsądku w gospodarce wodnej stan szlaków śródlądowych w Polsce jest katastrofalny i nic nie zapowiada by to się w przyszłości zmieniło. Już od dawna brak jest funduszy na bieżące remonty, o inwestycjach nie wspominając. W KZGW za całość dróg wodnych w naszym kraju odpowiada jeden pracownik merytoryczny, Prezes tej instytucji nie może, albo mu na tym nie zależy, zdobyć wystarczających środków z budżetu państwa na ciążące prawnie na nim obowiązki dotyczące szlaków wodnych. W samej Strategii gospodarowania wodami do 2013 roku, mimo protestów armatorów, o modernizacji szlaków rzecznych prawie się nie wspomina, a pracownicy odpowiedzialni za ten dokument nie ukrywają swojej ignorancji. Reasumując, żeglugę śródlądową, najbardziej ekologiczną gałąź transportu, Ministerstwo Środowiska najchętniej by zlikwidowało, z czym się też nie bardzo kryje. Wtórują mu różne organizacje pseudoekologiczne. Nie przemawiają do nich fakty, że rzeki częściowo już zmienione i wykorzystywane do transportu oraz kanały bez statków totalnie zarastają zielskiem i są nie do przepłynięcia nawet przez małe jednostki turystyczne. Że nad ujęciami wody dla ludności tworzy się tzw. podeszwa denna, uniemożliwiająca pobór wody, oraz że gwałtownie rośnie zagrożenie przeciwpowodziowe. Rzeczą niebagatelną jest fakt, że niszczeje i rozsypuje się dorobek całych pokoleń. Urzędnicy kierowani traumą negatywnych doświadczeń nie potrafią racjonalnie myśleć, przynosząc szkody całemu społeczeństwu. Przykładów na to jest jeszcze bez liku.

Prowadzą one do jednego wniosku, że społeczeństwo powinno się zacząć skuteczniej bronić przed oszołomami, a większą aktywność powinni wykazywać rozsądni ludzie działający na polu ochrony środowiska czy przyrody. Szczególna odpowiedzialność ciąży na czwartej władzy, czyli na mediach, które powinny wpuścić do gazet i telewizorów głos rozsądku, który jest potrzebny nam jak (nomen omen) świeże powietrze.
Podaj Dalej
#1 | koj dnia 29.01.2009 17:03
Rozmawiałem z ekologiem który jest przeciwny budowie wszelkich stopni wodnych na rzekach w Polsce. Niestety nie mógł mi udzielić odpowiedzi co zrobić z problemem ( tu obawiam się, że mnie Kapitan statku wypędzi z tym tematem) katastrofalnego stanu koryta rzeki od sw Przewóz do ujścia Raby. Mówił mi o dokarmianiu piaskiem rzeki ( z dziką satysfakcją poinformował mnie, że będą naciski z Komisji Europejskiej , by Odrę za SW Malczyce dokarmiać piaskiem...) jednak nie powiedział mi jak ma to wyglądać.
Ten wirtualny statek płynie już dwa lata i jakoś nie WIDAĆ chęci dyskusji ze strony "ekologów" ...
Pan ekolog mówił coś o powołaniu komisji - do czego!? - przecież i tak wszystko widać gołym okiem!! Zaproponowełem mu udział w opracowywaniu raportu oddziaływania na środowisko dla SW Niepołomice - był zaskoczony ( chciał poczekać na gotowy raport i go atakować) - Chcę współpracować, jednak dobrej woli ze strony WWF Polska raczej nie widać.
Reasumując jak to powiedział klasyk Alleluja i do przodu!
Pozdrawiam
Zbyszek
#2 | przylodz dnia 29.01.2009 19:05
Tak zwani "ekolodzy" ( czytaj, eko terroryści) kontestują obecnie wszystko, co mogło by spowodować rozwój kraju. Prowadzi to do kompletnej degradacji infrastruktury dróg wodnych, czego byłem świadkiem podczas mojego wakacyjnego rejsu, w dół Odry. Podzielam w pełni zdanie autora tego artykułu. Niedługo, nie będę mógł przepłynąć swoją łodzią turystyczną po Odrze, ponieważ zaniechania w ratowaniu tego, co jeszcze pozostało, są tak duże, że niedługo nie przebrnę przez przemiały, a orły bieliki, kanie rude i czarne, nawet bobry, mają się doskonale i nic im nie przeszkadza płynąca rzeką barka, czy łódź motorowa. Żyją własnym życiem. O głos rozsądku w tych sprawach też wołam!
#3 | kaczor_g dnia 29.01.2009 20:45
warto pamiętać też romans i rozkwit "idei zielonej" wspartej rublami kraju wszelkiej szczęśliwości...
w zasadzie zaniechania w dziedzinie infrastruktury kwalifikują się pod sąd, jeśli nie trybunał stanu...
Zieloni są dobrym pretekstem, dla zaniechań - idealnym przykładem jest obwodnica Augustowa z przeprawą przez słyną już dolinę rospudy. W tej inwestycji gołym okiem widać, że żadnej logiki w tym nie było oprócz jednej - zbudować jak najdrożej. W czyim interesie buduje się jak najdrożej? Na to odpowiedź każdy logicznie myślący człowiek odpowie sobie po analizie np. Mostu Milenijnego czy Mostu AOW nad śluzą Rędzin. W żaden sposób nie ma tu interesu publicznego...
Osobiście widzę to tak. Ważny jest spór, bo w sporze wychodzą różne racje, które trzeba rozważyć problem polega na tym, że wszelkie opracowania przygotowywane przez potencjalnego inwestora (studia wykonalności) np GDDKiA, KZGW, czy inne podmioty zwykle wykazują to co zlecający chce żeby zostało wykazane... Ten mechanizm jest tak głupi, że tylko radykalne uwolnienie się od niego, umożliwi realną, rzetelną ocenę wariantów inwestycji. W przeciwnym razie zawsze wyjdzie tak jak zakłada sobie inwestor kierując się sobie tylko znaną logiką - sądzę, że jest tak w przypadku 75% inwestycji.
Warto również dodać, że o ile infrastruktura drogowa ma swoją agencję odpowiedzialną za przygotowanie inwestycji i eksploatację to żegluga takiej nie ma.
Moim zdaniem postawienie tej sprawy na ostrzu noża, zwrócenie na siebie uwagi, może poprzez zablokowanie pracy promów np. w Karsiborze lub Świnoujsciu - lub innych strategicznych miejscach tak aby ściągnąć nawet chwilową uwagę mediów jest tego warte....
Chyba nie ma innego wyjścia, teraz jest na to czas żeby przynajmniej przygotawać ew. inwestycje, UE daje kasę na rozwój infrastruktury transportowej. UE stawia na rozwój zrównoważony, to jest moment na przewartościowanie tych spraw. Tym bardziej, że może się okazać, że te same pieniądze przeznaczone na skuteczną realizację tych inwestycji może skusi rząd do zmian. Może. Teraz rząd gorączkowo myśli nad "odblokowaniem" możliwości wydania unijnych pieniędzy. Prawda jest smutna - jeśli do 2015(17) nie zostanie stworzony i wdrożony mechanizm to potem będzie bardzo trudno o poważne inwestycje chyba, że coś się nieprzewidywalnego wydarzy np kolejny i głębszy kryzys. Teraz jest czas żeby posłów i senatorów dręczyć pytaniami i co ważniejsze proponowanymi rozwiązaniami. Oni sami na to nie wpadną.
#4 | Adam Reszka dnia 30.01.2009 01:30
Bądźcie uprzejmi przypomnieć sobie Panowie interlokutorzy, co powiedział swemu adwersarzowi w czasie sporu o podstawowy kierunek działania Prezydent Clinton: "Gospodarka przede wszystkim r11; durniu"! Dla Clintona stan gospodarki był priorytetem. Dzięki niej USA było do niedawna stać na wszystko. W ostatnich dniach nasz Premier zaczyna przebąkiwać w kwestiach "kryzys a gospodarka" coś w tym stylu. Gdyby jeszcze zorientował się, na czym powinien polegać lansowany wielokrotnie "zrównoważony rozwój" gospodarki to zauważyłby, że nie wszystkie jej dziedziny włączone są do jakiegokolwiek planowego rozwoju.
Z treścią powyższego artykułu trudno się nie zgodzić, dlatego spróbuję zilustrować go dodatkowo bulwersującymi przykładami jako argumentami.
Początkowo nasi "zieloni" adwersarze r11; pomimo zdecydowanej aprobaty ich działania i finansowego wspierania przez resort środowiska, nie mieli specjalnej siły przebicia. Decydujący zwrot na ich korzyść dający im przewagę administracyjno-prawną, nastąpił w czasie rządów SLD. Wówczas to peeselowski Minister Środowiska i Lasów Państwowych (zwany "leśniczym z Ciechanowa"Wink podsunął do zatwierdzenia ówczesnemu eseldowskiemu premierowi wdrożenie Programu "Natura 2000", bez konsultacji ze specjalistami z innych resortów i bez ich zgody bądź aprobaty. Program ten został zawłaszczony przez kolejnych Ministrów Środowiska i w sposób bezmyślny i szkodliwy dla gospodarki Rzeczypospolitej wdrażany sukcesywnie do dziś. W chwili obecnej 12% powierzchni Kraju jest objęte tym Programem (w Niemczech tylko 5%, w Polsce docelowo 20% - za pieniądze podatnika oczywiście). W najgorszej sytuacji znalazł się resort infrastruktury, któremu liczni ekoadwersarze uniemożliwiają normalne funkcjonowanie w kwestii budowy drogowych arterii przelotowych. W beznadziejnej sytuacji znalazły się śródlądowe drogi wodne żeglowne, całkowicie zawłaszczone przez nawiedzonych pseudospecjalistów do spraw renaturyzacji rzek polskich.
Kiedyś na tych łamach napisałem i teraz to przypomnę: Od ćwierćwiecza utrzymuje się u nas chory system zarządzania zarówno żeglugą jak i zasobami wodnymi, gdzie szkodliwy dualizm władzy uniemożliwia jakiekolwiek porozumienie się kosztem efektywnego działania. Gospodarką wodną kierują ludzie spod znaku "green", dla których dążność do nadania rzekom postaci z XVI wieku stanowi swego rodzaju szkodliwą dla przyszłości Rzeczypospolitej, ortodoksyjną religię. Protestują oni zarówno przeciw budowie Kaskady Dolnej Wisły, jak i autostradom, trasom szybkiego ruchu samochodowego i nowoczesnym mostom. Głośna jest najnowsza sprawa uporczywego oprotestowywania przebiegu międzynarodowej trasy Via Baltica nad korytem Biebrzy z obwodnicą w Sztabinie i estakady nad doliną Rospudy dla obwodnicy w Augustowie, a także Via Hanseatica na trasie Berlin-Królewiec. Niektóre stowarzyszenia "zielonych" ekoterrorystów bezkarnie wymuszają na zamożnych inwestorach wielomilionowe ekoharacze, jak np. warszawskie stowarzyszenie Przyjazne Miasto, będące w rzeczywistości grupą ekospryciarzy, które wymusiło 2 mln zł haraczu za odblokowanie budowy centrum handlowego Arkadia. Ci sami ludzie przykuwali się łańcuchami do bramy budowy Zbiornika Czorsztyńskiego jak i do drzew na trasie autostrady obok Ślęży pod Wrocławiem, a ostatnio przykuwali się do drzew nad Rospudą. Ich ortodoksyjne poglądy i otwarta walka ideologiczna o przyrodę jest ważniejsza, niż działania zmierzające do poprawy poziomu życia prawie 40 mln. obywateli Rzeczypospolitej. Owo fanatyczne stowarzyszenie, które już dawno zatraciło poczucie interesu publicznego, wykorzystując bogaty zestaw aluzyjnych inwektyw w sposób hałaśliwy i arogancki nadal narzuca gospodarce wodnej niszczycielski kierunek działania, utrzymywane jest z aprobatą Ministerstwa Środowiska z zasobów finansowych pochodzących z kieszeni podatników. Wyznawcy tych jednostronnie i uzurpatorsko serwowanych poglądów obsiedli nawet Redakcję Gazety Wyborczej, nie dopuszczając publikacji o zmniejszających bezrobocie korzyściach gospodarczych z otwierania frontu robót publicznych przy drogach lądowych i śródlądowych drogach wodnych, oraz korzyści z budowy zbiorników retencyjnych, wobec powtarzających się lat z suszą hydrologiczną bądź gwałtowną powodzią, o czym na tych łamach wielokrotnie już mówiono.
Całą naszą nadzieję na poprawę tej tragicznej dla żeglugi sytuacji pokładaliśmy w Krajowym Zarządzie Gospodarki Wodnej - pod warunkiem, że w ramach odważnej reorganizacji wewnętrznej utworzy organ zajmujący się wyłącznie śródlądowymi drogami wodnymi. Bo nie oszukujmy się - jest to jedyny skuteczny, proekologiczny sposób na zmniejszenie emisji CO2 na zatłoczonych autostradach. Ale nadzieja ta pozostała tylko nadzieją. KZGW podlega Ministrowi Środowiska, który udzielając 4 marca 2008 r. w Bydgoszczy wywiadu prasowego w kwestiach gospodarki wodnej oznajmił, że dopóki będzie Ministrem Środowiska żaden stopień wodny na Wiśle nie powstanie. Idąc śladem myśli pryncypała, wszyscy jego totumfaccy z przewodniczącymi krajowych komisji gospodarki wodnej włącznie, optują za przegrodą 6 km poniżej SW Włocławek której koszt budowy wyceniono na 350 mln zł, mającą stanowić remedium na wszystkie zagrożenia dla jazu. Znamy takie usiłowania z czasów rządów wiceministra Radosława Gawlika (to ten sam dewiant psychiczny, który się później przykuwał łańcuchem do drzew pod Ślężą w proteście przeciw budowie autostrady), próbującego w sposób bezwstydny i cyniczny zablokować ideę budowy Kaskady Dolnej Wisły, przez podstępne lansowanie wyrównawczego stopnia wodnego nie w Ciechocinku lecz w Nieszawie. Wyjaśnił on otwarcie, że cofka planowanego SW Solec Kujawski nie sięgnie do Nieszawy, co przekreśli sens pociągnięcia KDW w dół. Jak się okazuje, sukcesorem tej genialnej strategii gospodarczej został obecny Minister Środowiska.
Bardzo niebezpieczna dla świadomości społecznej jest uprawiana przez naszych "zielonych" adwersarzy polityka propagandowa, polegająca na znanej powszechnie historycznej niesławnej już pamięci wypowiedzi, że "kłamstwo powtarzane sto razy r11; staje się prawdą". Z głoszenia różnych kłamliwych teorii przyrodniczych przeciwnicy nasi wspierani finansowo przez resort środowiska, egzamin zdali na "celująco". Dysponując odpowiednimi zasobami finansowymi wytwarzają powódź wydawnictw nibyekologicznych, robiąc przysłowiową "wodę z mózgu" nie tylko młodzieży szkolnej, ale też nibymądrym dorosłym, nie licząc niektórych posłów. W tym mają niewątpliwą przewagę nad nami.
Dobrze znana sprawa Rozpudy została prawdopodobnie przegrana, w związku z czym ekoterroryści triumfują. Pojawiła się za to nowa, mało znana afera r11; tym razem mostowa. Została bowiem skutecznie oprotestowana budowa mostu na osi Kwidzyń-Opalenie, na który mieszkańcy Powiśla i Kociewia czekają od 1945 r. Z Kwidzynia do najbliższych przepraw mostowych mają mieszkańcy 50 km do Grudziądza lub 50 km do Knybawy pod Tczewem. Most ten w wersji początkowej za pół miliarda zł zaaprobowany przez ekologów, został zablokowany w tańszej wersji zatwierdzonej przez Ministra Infrastruktury za 170 mln. zł, ponieważ w tym drugim przypadku zachodzi potrzeba wbicia w dno Wisły pali, co może wg "specjalistów" od ekologii zaszkodzić bytującym tam minogom rzecznym (minóg rzeczny, strunowiec o węgorzowatym kształcie, lampetra fluviatilis, dług. 15-50 cm), będącymi pod ścisłą ochroną jako gatunek zagrożony wyginięciem. Przed półwieczem było ich na Dolnej Wiśle takie mnóstwo, że odławiano je wszędzie i konsumowano w zalewie octowej z cebulką. Widywałem często rybaka Jabłońskiego z Tczewa, sprzedającego za grosze bufetowej na parowcu dziesiątki kilogramów minogów. Najwięcej wiraszek-pułapek do których wchodziły minogi, stawiał Jabłoński za tczewskimi filarami mostowymi, bo tam było ich najwięcej. Czemu by zatem szkodziły minogom wbite w dno Wisły pale? Obecnie nikt już ich nie łowi, bo to nieopłacalne i umiejętność ich łowienia poszła w zapomnienie, a do tego trzeba upleść specjalne wiraszki, czego już nikt nie potrafi. Podobno teraz niczym nie zagrożonych minogów jest zatrzęsienie, ale ich obrońcy sądzą inaczej, jakby wywodzili się ze społecznej warstwy o niższej cywilizacji.
To, co się dzieje na naszych rzekach zaliczanych do żeglownych, przekracza przeciętną wyobraźnię. Chwilami zadaję sobie pytanie r11; czy to wszystko jest jakimś szaleństwem, bądź też snem pijanego wariata?

kpt.ż.ś. Adam Reszka
#5 | przylodz dnia 31.01.2009 14:47
Panie Komandorze. Czytając Pańską wypowiedź, miałem wrażenie, jakbym czytał we własnych myślach. Po stokroć Pana popieram! I nikt mi nie zarzuci, że mam w tym jakiś interes. Nie jestem zawodowo związany z żeglugą, lecz jej oddanym entuzjastą. Chciałbym, żeby tej bardzo ważnej dziedzinie gospodarki, przywrócono należną jej rangę, żebyśmy wrócili do normalności! Ekoterroryzm, to taki sam terroryzm, jak każdy inny. Skoro obecnie wydaje się otwartą wojnę terroryzmowi, czemu toleruje się ekoterroryzm?
#6 | Adam Reszka dnia 01.02.2009 15:12
Panie Adamie! Najbardziej bulwersującym jest ostatni przykład blokady budowy mostu przez Wisłę w Korzeniewie km 867, z powodu minogów (sic!). Wiele kłopotów jest też z budową Mostu Północnego w Warszawie. I jak określić naszych miłych skąd innąd adwersarzy, będących w stanie oprotestować każdą inicjatywę komunikacyjną? Czyżby pełnili rolę rodzimych, fanatycznych TALIBÓW, próbujących obezwładnić polski rozwój gospodarczy, posługując się bez ograniczeń Programem "Natura-2000"? Holendrzy już dawno zdelegalizowali u siebie działalność Greenpeace`u, kwestionującego podwyższanie wałów. Być może Najwyższy nasz Decydent ocknie się kiedyś i huknie pięścią w stół!
#7 | przylodz dnia 01.02.2009 18:08
Latem ubiegłego roku popłynąłem z Cigacic w dół Odry, do jej ujścia w Dziwnowie. Bardzo ciekawiły mnie dwie rzeczy: stan przyrody i stan transportu rzecznego. Płynąc w dół Odry, spotkałem na odcinku Od Cigacic do Gryfina tylko dwa zestawy pchane, w tym jeden Odratrans, drugi Pana Szarka. Za to orłów bielików, kani czarnych i rudych, bocianów czarnych, kormoranów, czapli siwych, dzikich gęsi i kaczek, oraz innych nie znanych mi gatunków ptaków, bardzo dużo! Bóbr podpłynął do mojego jachtu na odległość taką, że mogłem mu zrobić zdjęcie bez zoomu. Dziki i sarny podchodziły do rzeki i nic nie robiły sobie z widoku przepływającego jachtu. Przyroda na Odrze kwitnie, mimo że jest to przecież rzeka uregulowana. Widziałem też zniszczoną infrastrukturę odrzańskiej drogi wodnej, w szczególności dotyczy to jej biegu powyżej ujścia Nysy Łużyckiej. Zarośnięte znaki nawigacyjne, czasem wręcz zniszczone. Niewykoszone wały przeciwpowodziowe, zaniedbania widoczne gołym okiem. To nie o przyrodę chodzi. Ona potrafi się dostosować, czasem wręcz nasze, ludzkie działania jej sprzyjają. Ichtiologowie wiedzą, jakie gatunki ryb gromadzą się w pobliżu jazów i innych budowli hydrotechnicznych. Wynika stąd, że jakiejś opcji we władzach zależy na "zaciemnianiu" obrazu rzeczywistego i popularyzowanie tych ekologicznych bzdur, żeby doprowadzić do kompletnej dewastacji wszystkich dróg wodnych w Polsce, a co za tym idzie, doprowadzić do ruiny wszystkich, zawodowo z nich korzystających. Jeśli ta ważna gałąź gospodarki zaniknie, także i my, turyści będziemy musieli pożegnać się z rzeką, chyba, że będziemy pływali poduszkowcami, o ile nie oprotestują tego pływania jacyś ekoterroryści!Angry
#8 | grzegorz dnia 03.02.2009 10:15
A wszystko przez to,że nie mamy ŻADNEJ siły przebicia w administracji państwowej. Jesteśmy zwykłymi sierotami śródlądowymi. Takie moim zdaniem są fakty Panowie. Nawet jedyny, któremu powinno na żegludze śródlądowej zależeć, odkąd został marszałkiem sejmu odwrócił się do nas dupą i jedyne co robi w naszym kierunku to puszcza bąki. Dopóki nie będziemy mieli swoich lobbystów to będzie tylko gorzej.( A mieć ich nie będziemy bo za darmo nikt przecież nic nie zrobi) Bo nikt tych panów nie zmusi do myślenia, a tym bardziej do podejmowania strategicznych i długofalowych decyzji.Przykre ale niestety prawdziwe
#9 | kaczor_g dnia 10.02.2009 21:01
oto news z onetu:
Zdaniem prezydenta Lecha Kaczyńskiego, w Polsce powinno powstać około 50 dodatkowych powiatów. Prezydent przebywał w Wejherowie, gdzie spotkał się m.in. z samorządowcami.
Lech Kaczyński dobrze ocenił polski system samorządowy. - Uprawnienia naszego samorządu i jego swoboda finansowa są duże. Są kraje, w których w istocie na każdą inwestycję wymagana jest zgoda państwa - powiedział.

Zdaniem prezydenta, w Polsce powinno powstać więcej powiatów. Przypomniał, że większość ludzi w naszym kraju żyje w miastach, które liczą po około 30 tys. mieszkańców. - Większej ilości miast nadałbym prawa powiatów - powiedział, dodając, że powinno ich przybyć około 50.

Na spotkaniu z mieszkańcami Wejherowa, które odbyło się przed spotkaniem z samorządowcami, L.Kaczyński nawiązał do problemów polskiej gospodarki morskiej.

- Czy rola Pomorza związana z gospodarką morską już się skończyła? Czy to już, jak niektórzy mówią, sprawy przestarzałe, bo statki produkuje się taniej gdzie indziej, bo porty nie wytrzymują konkurencji na przykład z portami naszych zachodnich sąsiadów? - pytał.

Prezydent przyznał, że w dzisiejszej Polsce "dobrze jest wzmacniać gospodarkę opartą na wiedzy, tworzyć programy komputerowe, systemy laserowe".

Przypomniał, że Pomorze to wiele tysięcy osób, które w różny sposób związane są z morzem. - Ich doświadczenia nie warto tracić. To nasz wielki kapitał - podkreślił.

Prezydent wyraził nadzieję, że przyjdą lepsze czasy dla naszej morskiej gospodarki. - Nie wszystkie procesy gospodarcze muszą być całkowicie spontaniczne - stwierdził.

L. Kaczyński przyjechał do Wejherowa z Pucka, gdzie rano brał udział w obchodach 89. rocznicy zaślubin Polski z morzem."

Moim zdaniem należy zainteresować "rzecznym" problemem Kancelarię Prezydenta - być może zechcą zrobić na tym swój interes, który może zmobilizuje rząd do jakiegokolwiek działania - a przynajmniej tłumaczenia się przed prezydentem
pozdrawiam
#10 | grzegorz dnia 11.02.2009 08:58
Pomysł dobry, tylko czy ktokolwiek w Kancelarii Prezydenta wie, co się kryje za pojęciem:"śródlądowy transport rzeczny"Shock
#11 | kaczor_g dnia 11.02.2009 14:18
pewnie nie wie jak 99,99999 % społeczeństwa
ale prezydent ma może nie bezpośrednie ale pośrednie narzędzia do działań legislacyjnych
wątpię np żeby udało się zebrać 100000 podpisów pod projektem społecznym dot transportu rzecznego i infrastruktury wodnej - natomiast prezydent ma taką możliwość
oczywiście rząd ma większe możliwości realizacji takiej strategii więc należy również pchać to przez rząd lub komisje sejmowe - wszak to one decyduja ostatecznie o kształcie ustaw.
może się udać - warunek jest jeden musi powstać gotowy projekt, nad którym politycy rozpoczną dyskusje - może kiedyś ją skończą. Wydaje się, że resort infrastruktury jest tym zainterresowany. Min Ochrony Środowiska nie bardzo - kryzys to dobry moment na uzasadnienie zmian. Ktoś z rządu wspominał o inwestowaniu w infrastrukturę...
#12 | Pan_Jaworek dnia 12.02.2009 20:51
Grzegorz dnia 11.02.2009
Pomysł dobry, tylko czy ktokolwiek w Kancelarii Prezydenta wie, co się kryje za pojęciem:"śródlądowy transport rzeczny"

Smutne acz prawdziwe.

Dobrych parę lat wstecz Minister Transportu i Gospodarki Morskiej
będąc w Szczecinie na spotkaniu dotyczącym toru wodnego Szczecin - Świnoujście rzekł: "Mówicie że jest wąsko, że tor trzeba modernizować, a ja już parę lat temu jechałem ze Szczecina do Świnoujścia na urlop i wiem, że tam są dwa tory i żadnych mijanek nie ma! ZAWSZE MYŚLAŁEM, ŻE TO KAWAŁ.... Dziś nie jestem tego taki pewien.......
#13 | Mr Broda dnia 21.02.2009 16:33
Na pewnym blogu znalazlem taki oto teks... Wydaje mi sie ze duzo to tlumaczy... mam nadzieje ze Admin mnie nie wyklnie za zamieszczenie go tutaj Wink
Tekst opublikowany 'Wiadomosciach Polskich" ukazujacych sie w Sydney wiele lat temu

"ZYDOWSKA INSTRUKCJA BIERUTA"


Jest to tlumaczenie z jezyka rosyjskiego instrukcji, Boleslawa Bieruta (żyd - prawdziwe nazwisko Rotenschwanz), pierwszego powojennego prezydenta PRL - Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Bierut to przedwojenny agent NKWD.


Ad rem

1. W gmachu ambasady nie należy przyjmować żadnych informatorów terenowych rekrutujących się z krajowców. Spotkanie z tymi ludźmi organizują nasze służby specjalne w miejscach publicznych. Informacje przyjmuje ambasada za pośrednictwem naszych służb specjalnych.

2. Należy szczególnie zadbać o to, aby nie było żadnych kontaktów pomiędzy naszym wojskiem a ludnością cywilną kraju. Niedopuszczalne jest składanie wizyt w domach krajowców przez naszą kadrę oficerską, ani nawiązywanie kontaktów przez naszych żołnierzy szeregowych z miejscowymi kobietami, ludnością lub żołnierzami krajowców.

3. Przyspieszyć likwidację krajowców związanych z KPP, PPS, Walterowców, KZMP AK i BCh i innych ugrupowań, które powstały bez naszej inspiracji. Wykorzystać w tym celu fakt istnienia zbrojnej opozycji.

4. Dopilnować, aby do wszystkich akcji bojowych w pierwszej kolejności kierować żołnierzy, którzy przed wstąpieniem do Armii Kościuszkowskiej przebywali na naszym terytorium. Doprowadzić do ich całkowitej likwidacji.

5. Przyśpieszyć zjednoczenie wszystkich partii w jedną organizację i dopilnować, aby wszystkie kluczowe stanowiska obsadzone były przez ludzi zatwierdzonych przez nasze służby specjalne.

6. Doprowadzić do połączenia całego ruchu młodzieżowego w jedną organizację, a stanowiska od szczebla powiatowego wzwyż obsadzić przez ludzi zatwierdzonych przez nasze służby specjalne. Do czasu zjednoczenia zlikwidować znanych przywódców harcerstwa.

7. Spowodować i dopilnować, aby delegaci wyznaczeni na zjazdy partyjne nie zachowali mandatów na okres kadencji wybranych przez siebie władz partyjnych. W żadnym wypadku delegaci nie mogą zwoływać posiedzeń międzyzakładowych. W razie konieczności zwołania takiego posiedzenia należy wyeliminować ludzi, którzy wykazali się aktywnością w wysuwaniu koncepcji postulatów. Na każdy następny zjazd wybierać nowych kandydatów (ruchowo), tylko wytypowanych przez nasze służby specjalne.

8. Należy zwrócić baczną uwagę na ludzi wyróżniających się zmysłem organizacyjnym, umiejących sobie jednać popularność. Ludzi takich należy pozyskać, a w razie odmowy nie dopuszczać do wyższych stanowisk.

9. Doprowadzić do tego, aby pracownicy na stanowiskach państwowych (z wyjątkiem służb ścigania i pracowników przemysłu wydobywczego) otrzymywali niskie pobory. Dotyczy to w szczególności służby zdrowia, wymiaru sprawiedliwości, oświaty i kierowników różnych szczebli.

10. Do wszystkich organów władzy i większości zakładów pracy wprowadzić ludzi współpracujących z naszymi służbami specjalnymi (bez wiedzy władz krajowych).

11. Należy zwrócić szczególną uwagę, aby prasa krajowców nie podawała sumarycznych ilości rodzajów towarów wysyłanych do naszego kraju. Nie można też również nazwać to handlem. Należy dopilnować, aby prasa krajowa podkreślała ilość towarów wysyłanych przez nas do krajowców, ale wspominała, że to w ramach wymiany handlowej.

12. Wpłynąć na władze krajowców, aby nabywcy ziemi, parceli i gruntów nie otrzymywali aktów własności, a jedynie akty nadania.

13. Ukierunkować politykę w stosunku do rolnictwa indywidualnego tak, aby prowadzenie gospodarstw stało się nieopłacalne, a wydajność jak najmniejsza. W następnej kolejności przystąpić do kolektywizacji wsi. W razie wystąpienia silniejszej opozycji należy zmniejszyć dostawy środków produkcji dla wsi i zwiększyć powinność wobec państwa. Jeżeli to nie pomoże, spowodować, aby rolnictwo nie dawało pełnego pokrycia potrzeb żywnościowych kraju i oprzeć wyżywienie na imporcie.

14. Spowodować, aby wszystkie zarządzenia i akty prawne, gospodarcze, organizacyjne (z wyjątkiem wojskowych) nie były precyzyjne.

15. Spowodować, aby dla każdej sprawy powoływano kilka komisji, urzędów, instytucji społecznych, ale żadna z nich nie powinna mieć prawa podejmowania ostatecznej decyzji bez konsultacji z pozostałymi (nie dotyczy przemysłu wydobywczego).

16. Samorządy w zakładach pracy nie mogą mieć żadnego wpływu na kierunek działania przedsiębiorstw. Mogą się zajmować jedynie sposobem wykonywania zleconych zadań.

17. Związki zawodowe nie mogą mieć możliwości sprzeciwu wobec poleceń dyrekcji. Obciążyć związki inną pracą, jak organizowanie wczasów, zaopatrzenia, działalności rozrywkowej i oświatowej, wycieczki oraz rozprowadzanie atrakcyjnych towarów, potwierdzanie opinii i decyzji władz politycznych.

18. Należy spowodować, aby awansowano tylko tych pracowników i kierowników, którzy wzorowo wykonują przydzielone im zadania i nie wykazują skłonności do analizowania spraw wychodzących poza te działania.

19. Krajowcom na stanowiskach partyjnych, państwowych i gospodarczych należy stworzyć warunki do działań, które będą kompromitować ich w oczach podwładnych i zamykać im powrót do środowisk, z których pochodzą.

20. Kadrze oficerskiej rekrutującej się z krajowców można powierzać odpowiednie stanowiska pod warunkiem, że są tam już nasze służby specjalne.

21. Otoczyć szczególnym nadzorem ilości amunicji do wszystkich rodzajów broni, z każdego arsenału akcyjnego i ćwiczeń w ostrym strzelaniu prowadzić swoiste rozliczenia.

22. Objąć szczególnym nadzorem wszelkie laboratoria i instytucje naukowo-badawcze.

23. Należy zwrócić szczególną uwagę na ruch racjonalizatorski i wynalazczy, rozwijać go i popierać, ale wszystkie odkrycia dokładnie rejestrować i zapisem przekazywać do centrali. Dopuszczać do realizacji tylko te wynalazki, które przydatne są w przemyśle wydobywczym, wstępnej obróbki i określone w specjalnej instrukcji. Nie mogą być realizowane te odkrycia, które mogłyby doprowadzić do wzrostu produkcji kosztem ograniczenia wydobycia surowców lub zaniechania zalecanych działań. W wypadku głośnych odkryć spowodować ich sprzedanie za granicę. Nie dopuszczać do publikacji zawierających wartości i opisy wynalazków.

24. Spowodować zakłócenia w punktualności transportów (z wyjątkiem transportu określonego w instrukcji NK 552-46).

25. Inspirować zwoływanie narad środowiskowych i problemowych, zbierać stawiane tam wnioski i propozycje, rejestrować wnioskodawców, a realizować linię określoną w instrukcjach.

26. Spopularyzować wywiady z ludźmi pracy na aktualne tematy produkcyjne, w których zawarta jest krytyka przeszłości lub lokalnego bałaganu, ale nie doprowadzać do likwidacji przyczyn krytykowanych zjawisk.

27. Wystąpienia publiczne władz krajowców mogą zawierać akcenty narodowe i historyczne, ale nie mogą prowadzić do zjednoczenia ducha narodu.

28. Zwrócić baczną uwagę, czy w odbudowywanych i nowych większych miastach i osiedlach nie budowano ujęć wodnych niezależnych od głównej sieci wodociągowej. Stare ujęcia wodne i studnie uliczne systematycznie likwidować.

29. Przy odbudowie i rozbudowie przemysłu dopilnować, aby ścieki przemysłowe spływały do rzek mogących stanowić rezerwaty wody pitnej.

30. Mieszkania w nowych osiedlach i odbudowywanych miastach nie mogą zawierać dodatkowych pomieszczeń pozwalających na hodowlę inwentarza lub gromadzenie żywności na dłużej i w większych ilościach.

31. Spowodować, aby prywatne przedsiębiorstwa i rzemieślnicy otrzymywali surowce i urządzenia nie pozwalające na produkcję artykułów dobrej jakości, a ceny tych produktów powinny być wyższe od podobnych wytwarzanych przez państwo.

32. Doprowadzić do maksymalnej rozbudowy administracji biurowej wszystkich stopni. Można dopuszczać krytykę działalności administracyjnej, ale nie wolno pozwolić na jej zmniejszenie ani sprawną pracę.

33. Należy dopilnować wszystkich planów produkcyjnych w przemysłach wydobywczych i w działach określonych odpowiednimi instrukcjami i nie wolno dopuścić do wykonania zaopatrzenia rynku krajowego.

34. Szczególnej obserwacji poddać Kościół i tak ukierunkować działalność oświatowo-wychowawczą, aby wzbudzić powszechny wstręt do tej instytucji. Objąć baczną uwagą i kontrolą kościelne drukarnie, biblioteki, archiwa, kazania, kolędowania, treści nauk religijnych oraz obrzędy pogrzebowe.

35. W szkolnictwie podstawowym, zawodowym, a w szczególności w szkołach średnich i wyższych doprowadzić do usunięcia nauczycieli cieszących się powszechnym autorytetem i uznaniem. Na ich miejsce wprowadzić ludzi mianowanych. Doprowadzić do zerwania korelacji między przedmiotami, do ograniczenia wydawania materiałów źródłowych, do usunięcia ze szkół średnich łaciny, greki, filozofii ogólnej, logiki i genetyki. W historii nie można podawać, co który władca chciał zrobić lub zrobił dla kraju, trzeba natomiast ukazywać tyranię królów oraz walki uciemiężonego ludu.

W szkolnictwie zawodowym doprowadzić do wąskich specjalizacji.

36. Inspirować organizowanie imprez państwowych związanych z walką krajowców z zaborcami (z wyjątkiem zaboru rosyjskiego), szczególnie z Niemcami i walki o socjalizm.

37. W publikacjach krajowych nie dopuszczać opracowań traktujących o krajowcach przebywających w naszym państwie do rewolucji i w czasie II wojny światowej.

38. W razie powstania organizacji popierającej sojusz z naszym państwem, ale zmierzającej do kontroli działalności gospodarczej oficjalnych władz kraju, należy natychmiast podjąć działalność (niezależnie od władz kraju) obciążając te organizacje tendencjami nacjonalistycznymi i szowinistycznymi. Formy działalności: burzenie naszych pomników i cmentarzy, publikowanie ulotek wyszydzających nasz naród, naszą kulturę, sens zawartych układów. Do prac propagandowych angażować krajowców i wykorzystywać istniejącą nienawiść do nas.

39. Zadbać o budowę i rozbudowę mostów, dróg i licznych połączeń, aby w razie konieczności interwencji wojskowej można było szybko i z każdej strony dotrzeć do punktu oporu lub koncentracji sił opozycji.

40. Pilnować, aby aresztowano przeciwników politycznych. Rozpracować przeciwników z autorytetem wśród krajowców. Likwidować w drodze tzw. zajść sytuacyjnych przypadkowych, zanim staną się głośnymi lub aresztować ich wcześniej za wykroczenia kryminalne.

41. Nie dopuszczać do rehabilitacji osób skazanych w procesach politycznych. W razie konieczności rehabilitacji można ją przeprowadzić tylko pod warunkiem, że sprawa będzie uznana za pomyłkę sądową, bez wszczynania dochodzenia i stawiania przed sądem winnych pomyłki (sędziów, świadków, oskarżycieli, informatorów).

42. Nie wolno stawiać przed sądem ludzi na stanowiskach kierowniczych obsadzonych przez partię, którzy swą działalnością spowodowali straty lub wywołali niezadowolenie podwładnych. W sytuacjach drastycznych należy ich odwołać ze stanowiska i przenieść do innych miejscowości na stanowiska równorzędne lub wyższe. W skrajnych sytuacjach ulokować na stanowiskach niekierowniczych i traktować jako rezerwę kadrową do późniejszej wymiany.

43. Ogłaszać publicznie procesy ludzi ze stanowisk kierowniczych (wojsko, ministerstwa, główne zarządy, szkolnictwo) oskarżonych o działalność przeciwko ludowi, przeciwko socjalizmowi, przeciwko industrializacji. Będzie to mobilizować czujność mas pracujących.

44. Dbać o wymianę ludzi na stanowiskach roboczych przez dopuszczenie do tych funkcji ludzi z awansów, mających najniższe kwalifikacje.

45. Spowodować napływ do szkół wyższych ludzi pochodzących z najniższych grup społecznych, którzy nie wykazują zainteresowań zawodowych, a tylko chęć zdobycia dyplomu.

Scisle tajne Moskwa, 2.VI.1947r. K.AA/OC 113

INSTRUKCJA NK/003/47

Jak wiele tego widać dzisiaj?
#14 | koj dnia 23.02.2009 15:06
Niestety tow.Bierut wiecznie żywy...

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.

Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Świetne! Świetne! 100% [4 głosy]
Bardzo dobre Bardzo dobre 0% [0 głosów]
Dobre Dobre 0% [0 głosów]
Średnie Średnie 0% [0 głosów]
Słabe Słabe 0% [0 głosów]
  PRchecker.info Free counters!