Nauczyciel Kolega...Drukuj

Nauczyciel Kolega...

Był rok I965, pierwszy września. W szkole przy ulicy Brucknera I0 zaczęliśmy naukę w pierwszej klasie nowo otwartej zawodówki żeglugi śródlądowej. Program nauczania przewidywał też jeszcze naukę o kotłach i maszynach parowych. Naszymi wykładowcami byli ludzie ze świata żeglugi śródlądowej, biur konstrukcyjnych, stoczni. Wśród nich był oczywiście też Pan Profesor Marian Kosicki. Na swoich wykładach mówił dużo o żegludze, tej z lat minionych i tej, w której mieliśmy zaistnieć jako nowi fachowcy. Jego wykłady były bardzo interesujące, gdyż jako znawca tematyki i odpowiednio dobrana forma przekazu trafiała do nas bez żadnych problemów. Mawiał; ten materiał przewiduje program nauczania i muszę wam go przekazać, wiem jednak co będzie wam bardziej przydatne i to wam przekażę mimo że jest to poza programem. Tak mówił i tak robił. Wiedza, którą nam przekazywał w zawodówce a później w Technikum na Wydziale Zaocznym została w głowie do dnia dzisiejszego. W czasie mojej pracy w Żegludze na Odrze często spotykaliśmy się z Panem Kosickim na szkoleniach i kursach zawodowych. W tych kontaktach procentowały lata wcześniejsze, był to nasz nauczyciel ze szkoły.

W trakcie kilkuletniej mojej przerwy w pływaniu, spotykaliśmy się z Panem Marianem na niwie zawodowej nieco innej jak żegluga, ale ściśle z nią powiązaną a mianowicie przy pracach hydrotechnicznych. Jestem instruktorem płetwonurkowania, a zatem mam odpowiednią wiedzę, przygotowanie i uprawnienia do wykonywania prac podwodnych. Spotykaliśmy się często, gdyż Pan Marian prowadził firmę INTERPAN a ta wykonywała prace hydrotechniczne. Pracowaliśmy z sobą dużo na Odrze skanalizowanej i na Kanale Gliwickim, w Porcie Koźle i na różnych przepustach wodnych, na śluzach i na ujęciach wody
pitnej.

Po kilkuletniej przerwie w żegludze śródlądowej wróciłem do zawodu marynarza za sprawą rosnącego zainteresowania rynku przewozami ładunków ponad gabarytowych. Zauważyłem, że rozwijająca się prężnie nasza żegluga w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych teraz idzie w kierunku przeciwnym, idzie ku zagładzie. Nasze szkolnictwo zawodowe traktowane było jako fabryka bezrobotnych, wszystko się zmieniło i to na gorsze. Postanowiłem coś robić. Jako armator starałem się ożywiać rynek żeglugowy, zacząłem działać w kierunku ratowania T.Ż.Ś. we Wrocławiu.

Wtedy to też dowiedziałem się o Bractwie Mokrego Pokładu i działającej tam grupie ludzi, obrońców zamykanej szkoły i niszczonej naszej żeglugi śródlądowej. W tej grupie prężnie działał Pan Marian Kosicki już emeryt. Wykonywałem do Pana Mariana dużo telefonów, radziłem się czy dobrą obieram politykę w rozmowach o żegludze i szkole. Oceniał, radził, podpowiadał, pomagał. Pewnego razu zadzwoniłem do Pana Mariana z wiadomością, że wice prezydent Wrocławia Pan Obrębski wyznaczył mi na jutro termin spotkania na rozmowy w sprawie naszej szkoły. Dzwoniłem ze Szczecina do Opola, spotkanie jutro o jedenastej. Na dobrą sprawę byłem nieprzygotowany do rozmów na takim szczeblu. Poprosiłem Pana Mariana o pomoc. Może uda się zebrać grupę fachowców z naszej branży, może należy wystąpić mocną grupą. Tak się stało, następnego dnia o godzinie jedenastej czekaliśmy na spotkanie z Panem Prezydentem dziesięcioosobową grupą. Każdy z nas był specjalistą od innego tematu, ale związanego z żeglugą i naszymi szkołami.

Nie doszło jednak do spotkania całej grupy z naszym zaplanowanym rozmówcą. Na drodze stanął sekretarz Pana Prezydenta. W spotkaniu i rozmowach pozwolono uczestniczyć tylko mnie a moi zacni Koledzy zgodzili się zaczekać na korytarzu. Po rozmowach z Panem Prezydentem zdałem oczekującym Kolegom relację z rozmów. Zrodziła się nadzieja na pozytywne załatwienie sprawy szkoły. Zaczęliśmy działać.
Pływając po naszych rzekach rozmyślałem, planowałem i ze swoimi pomysłami zwracałem się głównie do Pana Mariana o opinie w tych sprawach. Był anielsko cierpliwy, wyrozumiały i pomocny. Wykonywałem do Niego dziesiątki telefonów. W jednym z nich, a było to tuż przed ostatnim Zjazdem Absolwentów usłyszałem z Jego strony wyrzut: nie mów do mnie Panie Marianie...
Od tej pory byliśmy kolegami.

Na ostatnim Zjeździe mówił o sprawach żeglugi, o sprawach Szkoły, wymienił nawet moje nazwisko jako inicjatora ratowania T.Ż.Ś. ale przez wrodzoną skromność nie powiedział o sobie, o swoim wkładzie w to dzieło.

Takim był Nauczyciel Marian Kosicki, Pan Kosicki, Pan Marian, Marian.

Kapitanie Marianie Kosicki - spokojnych wiatrów.

Twój młodszy kolega Czesław Szarek.


Brak komentarzy. Może czas dodać swój?

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.

Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
  PRchecker.info Free counters!