Wielka woda -1997.Drukuj

Wielka woda - I997.

Mineło I0 lat i na dobrą sprawę wiele z tego co działo się tamtego lipca umyka z naszej pamięci. Odra przypomniała nam wtedy, że woda to nie tylko życiodajny płyn, ale to też żywioł. Życie na naszej planecie nie może istnieć bez wody. Jej niedobór to kataklizm, jej nadmiar też. Jak więc ma zachować się człowiek w kontakcie z wodą ? Nie chcę przywoływać górnolotnych haseł, wychwalających wodę jako nasze dobro wspólne, nie chcę też przedstawiać jej w całkowicie czarnych kolorach. Po prostu; wody nie należy się bać, ale trzeba mieć dla niej respekt. Czy należy być biernym wobec wody jak to coraz głośniej pokazują pseudo-ekolodzy ? Czy należy wodę poskramniać za wszelką cenę ? Czy należy ją całkowicie ignorować ? Czy traktować wodę jako partnerkę i sojuszniczkę ? Odpowiedź jest bardzo prosta - trzeba o niej pamiętać, poznawać ją coraz bardziej, współpacować z nią a Ona-woda potrafi być dobra i hojna. My, ludzie XX i XXI wieku wiemy bardzo dużo o wodzie, ale czy wiemy wszystko ? Nasza wiedza o wodzie ... tak, tak, tu należy przerwać wyliczanki o tym co wiemy, tu raczej jest miejsce na pokazanie tego co robimy.

Początek lipca I997, zupełnie przypadkowo o tej porze roku, (środek sezonu nawigacyjnego) znalazłem się we własnym mieszkaniu w Kędzirzynie-Koźlu. Pogoda raczej można by ją porównać z listopadem pod względem opadów, ale było ciepło.
Przez dwa tygodnie padało non stop, ale był to drobny deszczyk po prostu kapuśniaczek. Nic nie wróżyło zła. Był lipiec, były wakacje.... Jako marynarz żeglugi śródlądowej w znacznie większym stopniu interesuję się informacjami na temat stanów wód, a przekazywane dane zanipokoiły mnie. Przypomniałem sobie wtedy opinie starych Ślązaków-marynarzy o tym, że taki deszcz daje wodę, dużą wodę. Podzieliłem się tym z kilkoma sąsiadami ale...to minie, to zaraz wsiąknie w ziemię, zresztą, my w Koźlu często mamy dużą wodę ... Deszcz nie ustawał, stany wody na wodowskazach nibezpiecznie szły w górę, żegluga na Odrze stanęła, myśleliśmy - cóż, spóźniona "Jakubówka".

Rząd RP wraz z Premierem Cimoszewiczem zajmowali się dużą polityką - przystąpieniem Polski do NATO, "zieloni" w Czorsztynie przykuwali się do tamy w proteście przed jej próbnym napełnieniem, Czesi już byli po Mistrzostwach Świata w sportach motorowodnych na zbiorniku Ostrawskim, media miały swoje ważne tematy, meterolodzy - jeszcze trochę popada, Władze lokalne - przecież są wakacje...sielsko, anielsko. Miejscowe Radio-Park przekazywało systematyczne komunikaty;
Miedonia - stan alarmowy, Miedonia - stan alarmowy przekroczony o... Zebrał się Komitet Przeciwpowodziowy... W górnym odcinku Odry podtopione zostały... MIedonia - nadal rośnie... w górnym odcinku zalane zostały już... Chałupki zalane... Racibórz pod wodą... fala powodziowa zalewa nadodrzańskie wsie i zbliża się do Kędzierzyna-Koźla...Miedonia 9,60 koniec wodowskazu...woda rośnie...w Koźlu fala spodziewana jest na godzinę...

Mieszkańcy Kędzirzyna-Koźla przychodzą całymi rodzinami nad brzeg Odry zobaczyć jej groźną szatę. Służby miejskie zaczęły pośpiesznie budować półmetrowej wysokości wał ochronny układając w najniższym miejscu miasta worki z piaskiem. W sklepach spożywczych zaczyna brakować towaru...gdzieś słychać wśród nadodrzańskich gapiów; eee tam, znowu panika, zaleje Łany, Cisek i te małe wsie i po wszystkim...jak co roku...inni dla odmiany; to nie wróży nic dobrego...
Zbliża się wieczór, woda w Odrze nadal rośnie, mosty drogowe w Koźlu wyłączone z ruchu, woda rzeki zaczyna występować z koryta i zaczyna zalewać niżej położone ulice miasta. W Kozielskim szpitalu trwa ewakuacja sprzętu z niskiego parteru na wyższe kondygnacje...zaczyna być groźnie.

Tego dnia wieczorem będąc już w domu zajrzałem do lodówki...była pusta, co się stało?... W sklepach już nic nie było, jutro pobiegnę o 6-tej rano do sklepu i kupię co trzeba, teraz idźcie spać, ja będę dyżurowała przy radiu, jak coś się będzie działo to was obudzę - powiedziła nasza córka. Noc była bardzo duszna, okna były otwarte, sen miałem badzo nispokojny...udawałem, że śpię. Doskonale słyszałem mimo prawie całkowitego wyciszenia radiowe komunikaty.

- Tu Radio-Park...woda zalewa pikarnię przy ulicy Chrobrego, straż nie daje rady...chętni do pomocy...
- Tu Radio-Park...woda zalewa salon samochodowy przy ulicy...właściciel proszony...
- Tu Radio-Park...trwa ewakuacja szpitala w Koźlu...chętni do pomocy...
- Tu Radio-Park...komunikat specjalny...Czesi otworzyli zbiornik ostrawski...może być bardzo groźnie, może to być powódź stulecia...
- Tu Radio-Park...to już nasz ostatni komunikat... woda zalewa nasze studio... musimy się ewakuować... Cisza...

7 lipca godz.4,30 do naszej sypialni wbiega córka; wstwać, nie słyszycie tego szumu, to Odra nas zalewa...poderwaliśmy się łóżka i do okna...nic nie widać...nie tu, z drugiej strony, od strony koszar...pobiegliśmy z żoną do właściwego pokoju i do okna... od strony Większyc na nasze osiedle nacierała ze złowrogim szumem fala wody, na swoim przodzie niosła to, co ośmielało się stanąć jej na drodze... drogę wybrała tego roku według własnego upodobania, stała się nieprzewidywalna...

Szum wody poderwał na nogi całe osiedle, ludzie biegli czym prędzej do samochodów na osiedlowych pakingach, do swoich garaży aby uratować swoje auta przed żywiołem wody. Na nic się zdały ich starania, woda błyskawicznie zalewała osiedle.
Po I0 minutach osiedle było już pod metrową warstwą wody, woda ciągle zalewała osiedle, ci którym udało się ruszyć z parkigu zostawiali swoje auta tam gdzie dopadła ich woda, teraz ratowali siebie, szybko do domu...

Woda pochłaniała wszystko, znikały pod wodą parkingi wraz z samochodami, powoli znikały rzędy osiedlowych garaży wraz z zawartością, piwnice osiedlowe już dawno były zalane, ale zauwżyliśmy to dopiero gdy mieszkańcy parterów ewakuowali się na pierwsze piętro. Co teraz ? Prądu nie ma, bo to oczywiste, woda w kranie jest, ale jak długo i czy zdatna do picia, gaz jest ale też na jak długo ? Telefony nie dziłają...brak informacji...lodówka pusta...zresztą i tak nie działa...co robić...czekać...

Zapaliłem papierosa, wyszedłem na balkon. Z wysokości czwartego piętra widziałem to czego nie byłem w stanie wyobrazić sobie jeszcze wczorajszego dnia. Woda, brunatna woda, groźna woda, złowrogo szumiąca woda, pokazywała teraz swoje oblicze, złe oblicze. Pokazywała teraz swoją moc, śmiała się z człowieka, złowrogim szumem mówiła do człowieka; jesteś mi coś winien, nie dbasz o mnie, jesteś arogancki a jam ci tak ufała, to jest kara za zdradę...

Sąsiedzie, sąsiedzie, w radiu słyszałam, że nie mają łączności z Koźlem i nie wiedzą co się dzieje...pan ma telefon...wyrwała mnie z zadumy sąsiadka z innego balkonu...jakie radio...przecież nie ma prądu... Radio-Wrocław, zapisałam numer telefonu... ja mam radio na baterie, niech pan dzwoni, oni czekają. Lata dziewiędzisiąte to początki telefonii komórkowej w Polsce, miałem wtedy telefon, bo był mi bardzo potrzebny w pracy na statku. Dobra - już dzwonię...

Wybrałem numer; Dzień Dobry, Czesław Szarek dzwonię z Kędzierzyna-Koźla... Dzień Dobry, Radio-Wrocław...skąd pan dzwoni??? ...z Kędzierzyna-Koźla i chciałem wam...tak,tak, wchdzimy na antenę...I0,9,8,7, chwileczkę, ja chciałem...tak,tak,6,5,4,3,2,I, start...

"-Tu Radio-Wrocław, drodzy słuchacze udało nam się nawiązać kontakt z Kędzierzynem-Koźle. Mamy na antenie mieszkańca tego miasta. Proszę powiedzieć słuchaczom naszego radia jaka jest sytuacja w Kędzirzynie-Koźlu?
- Dzień Dobry, jestem mieszkańcem lewobrzeżnej części K-Koźla. Całe lewobrzeże jest pod dwu,trzymetrową warstwą wody. Osiedlowe bloki wyglądają jak klocki wystające z dużego jeziora. Zalane jest dosłownie wszystko, brak jest łączności ze Światem, brak prądu. To nie jest zwykła powódź, to potop, szkujcie się już teraz,ta woda dojdzie do was...
- Dziękujemy za iście profesjonalny przekaz z Kędzierzyna-Koźla...tu..tu..tu. "

Koniec rozmowy.

Siadłem w fotelu, żona zrobiła kawę, zacząłem się zastanawiać co dalej. Zza otwartego okna balkonowego dochodził nadal dźwięk czyjegoś alarmu samochodowego. Co to za cuda, przecież wszystkie auta są pod wodą? Wyszedłem na balkon i spytałem sąsiadki z dołu. A to taki gość kupił przed wczoraj nowe auto, jakieś japońskie, ale on jest z innego osiedla, tu tylko garażuje. Dobre auto... ale alarm jeszcze lepszy...tyle wody a ten wyje i wyje... Gromki śmiech skwitował moją opinię na temat obecnej techniki i wtedy zorientowałem się, że życie blokowe zafunkcjonowało na balkonach.

Z balkonu na balkon, z bloku do bloku przekazywaliśmy sobie informacje...Dzień był słoneczny, wody jak okiem sięga...tyle tylko, że ta wybrała sobie nasze osiedle jako główne koryto, niosła ze sobą wszystko; śmieci, meble, całe altanki z okolicznych i odległych ogródków działkowych...Ktoś przekazał informację, że podobno rynek kozielski jest suchy i dzisiaj po południu będą rozdawać chleb. Tak, ale jak tam dotrzeć ? To jest dwa kilometry w lini prostej, żadnej łodzi czy pontonu.

Po pewnej chwili przyszedł sąsiad z dołu, Olo Diakowski.

- Czesiek, mamy ponton ale nie ma odważnego do płynięcia, jeśli ty się zgodzisz to ja popłynę z tobą.
- Dobra, płyniemy, mam pustą lodówkę i kilka papierosów.

Naszą jednostką pływającą okazał się plażowy pontonik i plastikowe wiosełka. Ruszyliśmy pokonać odrzańską wodę na ulicach miasta. Wybierałem drogę między blokami, tak aby unikać spotkania z głównym nurtem. Zdawałem sobie sprawę jakie to stanowi niebezpieczeństwo dla kawałka plastiku. Po drodze mijaliśmy samochody, które przypłynęły niewiadomo skąd, w których pracowały wycieraczki, lub świeciły się światła resztką mocy akumulatora. W pewnej chwili coś plusnęło koło burty pontonu, sięgnąłem do wody i wyciągnąłem maleńkie kociątko ratujące się już resztkami sił. Zabrałem to panicznie wystrasznone maleństwo do pontonu...mamy ją w domu do dzisiaj, nazywa się Żaba, tak od wody. Po stratach w postaci złamanych dwóch wioseł dotarliśmy do rynku, który rzeczywiście był suchy. Rynek był teraz bazą Straży Pożarnej, bo okazało się, że alarmowo moi koledzy uciekali przed główną falą i jedyne co im się udało uratować to samochody bojowe, reszta poszła z wodą i pod wodę. Ratowali, pomagali, ale do czasu, gdy woda pokazała swoje groźne oblicze musieli i oni ustąpić.

- Cześć chłopaki, co wy tu robicie ? Widzisz Czesiek, musieliśmy się ratować...

Mówili o tym, ale wcale nie chcieli mówić. Znałem ich i wiedziałem dokładnie co chcieliby powiedzieć. To byli strażacy zawodowi, ja byłem do niedawna szefem szkolenia w Oddziale Ratownictwa Wodnego Ochotniczej Straży Pożarnej przy ich jednostce. Żeby rozładować atmosferę zacząłem;

- Lechu, daj jakiś sprzęt, środki łączności, ja zorganizuję zaraz jakiś oddział w dzielnicy Koźle-Zachód, będziemy wam pomagać...

Tu znowu smętna mina mego kolegi. Pokazał na stojące samochody, z kieszeni wyciągnął ręczną UKF-kę...

- To jest mój cały sprzęt.

To niedobrze, to bardzo niedobrze. Czy trzeba aż takich kłopotów aby ludzie zrozumieli tak ważne sprawy, czy Polak zawsze musi być mądry po szkodzie? Mój kolega Olo wrócił właśnie z zakupów; przyniósł kilka paczek papierosów i kilka paczek ciastek. Chleba już nie było.

- Lechu, wracamy do domu...acha, ja mam telefon komórkowy...działa, inne nie działają, gdyby coś się organizowało to daj znać...rozumiesz...
- Jasne, powodzenia.

W drodze powrotnej zobaczyliśmy nad miastem wysoko latający żółty helikopter, chyba RMF-u. W drodze powrotnej a płynęliśmy teraz z prądem, mocnym prądem, zacząłem doceniać ten plastikowy pontonik, inni nawet tego nie mieli.

- Jesteście, co macie ciekawego?
- Papierosy,ciastka i małego kotka. Co kota kupiliście?
- Nie, uratowałem go, bo się topił...

Najprawdopodobniej mój kolega Olo przekazał sąsiadom infomację o tym, że powódź nas dopadła z pustą lodówką, bo zaczęli nas odwiedzać sąsiedzi i przynosili nam zaopatrzenie. Było to naprawdę miłe z ich strony. Dziękujemy raz jeszcze.

Tego dnia wieczorem zadzwonił mój telefon.

- Halo, czy to Koźle ? Tu Karlsruhe w Niemczech, dzwonimy do was aby się dowiedzieć jak wam możemy pomóc, wiemy jest u was wielka powódź, co wam jest potrzebne, jutro w naszym kościele jest specjalna msza, będziemy zbierać pieniądze, będziemy organizować pomoc dla was, nie mamy informacji co jest wam potrzebne, nie mamy kontaktu z waszmi władzami, to jedyny telefon z jakim się połączliśmy, reszta milczy...
- Halo, halo, tak tak, to Koźle, tak mamy powódź, ale ja jestem zwykłym obywatelem nie mam kontaktu z naszymi władzami, wszystko jest zalane...
- Nic nie szkodzi, proszę się zastanowić jak możemy wam już pomóc, co jest wam potrzebne, my zadzwonimy za godzinę, może już pan będzie coś wiedział, może pan nawiąże jakieś kontakty, za godzinę, do usłyszenia.

Moja żona i córka patrzyły na mnie ze zdziwieniem.

- Z kim ty rozmawiałeś ?
- Kościół z Karlsruhe organizuje dla nas pomoc... Wiedzą o powodzi, nie mają innego kontaktu, to jedyny telefon, który działa w całym zalanym mieście, chcą wysłać pomoc...nie wiedzą co teraz jest najpilniejsze...zadzwonią za godzinę...co im powiedzieć ?
- Zastanówmy się, wspólnie może coś wymyślimy, jesteś pilęgniarką, co jest potrzebne w takich sytuacjach dla ludności, jakie są zagrożenia dla ludzi, przed czym trzeba się zabezpieczać, czy nie grozi nam jakaś epidemia, co z dostawami prowiantu, co z ewakuacją tych, którzy muszą albo chcą być ewakuowani, co z łącznością ze światem, zastanówmy się...
- Tato, Radio-Park znowu działa, zapisałam numer telefonu, zainstalowali się w budynku telegrafu, dół jest zalany, ale oni są na piętrze, może oni mają łączność z władzami...

Telefon milczał, prawdopodobnie przekazywane informacje na antenie pozyskiwali podobnie jak my na osiedlu, z ust do ust, z bakonu na balkon, z budynku do budynku.

Zastanawialiśmy się nad odpowiedzią dla Karlsruhe, nie wiedzieliśmy co im odpowiedzieć, wszystko było zalane, potrzebne było wszystko,wszystko, ale podstawowym brakiem był brak informacji. Córka nasłuchiwała Radia-Park na maleńkim słuchawkowym radiu, komunikaty były bardzo skąpe.

Dzwoni telefon.

- Halo, tu Karlsruhe, czy już pan coś więcej wie, co mamy wysyłać, samochody Czerwonego Krzyża już czekają, chcą już jechać do was.
- Halo, tak tu Koźle. Nie wiem co moglibyście już teraz wysłać dla nas...jest zalany szpital, zalane sklepy, nie mamy prądu i łączności, woda w kranie jest ale nie wiadomo czy napewno nadaje się do picia, stacja wodociągów w Koźlu jest pod wodą, potrzebne jest praktycznie wszystko...halo, halo, w tej chwili nasze miejscowe radio nadaje komunikat o tym, że od jutra helikoptery będą dostarczały prowiant, że będzie organizowana ewakuacja dla tych całkowicie zalanych. Rozlewisko Odry w okolicach Koźla ma I5 kilometrów szrokości, zalane jest Koźle, Koźle Rogi, Koźle Port, Kłodnica i otaczające wioski, Kędzierzyn podobno jest suchy. To tyle co wiemy na chwilę obecną. Może jutro będę wiedział więcej, proszę zadzwonić jutro, dziękujemy za pamięć, będziemy czekać na telefon.

- Tu Radio-Park, nadajemy komunikaty dla powodzian, kto nas słyszy proszony jest o przekazanie tych informacji dalej...
Jutro spodziewana jest pomoc dla powodzian z powietrza. Helikoptery będą dostarczały prowiant, wodę pitną. Proszę na budynkach wywiesić białą flagę jeśli potrzebna jest dostawa żywności a czerwoną flagę jeśli mieszkańcy chcą się ewakuować. Helikoptery będą operowały dwa razy dziennie. W Kędzierzynie zorganizowane zostały punkty dla ewakuowanych, inne są w trakcie organizacji. Podajemy nr telefonu do sztabu pomocy dla powodzian...Kto nas słyszy proszony jest o przekazanie tych informacji dalej... Tu Radio-Park...

Następnego dnia rozeszła się pocztą balkonową informacja o helikopterach, po pewnym czasie osiedle "udekorowane było" białymi flagami, na dachach przlegającego do naszgo osiedla osiedla domków jednorodzinnych pojawiły się białe ale i czewone flagi. Nadleciały helikoptery, potężny ryk silników i huraganowy pęd powietrza z ich wielkich śmigieł robiły duże zamieszanie na osiedlu, mieszkańcy pośpiesznie zamykali okna, na dachy domów zrzucano paczki z prowiantem. Białe flagi zaczęły znikać z budynków. Inne helikoptery operowały nad domami z czerwonymi flagami, do powodzian opuszali się ratownicy, zapinali ludzi w specjalne uprzęże i wciągali na pokład helikopterów. Sukcesywnie znikały czerwone flagi.

Po południu były znowu helikoptery nad osiedlem, uzupełniali zrzuty, zabierali innych zdecydowanych na ewakuację.
Tego też dnia rozdzwonił się na dobre mój telefon.

- Halo Koźle, dzwonię ze Szwecji, czy pan wie, czy zalane są ulice...gdzie są ewakuowani mieszańcy...jak mogę nawjązać z nimi kontakt...
- Halo Koźle, dzwonię z Angli...dzwonię z Włoch...dzwonię z Niemiec...Grecji...Szwajcarii...

Moja lista z pytaniami o nazwiska, adresy, o sytuację gwałtownie się rozrastała, w nocy zaczęli dzwonić ludzie z Polski.

- Halo, dzwonię ze Szczecina, w Koźlu mieszka moja córka na osiedlu Zachód, ona mieszka na parterze, czy dużo tam jest wody ?... 2 do 3 metrów proszę pani, jak się nazywa córka, może ją odnajdziemy...nazywa się...i pracuje w Radiu-Park...Jest cała i zdrowa...słyszmy ją przez radio...jest bardzo zapracowana...jest na okrągło w studio radiowym...czy pan ma z nią kontakt...sporadycznie, ale tak...Boże, to dobrze...

Bateria w telefonie siadała, podłączyłm akumulator z samochdu sąsidki, który udało się jej wymontować. Telefon dzwonił nadal; ...czy pan wie coś na temat Kłodzka ?...czy tam jest woda ?... Takich telefonów były setki, starałem się odpowiedzieć na wszystkie albo podawałem numery do Sztabu Powodziowego w Kędzierzynie.

Był wieczór, zza otwartego okna balkonowego usłyszałem wołanie o pomoc, wychyliłem się przez barierkę balkonu, z sąsiedniego bloku wołała kobieta; jest pilnie potrzebny helikopter, młody człowiek z naszego bloku musi być natychmiast odstawiony do szpitala, jest przy nim lekarz, ale nie może mu pomóc, nie ma żadnych środków. Chłopak ma jakiś krwotok wewnętrzny...pilnie potrzebny helikopter...

Dzwonię do Sztabu Powodziowego, telefon odbiera lekarz, przedstawiam sprawę...nic nie możemy pomóc, nie mamy jak...nie mamy sprzętu ...może helikopter, ale oni nie latają nocą...podaję numer telefonu na lotnisko w Strzelcach Opolskich...niech pan próbuje...
Dzwonię na lotnisko, odbiera oficer dyżurny...nic nie pomożemy, piloci właśnie skończyli loty...jutro...jest już ciemno...
Ten młody człowiek może nie doczekać jutra...pomoc potrzebna jest natychmiast...proszę zadzwonić za pół godziny, zobaczę co da się zrobić...Te pół godziny zmieniało się w wieki. Przez balkon pytam sąsidkę;... co z nim ?...gorzej, nie wiadomo czy wytrzyma do rana...jest przy nim lekarz, robi mu okłady...
Dzwonię ponownie, ... lecą już ?...z nim jest coraz gorzej...
Nic się nie da zrobić, jest noc, piloci odmówili lotu, o świcie, oznaczcie dobrze budynek, żeby piloci nie tracili czasu na szukanie. Była pierwsza w nocy, nerwowe czekanie na świt, na helikopter.
Rzeczywiście, o świcie poderwał nas na nogi ryk silnika helikoptera, który zawisł nad oznaczonym budynkiem. Na dach budynku zeszła ekipa ratowników, po pewnym czasie helikopter odleciał z chorym na pokładzie.

Dzwoni telefon:

- Tu Sztab Powodziowy, mówi doktor...jak panu udało się załatwić sprawę tego młodego chłopaka ? ...
- Dzisiaj o świcie zabrał go helikopter...w nocy nie chcieli...
- My też mamy problemy, może pan jako marynarz nam pomoże, lekarze nie mają jak docierać do chorych, amfibia, którą mamy z wojska nie nadaje się do pracy w tak trudnych warunkach, może pan zna lepszy sposób ?
- Wydaje mi się, że nadał by się tutaj kuter jakiego używają wojska saperskie, KS-I50 czy jakaś podobna nazwa.
- Czy pan wie gdzie to można zdobyć ?
- W Brzegu Opolskim jest jednostka saperów i w wielu innych miejscowościach.
- Czy pan potrafi to uruchomić ?
- Każdy marynarz potrafi pływać takim kutrem.
- Nie o to pytam, czy pan potrafi to załatwić z saperami ?
- Pan wybaczy panie doktorze, ale ja jestem powodzianinem jak wielu innych, to wy jesteście władza, to wy powinniście rozmawiać z wojskiem, ja mogę zaoferować swoją pomoc już przy pływaniu takim sprzętem w tak trudnych warunkach. Takich jak ja jest tutaj wielu, to jest marynarskie osiedle.
- My jako Sztab też nie możemy tego załatwić...
- Panie doktorze, dzwoni do mnie dużo ludzi z Polski i z Europy, pytają o sytuację w mieście, o swoich bliskich, odsyłam ich do was bo nie mam wiedzy jak i gdzie są rozlokowani ewakuowani powodzianie, czy ci pytający docierają do was ?.
- Tak, tak, już teraz udzielamy pełnych informacji...jak to rozumieć już teraz ? Na początku były problemy, ale już teraz mamy sprawę pod kontrolą.
- Panie doktorze, wiem że już jest w drodze różnego rodzaju pomoc humanitarna z Polski i z Zagranicy dla naszego miasta, dla naszych powodzian, gdzie kierować te transporty, ciągle zgłaszają się nowi chętni do udzielenia pomocy, pytają co nam jest potrzebne ?
- Generalnie to potrzebne wszysko, proszę ich kierować na adres hotelu Lech w Kędzierzynie. Bądźmy w kontakcie telefonicznym, to pomoże wiele załatwić. Dziękuję za rozmowę, do usłyszenia.

Znowu telefony;

- Jedziemy do was z Warszawy, wieziemy dla was potrzebne rzeczy, jak do was dojechać...
- Halo, tu Karlsruhe, jedzie do was transport z pomocą. Wieziemy środki opatunkowe, szczepionki, środki higieny osobistej, środki dezyfekcyjne, jadą dwa samochody specjalistyczne do uzdatniania wody, jadą samochody z wyposażeniem dla szpitala w Koźlu i wiele innych rzeczy, gdzie mamy to dostarczyć, pod jaki adres ?
- Do Kędzierzyna, tam jest Sztab Powodziowy, my mamy jeszcze wszystko pod wodą.

- Halo, tu Wojewoda Opolski, czy może pan przyjąć telefonogram dla waszego Prezydenta ?
- Tak, tak, już mogę notować... ...tak, oczywiście dostarczymy błyskawicznie. Do usłyszenia.

Telefony, pytania, informacje, prośby...zmieniłem kolejny akumulator.

Telefonów z pytaniami było wiele, pytano;...gdzie mogę być moi krewni, którzy ewakuowani byli...kiedy będzie można przyjechać do miasta...jakie straty są w mieście...takich pytań były setki. Ludzie troskali się powodzianami, martwili się stanem miasta, oferowali pomoc. Takie zachowanie było bardzo miłe i krzepiące, wiedzieliśmy że nie tylko my czekamy na zejście wody powodziowej.Zaczęły docierać do nas informacje o zalanych innych miastach, o walce z wodą, o ratowaniu dobytku. Wszędzie jednak tam pojawiał się ten sam aspekt sprawy co u nas. Brak przygotowania. Władze pokazały swoją słabość. Czy tylko słabość w konfrontacji z Wielką Wodą, czy może coś jeszcze ? Zaczęły się rozmowy w mediach o stratach gospodarki państwa, o ubezpieczeniach, o konieczności inwestowania w rzeki, o konieczności budowy zbiorników retencyjnych, mówiono o wielu sprawach.

Nadszedł wreszcie czas gdy woda ustępowała, powoli ukazywał się obraz, który przykrywała do tej pory kurtyna Wielkiej Wody. Ukazał się brud i zniszczenie, ukazało się chamstwo i złodziejstwo. Tam, skąd jeszcze niedawno ewakuowano zagrożonych mieszkańców, ewakuowanych z ich własnych domów, pozostawiających wszystko co mieli bo ratowali to co najdroższe, własne życie, teraz pojawiły się nocne hieny i rabowali to co można było zrabować. Pojawiali się nocami, przypływali na pontonach lub w kajakach, wywozili to co uznali za wartościowe. Działali bezkarnie, nikt nie był w stanie im przeszkodzić, bo i jak, sam krzyk nie pomagał, policji nie było. Przybywali niewiadomo skąd, podobno przyjechali z ....... aby rozwozić zaopatrzenie, bo helikoptery już działały w innych miastach.

Woda ustąpiła, na ulicach pojawiły się patrole policyjne i wojskowe, wprowadzono godzinę policyjną. Wprowadzono szczepienia ochronne. Zaczęło się wielkie sprzątanie. Góry śmieci, zniszczonych mebli i wyposażenia...Woda pozostawiła po sobie obraz grozy. Zniszczone nawierzchnie ulic i chodników, zniszczone sklepy, urzędy, szkoły, przedszkola, szpital, przychodnie lekarskie, zakłady pracy, domy mieszkalne i mieszkania. Wszędzie jednak tam pojawiali się ludzie i zabrali się do ciężkiej pracy. Samochody ciężarowe sukcesywnie wywoziły z miasta " dorobek " Wielkiej Wody. Właściciele zalanych samochodów starali się przywrócić je do dawnego stanu. Nikt nie był w stanie powiedzieć jak długo będzie trwało przywracanie miasta do normalnego stanu. Gdzie to było możliwe pojawiły autobusy komunikacji miejskiej, stopniowo przywracano zasilanie energią elektryczną, stopniowo też zaczynały działać telefony, uruchamiano zniszczone i rozkradzione sklepy...

Przyszedł czas na mój powrót do pracy zawodowej. Wyjechałem z miasta. Po drodze oglądałem tereny nie dotknięte powodzią. Rozmazwiałem z ludźmi, opowiadałem. Słuchali, kiwali znacząco głowami. Zastanawiałem się czy my wszyscy wyciągniemy właściwe wnioski z tej lekcji. Lekcji, która dotknęła południowo-zachodnią i zachodnią Polskę, a której tematem była ; Woda, Wielka Woda. Czy pomni tych lipcowych I997 roku będziemy mądrzejsi, czy odwrócimy się DO RZEKI, czy będziemy otwarci na współpracę z nią, czy będziemy przygotowani do następnego egzaminu ?


Minęło dziesięć lat. Czy gotowi jesteśmy do ponownego egzaminu ? Zdania są różne. Jedni twierdzą że tak, bo zrobiono dużo, bo wyremontwano...naprawiono...usunięto... Inni twierdzą że nie, bo nie zmieniono modelu myślenia. Kto ma rację ?.
Czy rządowi radcy i doradcy opracowywujący papierowe projekty pt. Strategia Gospodarki Wodnej ? Czy ekolodzy, twierdzący że rzeki same ten problem rozwiążą ? Hydrolodzy czy melioranci ? Nauka czy praktyka ? Naród czy politycy ?
A może my wszyscy ?
Są to pytania kierowane do każdego z NAS. To nie ja zadaję to pytanie, TO PYTANIE ZADAJE NATURA.

Poszarpany błękit nieba
Obraz groźny rzece daje,
Wczesnym rankiem w swojej łodzi
Człek zamiary swe wyznaje.

Jesteś mądra Moja Pani
W swoim nurcie, głębi, toni
Wykaż hojność swoją dzisiaj,
Oszczędź proszę mi pogoni.

Tyś mą matką - żywicielką,
Której winnym jest pokorę,
Pozwól mi napełnić sieci
i do domu wrócić w porę.

Tam w zaciszu mojej chaty
żona, dziatki, moje chluby
spraw bym radość u nich widział
bym wypełnił swoje śluby.



kpt. żegl. śródl. Czesław Szarek


P.S. Kilka dni po moim wyjeździe z Koźla przyszedł ów młody człowiek i na ręce mojej żony przekazał podziękowania za pomoc, był już zdrowy.
Kotka Żaba jest nadal w naszym domu i ma się dobrze.

#1 | norbi dnia 23.07.2007 03:55
Gdy to się działo miałem 12 lat. Pamiętam to dobrze, cały czas oglądałem to w telewizji i słuchałem w radio. U nas w kościele, tak jak w wielu innych były zbiurki pieniędzy, ubrań i innych rzeczy. Ale rzeczywiście, czy ta "Wielka Woda" 10 lat temu coś zmieniła, naszym w stosunku do rzeki? Myślę, że bardzo mało. Gdzieś, kiedyś oglądałem program o tym co się robiło już po powodzi, naprawiało się wały, podwyższało, wzmacniało. A rolnik z zalanej wsi obok wału skwitował to mniej-więcej tak: "Remontują dla wyglądu, żeby wyrw niebyło, bo jak przyjdzie następna taka powódź, to i tak te ich zabezpieczenia szlag trafi." I Ja myślę podobnie, trzeba zająć się meliorcją i uregulowaniem tych naszych rzek.

Norbert Wegner
#2 | Remigiusz Przybysz dnia 25.03.2008 17:03
również pamiętam tamten okres , razem z grupą przyjaciół ochotników,pojechaliśmy z Łodzi starą nysą do wrocławia ,pomagać potrzebującym w usówaniu skutków powodzi , dotarliśmy na południe wrocławia od strony oławy, widziałem ogrom zniszczeń i cierpienie ludzi ,którzy często potracili dorobek całego życia ,pomagaliśmy w odbudowie i remontach , spaliśmy w jakims mieszkaniu u obcych ludzi , którzy przyjeli nas bardzo życzliwie , dzieląc się z nami skromnymi zapasami - byliśmy tym tylko 5 dni , póżniej byłem jeszcze kilka razy we wrocławiu z transportami wody mineralnej - dar łódzkiej firmy ermit i z meblami - pamiętam jak rozladowywałem tira obok placu grunwaldzkiego we wrocławiu

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.

Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Świetne! Świetne! 100% [3 głosy]
Bardzo dobre Bardzo dobre 0% [0 głosów]
Dobre Dobre 0% [0 głosów]
Średnie Średnie 0% [0 głosów]
Słabe Słabe 0% [0 głosów]
  PRchecker.info Free counters!