10 lat po Wielkiej Wodzie 1997Drukuj

Okrągła rocznica powodzi stulecia w dorzeczu Odry sprowokowała mnie do napisania kilku refleksji i odniesienia sie w ten sposób do innych rozpraw "pasożytujących" na tej tragedii. Przez te dziesięć lat w pełnych "zielonego zadęcia" artykułach można było przeczytać, że to regulacja rzeki i uczynienie jej żeglowną trasą transportową sprawiło, że doszło do tragedii lipca 1997....

Z całym szacunkiem dla autorów takich "rewelacji", którym nie można odmówić wiedzy z zakresu biologii, botaniki, geografii i historii pozwolę sobie na wyrażenie opinii, iż ta wiedza jest kompletnie nieprzydatna w ustaleniu przyczyn wielkiej powodzi, a ściślej przewidywania jej przebiegu i skutków. Tak naprawdę za katastrofalną powódź tylko w części winna jest natura - resztę i to o wiele gorszą sprawili ludzie - nieprzygotowani zawodowo i merytorycznie do pełnienia swoich funkcji oraz kompletny brak w Komitetach Powodziowych, Sztabach Kryzysowych ludzi znających się na zjawiskach w rzece. Popełniono taką ilość błędów, że można byłoby z nich usypać wał stulecia. Popełniono je wtedy, gdy skutkom powodzi można było zapobiec lub wydatnie je zmniejszyć.

Urodziłem się i mieszkam przez ponad pół wieku w pobliżu miejsca, gdzie do Odry wpada najbardziej kapryśna i szalona rzeka Sudetów - Nysa. To w celu jej ujarzmienia zbudowano w latach 1928-33, tuż powyżej miasta Otmuchów, zbiornik retencyjny - Jezioro Otmuchowskie. Powierzchnia jeziora wynosi 2 tys. ha, a pojemności 143 mln m3. Kiedy jego postępujące zamulenie (od II Wojny nie czyszczono go wcale) spowodowało spadek pełnej możliwości retencji i przechwytywania groźnych wezbrań - zbudowano w 1972 r Jezioro Nyskie (zwane także Jeziorem Głębinowskim) o podobnej powierzchni 2 tys. hektarów i pojemności 113,6 mln m3.

W latach Peerelu zarząd nad zbiornikami sprawowało częściej Ministerstwo Rolnictwa niż Ministerstwo Żeglugi czy Transportu. To wówczas chyba zaczęto sobie wyobrażać, że te zbiorniki służą li tylko do podnoszenia poziomu wód gruntowych w celu zwiększania plonów a w ostateczności do wypoczynku nad ich brzegami. O zrzuty w celu poprawienia warunków nawigacyjnych na Odrze w okresie niskich stanów doprosić się nie można było...

Przez te "moje pół wieku" zdarzały się w Brzegu i okolicach powodzie mniejsze i większe... Często w dzieciństwie widziałem zalaną dzielnicę Rataje (wówczas podbrzeską wieś), podtopione łąki i pola między Brzegiem a Oławą. Często w wyniku tzw. cofki występowały z brzegów rzeczki i potoki wpadające do Odry na tym obszarze i najczęściej to one zalewały pola i łąki oraz niektóre ulice w mieście położone tuz przy nich.

Potem gdy zawodowo pływałem na Odrze statkami żeglugi towarowej - niejednokrotnie spotkałem się z dużą wodą i zjawiskami jakie jej towarzyszą, ale nigdy nie było takiego zagrożenia jakie przyniósł pamiętny lipiec 1997.

Ale zacznijmy od źródeł - dosłownie i w przenośni....

Zarówno Odra jak i Nysa biorą swój początek w górach, w których w krytycznym czasie wystąpiły długotrwałe i obfite opady deszczu. O tych opadach placówki meteorologiczne informowały zarządy dróg wodnych i władze samorządowe w dorzeczu Odry. Jak odnoszono się do tych informacji - trudno dziś sprawdzić i jednoznacznie stwierdzić. Zakładam jednak, że znakomita większość ludzi, do których kierowano te ostrzeżenia nie miała wyobrażenia o zagrożeniu ani nie konsultowała się w tej sprawie z fachowcami od zjawisk hydrologicznych.

Jednym z miejsc, które najdotkliwiej wskutek powodzi stulecia ucierpiały była dolina Odry w okolicy Brzegu, dlatego postaram się przybliżyć mój pogląd na przyczyny już nie samej powodzi, ale jej skutków, które w znacznej mierze można było przewidzieć i skuteczniej im zapobiegać.

Podstawowym faktem dla dalszych rozważań jest różnica długości odcinka Odry (od jej źródeł do ujścia do niej Nysy) w stosunku do długości Nysy (od źródeł do jej ujścia do Odry). Woda z opadów w Sudetach znacznie szybciej przybywa Nysą w okolice jej ujścia do Odry niż woda płynąca Odrą - co jest logiczne i oczywiste dla każdego kto umie liczyć kilometry i prędkości przepływu.

Z mojego "miejsca na brzegu w Brzegu" śledziłem rozwój wypadków i wierzcie lub nie - znaczną większość skutków przewidziałem (mam świadków, którzy pamiętają gdy to im mówiłem). Do takich "przewidzianych" skutków należało m.in. spotkanie się fal kulminacyjnych Odry i Nysy w ujściu Nysy (czemu się często zaprzecza a co po części wywołane zostało przez ludzi) oraz groźba pęknięcia wałów w okolicy Brzegu w określonym przeze mnie miejscu: jest to ostre zakole Odry poniżej ujścia do Odry Stobrawy - z dużą siłą odśrodkową nurtu połączonych już nieco wyżej Nysy i Odry.

Woda wdarła się przez wały właśnie tu - w kilku miejscach tego odcinka, gdzie między innymi tuż za wałem powodziowym prawego brzegu jest staw - tzw Babi Loch. Jego obecność tuż za wałem powiększała w nasiąkniętym wale infiltracyjną erozję gruntu i ułatwiła rzece jego przerwanie.

Woda poszła "na skróty" w pradolinę Odry w kierunku wsi Czepielowice i z powodu braku możliwości ujścia została tam miesiąc (!) zalewając kilkanaście wiosek. Nieco mylne jest określanie, że rzeka popłynęła "starym korytem" - zasiedlone przez ludzi zarośnięte meandry, niegdysiejsze łachy i starorzecza to już nie stare koryto lecz dawna dolina rzeki. To właśnie "ucywilizowanie" dzikiej rzeki sprawiło, że takie zasiedlanie i rolnicze użytkowanie żyznej pradoliny stało się możliwe choć nie w każdym miejscu uzasadnione i bezpieczne.

Przewidywałem tez fakt , że w wyniku cofki w okolicach dolnego biegu i ujścia Oławy do Odry (wrocławskie Niskie Łąki nie bez kozery maja taką nazwę) może dojść do wystąpienia wody w tym rejonie Wrocławia. Pamiętajmy, że Oława bierze początek na Przedgórzu Sudeckim, a więc znajdowała się w tej samej strefie opadów lipcowych w 1997. Nie miała więc pustego koryta. Przy marnym obwałowaniu tejże Oławy w okolicach Wrocławia dostęp tzw cofki wysokiej wody z Odry do Księża Małego, ulicy Traugutta i dalej do Dworca Głównego był wysoce prawdopodobny... .

Nie zmuszam nikogo aby mi w te "przepowiednie" wierzył, ale przecież gdyby w sztabach przeciwpowodziowych zatrudniono kogoś z nas - absolwentów Technikum Żeglugi Śródlądowej - większość z nich doszłaby do takich samych wniosków na długo przed przyjściem wody. Mieliśmy bowiem na wykładach w szkole zarówno budownictwo wodne jak hydrologię z meteorologią i pewne sprawy byłyby dla nas oczywiste.

Kiedy więc nadchodziły sygnały o niespotykanych opadach deszczu w Sudetach, kiedy z gwałtownością właściwą szalonej, górskiej rzece Nysa pustoszyła już Kłodzko - dwa zbiorniki retencyjne (w Otmuchowie i Głębinowie) należało natychmiast opróżnić, aby przygotować się na przejęcie olbrzymiej ilości wody płynącej z gór. Nie zrobiono tego. Nie wnikam w przyczyny tych decyzji, gdyż - jak mawia porzekadło - to już musztarda po obiedzie. Zrzuty ze zbiorników zapoczątkowano o wiele za późno - już w chwili gdy w zasadzie przelewała się przez nie fala przyboru Nysy.

Sprowadzono w ten sposób na dodatek zagrożenie dla miasta schowanego za tamą zbiornika retencyjnego. Miasto Nysę nie zalała bowiem natura, lecz ludzie, którzy nie byli już w stanie kontrolować wielkości przepływu wody przez przepusty tamy Jeziora Głębinowskiego. Jak się okazało - ten fakt miał podstawowe znaczenie dla przebiegu dalszych wydarzeń i zjawisk hydrologicznych w Dolinie Odry.

Gdyby rozpoczęto zrzuty ze zbiorników wcześniej - woda z nich dotarłaby w ujściu Nysy do Odry na długo przed wezbraniem wód Odry do poziomów krytycznych w tym miejscu. Ten bardziej kontrolowany zrzut zdążyłby się "rozłożyć" w korycie Odry przed nadejściem wezbrania, które szło w dół rzeki od Czech.

Poza oczywistą korzyścią, wynikającą z opróżnienia zbiorników, co dałoby możliwość powstrzymania gwałtownych przepływów z Nysy w czasie dla Doliny Odry krytycznym - podniesienie się poziomu Odry poniżej ujścia Nysy odegrałoby kapitalną rolę psychologiczną: dałoby ostrzegawczy i wyraźny sygnał zarówno mieszkańcom nadrzecza jak i samorządowcom, że żywioł jest groźny. Zrzuty z jezior Nyskiego i Otmuchowskiego podniosłyby poziom Odry i przekonały niedowiarków, że nie ma żartów: idzie naprawdę wielka woda!

Pamiętam z jakim niedowierzaniem i oporem spotykały się wśród mieszkańców nadodrzańskich wsi wezwania wojska i władz lokalnych do ewakuacji. Przecież każdy widział, że rzeka - leżąca na dodatek kilka kilometrów od ich domów - jest "prawie normalna" i nikt nie chciał pozostawić mienia i zabudowań na pastwę szabrowników. Odra wówczas obnażała dopiero swą siłę w "dalekim" Raciborzu. Tu szyderczym chichotem kłania się budowa zbiornika retencyjnego w Raciborzu - planowana od lat 70 - ciągle jest w powijakach.

Zbiorniki Głębinowa i Otmuchowa po ich opróżnieniu zaczęłyby w sposób kontrolowany przepuszczać wezbranie na Nysie, aby nie dopuścić do tego, by fala powodziowa Odry i Nysy nałożyły się na siebie jednego dnia (pamiętam jak dziś: było to 11.07.1997). Ogólnie rzecz ujmując - zamiast gwałtownego, niszczącego ataku skumulowanych fal Nysy i Odry mielibyśmy długie, rozciągnięte w czasie (i na pewno także groźne) wezbranie na Odrze, ale miałoby ono całkiem inny charakter.

Łatwiej jest walczyć z powodzią, gdy woda nie przybiera tak nagle jak miało to miejsce w lipcu 1997. Gwałtowne wydarzenia, takie jak przerwanie wałów dają potem asumpt do twierdzeń, iż wysadzono je celowo. Poza nielicznymi przypadkami takich działań - większość przerwań wałów to dzieło samej rzeki - przepełnionej i wezbranej - przepełnionej również ludzką bezmyślnością i ignorancją.

Pamiętam jak jeden z radnych miasta Brzeg siedział nad brzegiem Odry przy moście i obserwował podnoszącą się niemal w oczach wodę. Oczekiwał, że woda zaleje ten most i kiedy tak się nie stało - stwierdził, że wysadzono wały, aby woda nie zalała miasta. Z trudem w obliczu kataklizmu powstrzymałem śmiech ... Nie wiem jakim cudem woda miałaby zalać most leżący wyżej niż korona wałów - nawet gdyby one wytrzymały jej napór. Obserwując rzędne wysokościowe na mapach można to z całą precyzją ustalić. Nadzory Wodne dysponują świetnymi choć starymi mapami, na których można było słabe miejsca wyłapać na długo przed przyjściem fali. Pracowałem jako inspektor nadzoru nad żeglugą na takich mapach właśnie w siedzibie Nadzoru Wodnego w Brzegu.

Sam Brzeg jako miasto nie był zresztą zagrożony powodzią nigdy. Historyczna nazwa - Wysoke Breg (Wysoki Brzeg) - wyraźnie określa jego położenie na wysokim brzegu Odry i centrum miasta położone jest sporo ponad lustrem wody - nawet mocno wezbranej.

Inne miasta, a raczej ich części takie jak opolskie Zaodrze czy wrocławski Kozanów, zbudowano na terenach naturalnie przeznaczonych do zalania w razie wystąpienia wielkiej wody. Nie były to być może regularne poldery przeciwpowodziowe, ale z całą pewnością tereny, które powinny zostać całkowicie wyłączone z urbanizacji. Ich rzędne terenowe odpowiadają niemal poziomowi dna rzeki niewezbranej, od której oddziela je tylko wał. Zaniedbania w utrzymaniu głównego koryta Odry (brak pogłębiania, dopuszczenie do niekontrolowanego rozwoju roślinności - głównie samosiewów drzew w obszarach międzywala) znacznie zmniejszyło pojemność koryta czyli jego retencję własną. Obecnie z roku na rok jest pod tym względem coraz gorzej i tylko patrzeć, jak kiedyś żywioł zweryfikuje ponownie kompetencje ludzi odpowiedzialnych za gospodarkę wodną.

Bilans powodzi to:
56 ofiar śmiertelnych,
200 tysięcy osób ewakuowanych,
2592 zalanych miejscowości, w tym 1362 całkowicie,
zniszczonych 480 mostów, ponad 1370 km dróg i 1100 km wałów przeciwpowodziowych.

kpt. żegl. śródl. Andrzej Podgórski

Źródła danych:
www.opole.pl
gazeta.pl
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.

Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Świetne! Świetne! 50% [1 głos]
Bardzo dobre Bardzo dobre 50% [1 głos]
Dobre Dobre 0% [0 głosów]
Średnie Średnie 0% [0 głosów]
Słabe Słabe 0% [0 głosów]
  PRchecker.info Free counters!