Trochę o dziewczynach...3Drukuj

Niewątpliwie ciekawym był przypadek Sławka w Vancouwer, w Kanadzie. Sławek był babiarzem nie z tej ziemi (z Polski). To pewnie o nim mówiło, poniekąd wytarte powiedzonko, że marynarz w każdym porcie ma żonę. Vancouwer było dla niego miastem, w którym przestał źle mówić o prostytutkach.
Zaczęło się prozaicznie, jak zawsze w takich przypadkach. Knajpa, barek, parę drinków, prostytutka, ustalenie ceny, hotel. To była kobieta w wieku około 30 lat. Ładna, jak większość prostytutek na świecie. Nim zaczęli się kochać, Sławek pieścił ją i całował całą, od stóp do głów, potem znowu i znowu. Tuliła go do siebie, dłońmi pieściła jego włosy, całowała w usta (co się im rzadko zdarza - prostytutkom). Później się kochali a potem jeszcze Sławek ja znowu całą całował. Rano odwiozła go taksówką na statek, zapłaciła za nią, nie biorąc za noc ani grosza, wycałowała go. Widział przez szybę w drzwiach samochodu, jak płakała odjeżdżając. I o co tu chodzi? Przecież to prostytutka. Kochanie się to jej zawód. Nikt nigdy później przy Sławku nie mógł powiedzieć złego słowa o płatnych dziewczynach, nie narażając się na jego tęgi opieprz. Sam też przestał się łajdaczyć po portach. I czy to wszystko nie jest dziwne?


Ta historia zaczęła się w Suezie. Dosłano nam motorzystę z Polski, który tam wszedł na pokład. Wysportowany, opalony trzydziestolatek. Statek był angielskim drobnicowcem i wieźliśmy na nim 20 tys ton zboża do Bombaju w Indiach. Po pierwszych plotkach przywiezionych z kraju, chłop się rozgadał i plótł takie androny, że w mesie już na drugi dzień przestano wierzyć w to co mówi. Słuchaliśmy jednak wszyscy jego opowiadań o sobie, bo opowiadał ciekawie i dowcipnie. Nikt poważnie nie traktował tego ale i nie opuszczał przerw na kawę, ani wieczornych przesiadywań ze względu na niego. Michał przekonany, że załoga święcie wierzy w każde jego słowo, przechodził samego siebie. Gdy już byliśmy na Morzu Czerwonym zaprosił mnie do kabiny na piwo, mówiąc, że właśnie posprzątał. Przyjąłem zaproszenie i po kolacji zapukałem do jego drzwi. Żeby je otworzyć Michał odsunął swoje jeszcze nie rozpakowane torby. W kabinie panował taki nieporządek jakiego nie widziałem nigdy u nikogo wcześniej. Wtedy zdałem sobie sprawę, że facet jest chyba stuknięty. Mówił wcześniej o sprzątaniu...Rozmowa nie kleiła się za bardzo więc po wypiciu dwóch butelek piwa, zmyłem się do siebie. Nikomu nie mówiłem co widziałem u Michała bo kogo może obchodzić czyjś chlew w kabinie. Następnego dnia wieczorem, w mesie Michał zaczął mówić, jak trafił do Legii Cudzoziemskiej, jak spędził w niej cztery lata i jak dochrapał się stopnia sierżanta. Rzucił na glebę tą opowieścią wszystkich. Do samego Bombaju (dzisiaj Mumbaj), każdego wieczora snuł wspomnenia aż do późnej nocy o trudach służby w Birmie. Twierdził, że zna doskonale francuski, że był odznaczony za walkę itp. Opowiadał jak ze swymi żołnierzami wycinał niedaleko garnizonu zagajnik bambusowy, żeby zrobić tam boisko do piłki nożnej, jak po służbie tam grywali a czasem nawet strzelali do podchodzących wieczorami tygrysów. Kiedy weszliśmy do Bombaju, Michał pierwszej nocy zniknął. Dwa dni później przyjechała na statek policja z informacją, że został aresztowany, za to, że kochał się z Hinduską w biały dzień, w miejscu publicznym, mianowicie w parku. Ponieważ w Indiach było to karane, czekała go rozprawa sądowa i wyrok. Rozprawa miała się odbyć nazajutrz więc gromadnie poszliśmy do sądu zobaczyć tę rozprawę i chociaż duchowo wesprzeć Michała. Dostał adwokata z urzędu ale podobno (dowiedzieliśmy się o tym już na sali sądowej) postanowił bronić się sam. W jakim języku? - zastanawialiśmy się trochę złośliwie. Rozpoczęła się rozprawa i oniemieliśmy z zaskoczenia. Michał tak biegle mówił po francusku, że na prośbę sędziego, co jakiś czas przechodził na angielski. Zgłupieliśmy dosłownie z wrażenia. Gdy się okazało, że sąd wyznaczył mu tylko karę pieniężną i to w dodatku niewielką (300 dolarów amerykańskich), którą natychmiast uiścił, przed sądem zgotowaliśmy mu owację. Niczego nie rozumieliśmy z przewodu sądowego bo był po francusku. Nie wiedzieliśmy więc co tak poruszyło sąd, że go wypuszczono. Na sali siedziała też kobieta, z która popełnil ten zakazany czyn. Jej nie aresztowano. Michał nie wrócił tego dnia z nami na statek. Zabrał swoją Hinduskę i pojechali do Hotelu. Gdy wracałem do domu, po dwóch miesiącach od momentu poznania Michała, na statku nikt nawet nie wątpił już w to co mówił o sobie. A ta Hinduska? Przyjeżdżała do niego na statek każdego dnia, przez cały dwutygodniowy postój w Bombaju. Są rzeczy, które nie śniły się nawet mędrcom. Naprawdę.


Staszek Szczepański.
#1 | 5 dnia 09.10.2007 22:31
Znam Szczepana ponad 37 lat.
Od dziecka był "bajerantem".W TŻŚ-iu zaprzyjaźniliśmy się od pierwszego wejrzenia.Ma fotograficzą pamięć i potrafi dosłownie opowiedzić co robiliśmy 35 lat temu na lekcji, np. historii.
Kiedyś powiedziałem mu : - napisz książkę - oczywiście nie posluchał mnie wtedy i ... napisał jedną, drugą, trzecią i teraz prezentuje nam fragmenty nastąpnego wydania.Szczepan zawsze był "bajerantem"....
Kochani! Wracaj z tej dzikiej Afryki jak najszybciej z nowymi opowieściami.
Kiniol Cool
#2 | Janusz Tyburcy dnia 09.10.2007 23:31
Józku- niech i będzie nasz Szczepan bajerantem, ale wnosi nam radość i przyjemność w czytaniu Jego opowiadań i wspomnień.Trochę rozrywki, też nam się należy, nie tylko wiedza z powagą napisana. GrinGrinGrin
#3 | Szczepan dnia 10.10.2007 04:12
Drogi Januszu,nic nie zrozumiałeś z tego co pisze Kiniol (Skipper).Byłem w/g niego i jestem "bajerantem" bo powiedziałem mu,że nie napiszę książki a napisałem. W moich opowiadaniach nie ma niestety a może właśnie stety (jak sam kiedyś napisałeś) ani krzty tzw. bajeru.A o reszcie czyli,że się wszystkim należy trochę rozrywki, rzecz jasna, masz świętą rację. Pozdrawiam S.

Ps.SadKiniol mi przypomniał,że znamy się i przyjaźnimy ponad 37 lat. Boszszszsz przecież połowa Polaków tyle nawet nie żyje na świecie.S.
#4 | Piotrek1471 dnia 25.10.2007 02:39
Witam-a jaTobie Szczepan dziękuję za wspaniałe teksty,i choc tylko oczami wyobraźni mogę być w miejscach i portach,ktore odwiedziłes,to taki opisowy-sugestywny sposób przedstawiania zdarzeń bardzo mi to ułatwia.Bardzo chętnie poczytał bym o Twoich życiowych przygodach i przejściach.Domyślam się tylko że część z nich zawarłeś w swojej książce.Może to trochę niegrzeczne ale niestety nie znam żadnego tytułu-i tu prośbaPfftodajcie mi proszę tytuły książek autorstwa Szczepana.Może w dobie internetu uda mi się znaleźć w księgarniach jakieś egzemplarze.
forumowiczów i" łodziarzy" serdeczniepozdrawiam
Mietek
#5 | Szczepan dnia 25.10.2007 18:25
Dzięki Piotrek 1471 za miłe słowa. Książkę "Od rzek po oceany" możesz np.zamówić w wydawnictwie "Latarnik" (www.latarnik.com.pl).Niższa cena niż w księgarni a i dostarczą Ci ją do domu. Pozdrawiam S.

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.

Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
  PRchecker.info Free counters!