Album Wł. StypczyńskiegoDrukuj

Album Władka Stypczyńskiego


Podczas przeglądania starych fotografii doszłem do wniosku, że cóż nam po fotografiach, które leżą gdzieś w albumach głęboko schowanych i oglądanych raz na kilka lat. Stąd narodził się nie nowy zresztą pomysł stworzenia swoistej galerii, która byłaby przypisana tylko jednej osobie lub jednemu tematowi, związanemu wyłącznie ze środowiskiem wodniackim. Pewności na ten pomysł nabrałem oglądając film dokumentalny przedstawiony przez TVP 3 Opole z cyklu ,, Ginące zawody”. A o czym był ? Oczywiście o zawodzie marynarza żeglugi śródladowej pt. ,,Kapitan”. Skoro media zaczynają zauważać że jesteśmy na ,,wymarciu” to trzeba się przed tym bronić. Może metoda pokazywania starych dokumentów jakimi są fotografie przekona media , że zawód marynarza to nie zanikająca profesja szewca, kowala czy też innych rzemieślniczych fachów.

Wynaleziona 170 lat temu fotografia pozwala zarejestrować upływający czas.

Ludzie uwieczniali na fotografiach najważniejsze chwile swojego życia i swoich najbliższych.

Przeglądając pożółkłe zdjęcia w rodzinnych albumach, spoglądamy w twarze osób, które odeszły - jest to moment, w którym przeżywamy fascynację chwili zatrzymanej w kadrze, fascynację zatrzymania czasu.

Fotografia chociaż ma w sobie siłę zatrzymywania czasu, może ten czas również w różnoraki sposób interpretować. Problem wieloznaczności fotografii, tak bardzo już wyeksploatowany wraca w każdej prezentacji. Dla tego też namówiłem Pana Władka Stypczyńskiego , aby przekazał młodszemu pokoleniu namiastkę obrazu dawnych lat jaką jest zarejestrowany aparetem fotograficznym fragment jego życia. Nazwisko w światku wodniaków odrzańskich mówi samo za siebie. Przytoczę tylko skrótowo historię jego kariery zawodowej.

Rozpoczął pracę w Żegludze na Odrze 5 marca 1952 roku. Rozpoczął pływanie na Ż - 6464 jako marynarz i po miesiącu ( niewiarygodnie szybko) już jako bosman. W grudniu 1952 r. zaokrętował się na h.p. ,,Zielona Góra” ,na której pływał do marca 1954 r. Następnie przeszedł na h.p. ,,Swarożyc” gdzie do maja 1954 r. pływał jako sternik. Od roku 1954 do 1956 przerwa w pływaniu – służba wojskowa.16 listopada przejął kapitaństwo na h.p. ,, Kędzierzyn”. Następnym krokiem w karierze było dowodzenie od 01.czerwca.1959 do 31. sierpnia 1959 r. statkiem szkolnym ,, Małgorzata Fornalska” . Od 30 września 1959 r dowodził na h.p. ,,Karkonosze” do jesieni 1960 r. na przełomie lat 1960 – 1961 pływał na Barce Motorowej – 5017 .

Na BM – 5033 przepływał od sierpnia 1961 r do października 1965 r. Następną barką motorową była BM – 5044 na której przepływał do grudnia 1969. W marcu 1970 r. objął z nowej budowy BM – 5524 i pływał na niej do sierpnia 1974 r.

Kolejną jednostką był Tur O-63 , na którym przebywał od października do listopada 1974 r.

Od grudnia 1974 do lutego 1978 znowu dowodził BM – 5524. Kolejną jednostką był Tur_53 w czasie od kwietnia do sierpnia 1978 r. Krótko , bo od końca sierpnia do grudnia 1978 pływał na Biz. O – 101. Kolejne statki to BM – 5199 od marca 1979 do marca 1980 r, BM – 5516 od marca 1980 do końca grudnia 1985 r, BM – 5091 kwiecień 1986, i z powrotem na BM – 5524 od maja 1986 do grudnia 1990r.

Kolejnym etapem była praca raczej stacjonarna – na pchaczach manewrowych w Berlinie czyli Tur O-81 od stycznia 1991 do kwietnia 1991, Bizon O-146 od maja 1991 do stycznia 1992 r, i ostatnią jednostką był Renifer O-2 , na którym przebywał od lutego 1992 r. do marca 1997 r. W tym też roku przeszedł na emeryturę. Jak widać przeszedł w swojej karierze zawodowej staż na prawie wszystkich typach statków Żeglugi na Odrze. Spod ,,jego ręki” wyszło sporo naprawdę dobrych fachowców. Mowiło się że kto przeszedł staż u kpt. Stypczyńskiego przyjmowany był na inne jednostki z zamkniętymi oczami.

Na marginesie chciałbym dodać ciekawą historię pierwszego rejsu szkoleniowego - ,, Małgorzaty Fornalskiej” Historię tę wyciągnęłem od Edzika Golińskiego, który miał zaszczyt rejs ten właśnie odbyć.

,, Małgorzata Fornalska” trafiła do Szkoły jako statek-świetlica propagandowa. Miała dwa duże kryte pomieszczenia w miejscu ładowni. W latach 1956 – 1957 została przebudowana tak, aby mogła spełniać minimalne wymogi socjalne i sanitarne . Została sposobem gospodarczym przebudowana jedna częć świetlicy na kajuty praktykanckie, dobudowane zostały ozdobne jakby falochrony burtowe i wysoki mostek przy sterówce. Została też pomalowana na biało . Farba była zakupiona z funduszy pochodzących za sprzedaży złomu, który przyszli adepci marynarskiego fachu zbierali pieczołowicie na stoczni Odra.

Pierwszy rejs praktykancki miał się odbyć w 1957 r. do Poznania z okazji Targów Poznańskich. Pech rozpoczął się już pod Wrocławiem – na km 296 swierdzono że statek nie posiada śruby. Urwała się i koniec z jazdą. Za pomocą holownika została przeprowadzona na stocznię Odra. Tam po długich poszukiwaniach znaleziono śrubę, która jako tako pasowała do piasty. Nikt w tym czasie nie przejmował się skokiem, ważne że była. Trwało to kilka dni, tak że rejs do Poznania nie miał już sensu. Wybrano kierunek – Gdańsk. Ponieważ ze śrubą było coś nie tak jak należy mechanik p. Szafran wymyślił, żeby włanymi siłami zdjąć śrubę i w niedalekiej osadzie u miejscowego kowala ,,podrychtować” ją..Ponieważ była to pora wczesno letnia, woda, a miało to miejsce gdzieś na Noteci była jeszcze zimnawa. Kpt. Jerzy Popiel zorganizował dwie butelki wódki i wydawał każdemy wychodzącemu z wody po kielichu, jako środek zapobiegawczy przecwko przeziębieniu. Fakt ten spowodował że kolejka chętnych do pracy w wodzie była dość długa. Niestety nie udało się całkowicie zdjąć śruby – stanął na przeszkodzie wspornik steru, który blokował jej ściągnięcie . Wobec powyższego założono ją z powrotem na piastę i kontynuowano rejs. Pod Gdańskiem silnik nagle dostał wysokich obrotów co zwiastowało tylko jedną nowinę – brak śruby. Przy pomocy holownika dostawiono statek do miejsca postoju. Praktykanci zostali zwolnieni do domu a następny turnus przyjechał do Gdańska koleją. Podczas oględzin rufowej części podwodnej nurek odnalazł śrubę , która jakby zakpiła z chęci przeróbek u kowala , odkręciła się, zeszła z piasty i ułożła się bezpiecznie na podporze steru. Skoro śruba się znalazła – założono ją prawidłowo ale już na stoczni i dalsza część rejsu praktykanckiego odbyła się już bez przygód.

W rejsie tym kucharzyła na statku mama kpt. Popiela. Zbieżność nazwisk – ministrem żeglugi był również p. Popiel - umożliwiła załatwienie ze szkoły morskiej dla praktykantów białych mudurów drelichowych.

I takie to ciekawe historie można usłyszeć od ,,starszych braci w fachu”.

Mam już zaklepane rozmowki ze Stasiem Kowalikiem, załogantem BP-52, która pływała jako statek szkolny. To dopiero będzie smaczek.

Janusz Fąfara



#1 | Sylwester dnia 17.05.2009 20:11
Pan Władek w "ŻnO" to był KTOŚ.Miałęm okazję współpracować z nim ,gdy pracował na R-2 w Berlinie.Zawsze solidny i kompetentny.Gdy przyszedłem do TŻŚ-u "Małgorzata Fornalska" kończyła swój żywot na postoju powyżej śluzy Zacisze,a pocięta została na złom na lewym brzegu Odry naprzeciw wejścia do Portu Miejskiego.Dopiero teraz dowiedziałem się ,że mój były wychowawca ,niezapomniany Marian Szwarc też pracował pod kierownictwem pana Władka.Dużo zdrowia i spokojnej ,jak najdłuższej emerytury panie Władku!
#2 | 123456 dnia 09.04.2010 21:22
Serwus Władziu. Z przyjenmością oglądnąłen Twój zbiór fotografi, a tym bardziej że ja nie mam tych wszystkich na których obiektach razem pływaliśmy. Chociażby zdjęcie z Kędierzyna na którym jest mechanik "Biała Gęś " z żonę , oczywiscie ja i moja żona,oraz częśc załogi,której nazwisk nie przypominam sobie.Dziękuję Ci za umieszczenie ich, gdyż obecni łodziarze jeżeli jeszcze tacy są niewatpliwie nie zbyt kojarzą sobie jak tabor żeglugi wygładał przed laty.
Z rozrzewnieniem niejednokrotnie staję nad brzegiem Odry w myślach wspominając naszą pracę, naszą młodośc.
Cześc trzymaj się Albin
#3 | 123456 dnia 10.04.2010 08:40
Dla wyjaśnienia dlaczego mechanika nazwałem Biała Gęś. Faktycznie nazywał się Sieracki, ale że nie gardził mocnymi trunkami ,w stanie pomroczności widział nie białe myszki, a właśnie białe gęsi i ztego powodu znany był pod psełdonimem Biała Gęś. Na tyle wyjasnienia. Albin
#4 | mjwrzosek dnia 10.04.2010 20:30
W latach /1967-72/ kiedy pracowałem w PP. Żegluga na Odrze we Wrocławiu poznałem p. Władysława Stypczyńskiego był kapitanem chyba BM 5044.Z galerii p.Władka znałem p. Adamusa też kapitana BM ki .Trochę lepiej poznałem p.Stasia Ścigałę /myślę ,że to ta sama osoba/ był moim sąsiadem na zimowisku Osobowice.Pamiętam p. Ścigałę jako fajnego kompana bardzo wesołego i ciepłego człowieka, który na bieżąco mówił wierszem albo rymem , anegdotami sypał jak z" rękawa".Do dziś pamiętam jego niektóre powiedzenia i nieraz zmyślone opowieści.

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.

Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Świetne! Świetne! 100% [2 głosy]
Bardzo dobre Bardzo dobre 0% [0 głosów]
Dobre Dobre 0% [0 głosów]
Średnie Średnie 0% [0 głosów]
Słabe Słabe 0% [0 głosów]
  PRchecker.info Free counters!